Nie dość, że większości zapraw nie da się kupić w handlu detalicznym, to jeszcze sam proces ich nanoszenia na materiał siewny jest obecnie tak profesjonalny, że nie ma mowy o „przedawkowaniu” lub zaniżaniu dawek rejestracyjnych. Proces aplikacji zapraw odbywa się w profesjonalnych firmach, na profesjonalnych urządzeniach, w tym część z nich ma odpowiednie certyfikaty poświadczające jakość usługi. Najlepszym przykładem jest tu certyfikat ESTA (European Seed Treatment Assurance). Niektóre firmy zaprawiające materiał siewny go mają (to dobrowolne poddanie się ocenie), a jest to system gwarantujący jakość całego procesu – od przyjęcia surowca, przez etap jego zaprawiania, po moment wydania towaru odbiorcy. Dodatkowo, kto sięga pamięcią wstecz, ten wie, że przez lata dostępne dość licznie na rynku były zaprawy w formulacji DS, czyli proszek do suchego zaprawiania nasion. Pylił wówczas niesamowicie podczas zaprawiania, nie wspominając o procesie siania.

Rewolucyjna formulacja FS

Rewolucyjna formulacja FS, czyli płynny koncentrat do zaprawiania nasion. Obecnie tylko ta ostatnia formulacja pozostała w kukurydzy i póki co bardzo dobrze się sprawdza. Pozwala ona na dokładne pokrycie ziarniaków substancją czynną, mocno się trzyma okrywy owocowo-nasiennej, nie pyli, a także słabiej ulega wymyciu. Dodatkowo na taką okrywę bez większych problemów można nanosić inną zaprawę, najlepiej także w formulacji FS, co się praktykuje, łącząc zaprawy fungicydowe z zoocydowymi czy też repelentnymi, ale na rynku są także już dostępne usługi nanoszenia innych komponentów, choćby biostymulatorów czy nawozów.

Sam zatem proces zaprawiania to już nie tylko próba ograniczania agrofagów, lecz także coraz częściej chęć wspomożenia roślin na samym starcie ich wegetacji, zwłaszcza pod kątem przezwyciężania różnych stresów pogodowych, ale i nie tylko. Może z czasem pojawią się na rynku biopreparaty w postaci zapraw nasiennych zawierających mikroorganizmy (grzyby, bakterie) o wykazanym działaniu na patogeny i szkodniki, jednak póki co w rejestrach MRiRW takiego środka nie ma. Każdy taki preparat zawierający mikroorganizmy do ochrony roślin musi podlegać rejestracji.

Ubywa substancji czynnych

Zaprawy nasienne zasadniczo powinny stanowić pierwszą linię frontu ograniczania tych gatunków, które atakują rośliny głównie od strony środowiska glebowego, ale nie tylko, bo niektóre chronią je także przed gatunkami nalistnymi. Gatunki odglebowe są bardzo trudne do zwalczania innymi metodami.

Niestety, w ostatnich kilku latach ubywa tego typu rozwiązań. Proces zaczął się już od 2013 r., gdy zakazano używać w kukurydzy zapraw owado‑bójczych na bazie imidachloprydu, które dobrze sobie radziły choćby z drutowcami i pędrakami, ploniarką zbożówką i innymi gatunkami. Ostatnie jednak 2-3 lata to już prawie pogrom w zaprawach dostępnych w kukurydzy, co ma swoje uzasadnienie we wdrażanym Zielonym Ładzie.

Z rynku oficjalnego (pamiętajmy o rynku nielegalnych i fałszywych środków ochrony roślin – on istnieje i co chwilę słychać o kolejnych przechwyceniach towaru) zniknęła choćby zaprawa oparta na metiokarbie, którą stosowano do ograniczania szkód wyrządzanych przez ptaki i pośrednio ploniarkę zbożówkę. Znikła także doskonale znana substancja czynna, jak tiuram, którą w kukurydzy stosowano na ziarniaki do ograniczania zgorzeli siewek.

Nie można przeoczyć ostatniego też wycofania metalaksylu-M, który wchodził w skład zaprawy grzybobójczej, także stosowanej przeciwko zgorzeli siewek. Problemem jest to, że jeżeli na rynku są zaprawy wieloskładnikowe, to wystarczy tylko, że jedna będzie na „czarnej liście”, a wówczas znika cały preparat z rynku. Póki co można jeszcze dość skutecznie chronić ziarno kukurydzy przed niektórymi patogenami i szkodnikami, niemniej proces dalszego wycofywania kolejnych substancji czynnych wchodzących w skład zapraw będzie postępował i trzeba się z tym liczyć.

Zgorzel siewek

Producenci kukurydzy praktycznie zapominają o występowaniu takiej choroby kukurydzy, jaką jest zgorzel siewek wywoływana choćby przez grzyby z rodzaju Fusarium. Zapomnieli głównie dlatego, że rzadko się ją spotyka, ponieważ trudno kupić materiał siewny kukurydzy bez zaprawy, która chroni ziarniaki przed tą chorobą. Zdarzają się jednak lata, że zgorzel się uaktywnia: gdy np. kiełkowanie i wschody ulegają znacznemu przedłużeniu, gdy nadmiar wody w glebie wymywa zaprawę fungicydową, gdy siew jest zbyt głęboki na glebie ciężkiej, gdy ilość zarodników patogenów w glebie jest bardzo duża, gdy szkodniki uszkodzą ziarniaki itp. Wówczas doskonale widać, czym jest zgorzel siewek i co może zrobić z zasiewem. Główna szkodliwość tej choroby to przerzedzenie obsady roślin na skutek zamarcia ziarniaków przed wschodami, ale choroba także jest w stanie uszkodzić lub zniszczyć roślinki mające nawet 1-2 liście (tzw. zgorzel powschodowa). Zgorzel siewek zwykle pojawia się placowo, ale są lokalne przypadki braku wschodów na obszarze kilku lub kilkunastu hektarów. Sytuacja może być zatem poważna, włącznie z koniecznością przesiewów.

Głownie – guzowata i pyląca

W okresie wiosennym mogą się też pojawić|: głownia guzowata kukurydzy i głownia pyląca. Zarodniki tych patogenów są liczne zwłaszcza tam, gdzie kukurydza siana jest w monokulturze lub z taką sąsiaduje. O ile głownia guzowata cechuje się miejscowymi infekcjami, które powodują powstawanie narośli na nadziemnych organach w miejscu skiełkowania zarodników, o tyle głownia pyląca rozwija się systemicznie wewnątrz tkanek roślin i uwidacznia dopiero od lipca. Ta druga zatem choroba jest bardziej podstępna, gdyż przez kilka tygodni rozwija się w ukryciu, a dodatkowo jej zarodniki są w stanie przetrwać w glebie nawet 10 lat, co odróżnia ją od głowni guzowatej (do 3 lat). Póki co jednak głownia pyląca sporadycznie się pojawia, co jest bardzo dobrą informacją dla producentów, ale niestety głownia guzowata na niektórych plantacjach jest w stanie opanować nawet 100 proc. roślin, zwłaszcza uszkodzonych przez grad lub suszę. Poza tym głownia guzowata może rozwinąć do trzech generacji zarodników, zatem opanowanie pierwszego pokolenia choroby daje szansę na słabszy pojaw kolejnych dwóch.

Wymienione trzy jednostki chorobowe można skutecznie ograniczać za pomocą zapraw nasiennych, ale o jednym trzeba pamiętać – prawie cały kwalifikowany materiał siewny jest odgórnie zaprawiany dopuszczonymi zaprawami i zwykle nie zwraca się uwagi, jaka to zaprawa. Może się jednak zdarzyć sytuacja, że akurat odmiany, które chcemy wysiewać, są pokryte zaprawą, która np. nie działa na głownię pylącą lub nie działa na zgorzel siewek. Z tego powodu wcześniej należy zapytać dostawcę materiału siewnego, jakim preparatem ziarno jest chronione. W razie potrzeby można zlecić zaprawienie ziarna konkretną zaprawą pod konkretny problem.

Problem zapobiegania szkodnikom

Obok chorób w okresie wiosennym plantacjom kukurydzy zagrażają także szkodniki. Jest ich całkiem sporo, jednak gdy popatrzymy w rejestr środków ochrony roślin przeciwko nim, to zauważymy, że na ten moment za pomocą zapraw nasiennych ograniczać można jedynie drutowce, larwy stonki kukurydzianej i ptaki. Wymienione gatunki charakteryzują się zwykle lokalną szkodliwością.

W ostatnim czasie mocno wzrosła szkodliwość drutowców, które, jak wiadomo, mogą przebywać w glebie do kilku lat i przez cały ten czas uszkadzać różne rośliny pojawiające się na danym stanowisku. Kukurydza jest dla nich smakowitą rośliną, zatem monokultura sprzyja ich szkodliwości. Wyjadają ziarniaki, podgryzają siewki i młode rośliny, przez co największa ich szkodliwość jest na początku wegetacji. W późniejszym czasie rośliny szybko rosnąc, dają sobie z nimi radę.

Na południu Polski coraz większym problemem stają się też larwy stonki kukurydzianej, które można spotkać tylko na monokulturach kukurydzy (zwłaszcza wieloletnich). Być może szkodnik ten powoduje już poważniejsze uszkodzenia w innych częściach Polski, ale brak monitoringu sprawia, że od kilku lat trudno zdobyć dane o jego występowaniu i szkodliwości ze środkowej i północnej Polski. Larwy stonki, żerując w glebie, podgryzają korzenie roślin, wskutek czego te słabiej rosną, a przy licznym pojawie mogą wylegać, co potem utrudnia zbiór plonu.

Ptaki w roli szkodnika

W rejonach uprawy kukurydzy, które sąsiadują z miejscami gniazdowania ptaków, także uwidacznia się ich problem. Dotyczy to zwłaszcza obecności krukowatych, ale obok nich pojawiają się także dzikie gołębie czy też żurawie (pod ochroną). Ptaki wydziobują posiane ziarno, w tym mogą wyrywać młode siewki. Ich większa szkodliwość pojawia się zwykle w lata chłodne, gdy ilość naturalnego pożywienia jest mniejsza, ale także w okresach, gdy siewy kukurydzy zbiegną się z ich okresem lęgowym. Zdarzają się sytuacje konieczności wykonywania przesiewów na skutek wysokiej aktywności ptaków.

Pisząc o szkodnikach kukurydzy i ograniczaniu ich szkodliwości za pomocą zapraw, trzeba wskazać, że inaczej niż w przypadku chorób, ziarno siewne nie jest odgórnie zaprawiane zoocydami. Jest to dodatkowo płatna opcja. To poniekąd słuszne działanie, gdyż o ile patogeny są wszędobylskie, tak większa presja ze strony szkodników odglebowych ma zwykle charakter lokalny, zatem tylko wówczas trzeba skorzystać z doprawienia ziarna odpowiednim preparatem, który bez problemu można nanosić na warstwę fungicydu. Są oczywiście na rynku i takie firmy, które sprzedają materiał siewny kompleksowo zaprawiony, tj. na choroby, ale i na niektóre szkodniki, np. repelent na ptaki czy też zaprawa na drutowce. Gdy mamy problem z drutowcami, stonką czy ptakami, to możemy poszukać materiału siewnego już zaprawionego przeciwko szkodnikom lub po jego zakupie zlecić firmie zaprawiającej usługowo jego doprawienie.