Rolnicy uprawiają rzepak coraz chętniej?

Świadczyć mogą o tym dane ARiMR, według których powierzchnia uprawy rzepaku w Polsce w sezonie 2021/2022 przekroczyła "magiczny" 1 mln ha.

Do uprawy tego gatunku zachęcała stosunkowo wysoka cena nasion w skupie. Jeszcze w 2020 r. tonę nasion rzepaku po żniwach można było sprzedać za ok. 1500-1600 zł netto. W 2021 r. rzepak podrożał, po żniwach cena tony nasion wynosiła ok. 2300-2400 zł netto. To zachęciło wielu rolników do zwiększenia powierzchni uprawy rzepaku w gospodarstwach lub nawet do podjęcia się uprawy tego gatunku po raz pierwszy. Niestety mijający sezon wegetacyjny upłynął pod znakiem wysokich cen środków produkcji, przez co wielu rolników nie ocenia pozytywnie opłacalności produkcji rzepaku. Są jednak i tacy, których zysk ze sprzedaży nasion zadowala i rzepak utrzyma mocną pozycję w strukturze zasiewów w wielu gospodarstwach. W niedawnej rozmowie redakcji portalu farmer.pl z Bartoszem Stopczykiem, Dyrektorem Działu Nasion firmy Agrosimex, ekspert stwierdził, że w sezonie 2022/2023 areał rzepaku w naszym kraju utrzyma się na zbliżonym poziomie.

Zagrożenia wzrastają wraz z areałem

Im powszechniej dany gatunek rośliny uprawiany jest na danym obszarze, tym powszechniej rozprzestrzeniają się zagrażające mu agrofagi. Większa popularność rzepaku ozimego nierzadko może wiązać się z uproszczeniem płodozmianów, co zdecydowanie zwiększy presję agrofagów.

- Zwiększona powierzchnia uprawy zawsze jest powodem pojawiania się dużej ilości różnego rodzaju patogenów - ostrzegał w rozmowie z redakcją prof. dr hab. Marek Korbas z Instytutu Ochrony Roślin-PIB.

W przypadku większości chorób grzybowych rzepaku zarodniki grzybów chorobotwórczych przenoszone są z wiatrem lub kroplami deszczu na większe lub mniejsze odległości, dlatego im mniejsza izolacja przestrzenna różnych plantacji roślin kapustowatych, tym większe ryzyko porażenia przez sprawców chorób.

Znaczenie niemal wszystkich agrofagów wzrasta w warunkach nieodpowiedniego płodozmianu. W przypadku chorób następuje wówczas silne nagromadzenie materiału infekcyjnego. Duży udział rzepaku w strukturze zasiewów szczególnie zwiększa ryzyko wystąpienia typowej choroby płodozmianowej, jaką jest werticilioza. Przy porażeniu ok. 60 proc. roślin straty w plonie nasion mogą wynosić od 20 do 60 proc. potencjalnego plonu.

Za groźną chorobę płodozmianową uznaje się również wywoływaną przez pierwotniaka Plasmodiophora brassicae kiłę kapusty. Choroba ta może doprowadzić do utraty nawet 80 proc. plonu, przy czym liczba zarodników przetrwalnikowych w glebie wzrasta stopniowo i w konsekwencji często doprowadza do wyłączenia danego pola z produkcji rzepaku na wiele lat.

W teorii zaleca się 4-letnie przerwy w uprawie rzepaku na tym samym stanowisku. W praktyce jednak często okazuje się to niemożliwe. Taki scenariusz wymaga od plantatorów szczególnie starannej ochrony chemicznej ze wsparciem agrotechniki na wysokim poziomie. Prof. dr hab. Marek Korbas zwraca uwagę na duże znaczenie doboru odpowiedniej odmiany, cechującej się podwyższoną odpornością na określone patogeny.

- Pewnym ratunkiem w sytuacji zwiększającego się areału rzepaku będzie dobór odmian odpornych, zwłaszcza w przypadku zapobiegania suchej zgniliźnie kapustnych, kile kapusty, wirusowi żółtaczki rzepy. Trudniej nam będzie to zrobić w przypadku zgnilizny twardzikowej i werticiliozy - mówił prof. Korbas.