• Ślimaki nagie każdego roku składają kilkaset jaj, systematycznie zwiększając liczebność populacji.
  • Zmiany klimatu przyczyniają się do zwiększenia zagrożenia ze strony ślimaków.
  • Zbyt wysoka dawka moluskocydów przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego.

Przeciwnik trudny do rozpoznania

Według ekspertki ślimaki nagie są dla zbóż ozimych najbardziej szkodliwe w okresie od siewu do fazy 3-4 liści. Atrakcyjnym źródłem pokarmu jest dla nich zwłaszcza pszenica ozima. Szkodniki żerują zarówno na nadziemnych, jak i podziemnych częściach roślin; wygryzają otwory w ziarniakach, wyjadają bielmo i uszkadzają kiełki, wydrążają dziury w łodygach czy korzeniach. Często powodują gołożery. Żerowanie ślimaków zaraz po siewie zbóż producenci często mylą z brakiem wschodów wywołanych np. wadliwym materiałem siewnym. Początkowo trudno jest zdać sobie sprawę, z jakim „wrogiem” mamy do czynienia na danym polu, gdyż ślimaki nagie żerują głównie w nocy.

Gatunki takie jak ślinik pospolity i ślinik wielki składają rocznie ok. 500 sztuk jaj – z 60 proc. z nich wylęga się potomstwo. Szczególnie uciążliwy w tym roku pomrowik plamisty może złożyć do 600 jaj. Śliniki żyją w bezpośrednim sąsiedztwie pól, w rowach i miedzach i w zależności od uprawy mogą przemieścić się 8-12 metrów w głąb plantacji. Natomiast gatunek mniejszy, pomrowik plamisty, bytuje na polach uprawnych, przy korzeniach roślin.

Zagrożenie będzie rosło

W tym roku skala uszkodzeń roślin wywołanych przez ślimaki jest znacząca. Dr Jaskulska przyznaje, że straty zgłaszane są przez rolników z całej Polski, a przede wszystkim z województw: warmińsko-mazurskiego, śląskiego i wielkopolskiego. Zdaniem specjalistki zagrożenie ze strony tych mięczaków będzie rosło z roku na rok.

- Ślimaki nagie to szkodniki specyficzne, ich bytowanie różni się od innych. Nie pojawiają się i nie znikają nagle, jak na przykład słodyszek rzepakowy. Żyją i rozmnażają się w jednej lokalizacji, dlatego ich populacja na danym obszarze sukcesywnie się zwiększa – tłumaczyła w rozmowie z „Farmerem” Monika Jaskulska.

W ciągu ostatnich kilku sezonów zagrożenie wzrosło. Ekspertka tłumaczy to zmianami klimatu, przekładającymi się na stosunkowo łagodne zimy. Dawniej osobniki dorosłe ginęły przed zimą, zimowały natomiast jaja i młode ślimaki; wówczas w kwietniu można było spodziewać się pojawu młodych osobników. Obecnie szkodniki te coraz częściej występują całorocznie. Są także dobrze przystosowane do okresowego pogorszenia warunków bytowania. W przypadku, gdy temperatura spadnie poniżej 0°C lub wzrośnie powyżej 24°C, ślimaki przemieszczają nawet do 1,5 metra w głąb gleby, by przeczekać niekorzystny dla nich okres. Ponieważ mają tam dostęp do substancji, którymi mogą się żywić, w ukryciu mogą spędzić nawet dwa miesiące zanim „wyjdą” na powierzchnię.

- W suchych sezonach zagrożenie ze strony ślimaków nagich bywa mniejsze, rośliny nie wykazują oznak żerowania, co nie oznacza że szkodniki zniknęły – podkreśla dr Jaskulska.

Jak chronić uprawy?

Według specjalistki na chemiczne zwalczanie ślimaków możemy zdecydować się, gdy wszystkie inne metody zawiodą. Stosowanie moluskocydów zapobiegawczo nie jest zalecane. W skład owych środków wchodzą substancje takie jak metaldehyd i fosforan żelaza (III), które nie są obojętne dla środowiska. Nasza rozmówczyni podkreśliła, że dawki, które zadziałają na ślimaki, mogą negatywnie wpłynąć na inne organizmy żywe. Decyzję o zastosowaniu moluskocydu należy podejmować na podstawie monitoringu upraw, zakładania pułapek i sprawdzania liczebności szkodników. Progi szkodliwości różnią się w zależności od gatunku ślimaków, jednak średnio jest to 6 szt./m2. Ekspertka zwróciła również uwagę na niezwykle ważny aspekt związany ze stosowaniem środków ślimakobójczych, jakim jest ich dawkowanie.

- Pozbycie się ślimaków to proces żmudny i długotrwały, gdyż nie jesteśmy w stanie pozbyć się od razu całej ich populacji. Niekiedy, gdy rolnicy chcą zwalczyć ślimaki bardzo szybko, stosują zwiększoną dawkę moluskocydu, jednak zbyt wysoka dawka wywoła efekt odwrotny do zamierzonego. Zapach środka w nadmiernej ilości zamiast przynęcić ślimaki – odstraszy je. Wówczas szkodniki się wycofają, nie zjedzą preparatu, lecz wrócą, gdy tylko przestanie on działać – tłumaczyła Monika Jaskulska.

Specjalistka dodaje, że na początku 2022 roku pojawi się wyprodukowany przez polską firmę, nowy moluskocyd przynęcający ślimaki. W odróżnieniu od pozostałych preparatów będzie bazował na substancji bezpiecznej dla środowiska.

Ponieważ ślimaki nagie najbardziej zagrażają młodym roślinom, do działań profilaktycznych można zaliczyć dobór odmian charakteryzujących się dobrym wigorem początkowym. Warto zwrócić uwagę na staranne zwalczanie chwastów, wykaszanie miedz i rowów, pozbycie się z pól i ich okolic desek, kamieni i innych miejsc, gdzie mogą chować się szkodniki. Dr inż. Monika Jaskulska przyznaje, że stosowanie wapna tlenkowego może ograniczyć rozprzestrzenianie się mięczaków, jednak jedynie do momentu opadów deszczu. Wartą uwagi metodą biologiczną walki ze ślimakami jest stosowanie preparatów zawierających nicienie (Phasmarhabditis hermaphrodita), tak jak dostępny w Polsce środek Nemaslug.

- Jest to preparat dość drogi, ale wystarczy, że będziemy stosować go „w pasach” co kilka metrów – tłumaczyła specjalistka.

Po jego aplikacji nicienie rozpraszają się w glebie, gdzie aktywnie szukają ślimaków. W warunkach wysokiej wilgotności gleby mogą działać do 3 miesięcy. Preparatu biologicznego nie powinno się stosować, gdy temperatura przekracza 24°C.