"Farmer": Coraz więcej środków ochrony roślin w Unii Europejskiej jest na cenzurowanym. Jak unijne zakazy przekładają się na uprawę rzepaku ozimego w naszym kraju?

Prof. Marek Mrówczyński: W grudniu 2013 r. Unia Europejska wprowadziła zakazu stosowania zapraw neonikotynoidowych. Do momentu wejścia w życie tego restrykcyjnego przepisu polscy rolnicy posiłkowali się trzema substancjami czynnymi z tej grupy chemicznej: imidachloprydem, chlotianidyną i tiametoksamem. Wykorzystywano je do ochrony rzepaku ozimego i jarego, kukurydzy oraz zbóż jarych we wczesnych fazach wzrostu tych roślin przed szkodnikami. W 2018 r. władze unijne poszły jeszcze dalej, zakazując stosowania neonikotynoidów we wszystkich uprawach (z wyjątkiem szklarniowych) zarówno w formie zapraw nasiennych, jak i oprysków. Tym samym pojawił się problem. Stawiając barierę prawną dla korzystania z preparatów dostępnych, nie zatroszczono się o wdrożenie do praktyki rolniczej skutecznej dla nich alternatywy.

Wycofanie zapraw neonikotynoidowych spowodowało, że np. chowacz galasówek uszkadzał korzenie rzepaku w uprawach w zakresie od 50 proc. (woj. opolskie) do 78 proc. (woj. śląskie). Najmniejsze uszkodzenia korzeni (do 20 proc.) stwierdzono w woj. łódzkim, mazowieckim, podkarpackim i świętokrzyskim, czyli w rejonach, gdzie uprawia się stosunkowo mało rzepaku. Natomiast skala uszkodzeń liści rzepaku przez miniarkę kapuścianą wahała się od 8 proc. w woj. małopolskim do 17 proc. w kujawsko-pomorskim i lubelskim.

Na szczęście, w tym roku, jak i w ubiegłym MRiRW podjęło decyzję o czasowym (na okres 120 dni) dopuszczeniu do stosowania w Polsce w ochronie rzepaku ozimego zapraw z grupy neonikotynoidów. Na wniosek Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych zezwolenie uzyskały dwie zaprawy: Modesto 480 FS i Cruiser OSR 322 FS (w ubiegłym roku były trzy). Czy w związku z tym sytuacja na polach się poprawiła?

Wprowadzone w latach wcześniejszych ograniczenia w stosowaniu zapraw insektycydowych w rzepaku przyczyniły się do namnożenia szkodników atakujących ten gatunek. Stąd decyzję ministra o czasowym zezwoleniu, przez praktykę nazywaną "derogacją", na stosowanie zapraw neonikotynoidowych zdecydowanie trzeba uznać za słuszną. Następny rok także będzie wymagał takiego zezwolenia, gdyż jesienne zagrożenia ze strony szkodników w Polsce, jak i innych krajach unijnych są coraz większe. Wynika to ze zmian klimatycznych, czyli długich jesieni. Dodatkowo liczebności i rozwojowi kolejnych pokoleń szkodników sprzyjają wysokie temperatury. Szkodniki swobodnie rozmnażają się na samosiewach i jeśli te znajdują się w pobliżu plantacji rzepaku ozimego, trzeba ją szczególnie często i dokładnie lustrować.

Obserwowane zmiany klimatu sprawiają, że coraz liczniej pojawiają się u nas szkodniki, których wcześniej nie notowaliśmy lub nie stanowiły zagrożenia, ponieważ ich liczebność była mała. Przykładem może być skoczek kukurydziany - ciepłolubny szkodnik dotychczas rzadko spotykany w kukurydzy, a już tym bardziej w rzepaku ozimym. Tymczasem w tym roku zaobserwowaliśmy go. Oznacza to, że w uprawie rzepaku ozimego cały czas pojawiają się nowe zagrożenia. Dobrych kilka lat temu stworzyły je np. mączliki warzywny i szklarniowy.

Ubiegły rok dowiódł korzyści wynikających ze stosowania zapraw na bazie neonikotynoidów. Wysiew nasion chronionych nimi spowodował, że zmniejszyła się liczba niezbędnych nalistnych zabiegów insektycydowych wykonywanych jesienią. Rośliny w okresie jesiennej wegetacji rozwijały się szybciej i w przerwę wegetacyjną weszły zdrowe, nieuszkodzone, co wpłynęło na dobre ich przezimowanie. Na podstawie obserwacji wykonanych przez IOR - PIB oraz Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych na plantacjach, gdzie wysiewano nasiona zaprawione, nie stwierdzono korzeni rzepaku uszkodzonych przez larwy chowacza galasówka czy liści z objawami żerowania larw miniarki kapuścianki.

W tym roku jesienią, bezpośrednio po wschodach rzepaku ozimego, wystąpiły pchełki ziemne, które były skutecznie zwalczane przez zaprawy nasienne. W późniejszym okresie jesiennej wegetacji po wytworzeniu 5 liści rośliny były uszkadzane przez tantnisia krzyżowiaczka i gnatarza rzepakowca oraz w niektórych rejonach wystąpiły gąsienice rolnic. Aktualnie mamy początek listopada - zaprawy nasienne nie wykazują już skutecznego oddziaływania, gdyż nastąpiło rozcieńczenie i rozproszenie oraz degradacja fizjologiczna substancji czynnych w tkankach szybko rosnących roślin.

Jak pogodzić potencjalne definitywne wycofanie wielu substancji czynnych z opłacalnością produkcji? Czy przy obostrzonych zakazach rzepak będzie uprawą atrakcyjną dla rolnika?

Eksperci podkreślają, że potencjalne wycofanie wielu substancji czynnych doprowadzi do znaczącego spadku opłacalności produkcji rolnej w Polsce. W rezultacie konsekwencje dotkną również branżę przetwórczą i konsumentów. Zmniejszenie podaży wybranych produktów rolnych (surowców dla przetwórstwa), zarówno w ujęciu ilościowym, jak i jakościowym, może doprowadzić do wzrostu cen surowców, podniesienia kosztów przetwórstwa i cen żywności.

Siew materiału siewnego rzepaku, który został zaprawiony przeciwko szkodnikom oraz patogenom, pozwala na obniżenie liczby zabiegów nalistnych przeciwko szkodnikom - w okresie jesieni przede wszystkim mszycom, co jest zgodne z integrowaną ochroną roślin. Prawidłowe zaprawienie nasion rzepaku, zgodnie z wymaganiami certyfikatu ESTA (jakości zaprawiania, która obejmuje równomierność pokrycia materiału siewnego zaprawami oraz ograniczenie pylenia zaprawy poniżej norm UE), pozwala na obniżenie normy wysiewu, co obniża koszty produkcji i ogranicza chemizację środowiska. Liczba dodatkowych zabiegów nalistnych zależy od gradacji szkodnika oraz długości jesiennej wegetacji. W normalnych warunkach rozwoju roślin zaprawy nasienne dobrze zabezpieczają wschody, ale np. podczas gradacji mszyc istnieje potrzeba przeprowadzenia dodatkowego zabiegu nalistnego.

Czasowa derogacja zapraw neonikotynoidowych w rzepaku to dobra decyzja, jednak nie zwalnia z konieczności dalszej jego ochrony. Kiedy powinno się wykonać nalistny zabieg insektycydowy?

Czas, kiedy zaprawy działały do 3 miesięcy (pochodne kwasów fosforowych, karbaminiany) i przy sprzyjających warunkach pogodowych można było ograniczyć ochronę chemiczną, minął bezpowrotnie. Zaprawy neonikotynoidowe chronią rzepak do 4-5 tygodni po siewie. Jeszcze krócej, bo do 3-4. liścia działa substancja czynna cyjanotraniliprol, na której bazuje zaprawa Lumiposa 625 FS, zarejestrowana do stosowania w rzepaku ozimym przeciwko szkodnikom. Tymczasem jesienie mamy różne, także długie i ciepłe. Dlatego plantacje bezwzględnie trzeba monitorować pod kątem nalotu i liczebności szkodników, właśnie po to, żeby nie przeoczyć właściwego momentu dla wykonania zabiegu. Najprostszym, skutecznym i zarazem najtańszym sposobem jest wystawienie żółtych naczyń. Te powinny pozostawać na polu do późnej jesieni. Jeśli jesienne progi ekonomicznej szkodliwości szkodników w rzepaku zostaną przekroczone, należy wykonać zabieg insektycydem nalistnym.

Czym chronić rzepak i w jakich terminach, by ochrona była skuteczna i ekonomicznie uzasadniona?

W sytuacji, gdy nasilenie szkodników przekracza próg ekonomicznej szkodliwości, a warunki klimatyczne sprzyjają ich rozwojowi, należy przeprowadzić opryskiwanie roślin insektycydami nalistnymi. Najlepiej sprawdzają się preparaty, które zawierają chloropiryfos. Substancja działa poprzez kontakt z owadami, żołądkowo, tj. gdy pobiorą pokarm roślinny, a także gazowo, co umożliwia lepsze zwalczanie szkodników rozwijających się na dolnej stronie blaszek liściowych (mszyce, mączliki, tantniś krzyżowiaczek, skoczki).

Bardzo skutecznie działają także insektycydy dwuskładnikowe, np. chloropiryfos + pyretroid. Można również z powodzeniem stosować insektycydy zawierające acetamipryd, najlepiej w połączeniu z pyretroidem, wówczas wykazuje lepszą skuteczność. Połączenie zwalczania szkodników z ochroną roślin przed patogenami pozwala obniżyć koszty ochrony, ułatwi też organizację prac agrotechnicznych.

Dziękujemy za rozmowę.