Zgodnie z założeniami dobrej praktyki ochroniarskiej do zwalczania chwastów w oziminach powinno się przystąpić już jesienią. Podstawowym założeniem tych zabiegów jest wyeliminowanie chwastów zimujących. Niezwalczane konkurują ze zbożami jesienią, lecz prawdziwa konkurencja zaczyna się podczas wiosny, gdy w momencie ruszenia wegetacji kontynuują wzrost. Z dnia na dzień stają się coraz bardziej odporne, trudne do zniszczenia. Niestety obecny sezon wegetacyjny dla zbóż (w mniejszym stopniu dla jęczmienia) okazał się bardzo niekorzystny. Późne zbiory spowodowały późne siewy. Były one utrudnione z powodu od wielu lat niespotykanych opadów. Ich ilość utrudniała uprawę gleby.

Ostatecznie posiane zboża ze względu na nadmierne uwilgotnienie gleby zostały pozbawione możliwości wykonania zabiegów doglebowych. Ciągłe opady i stosunkowo niskie temperatury spowodowały, że wielu plantatorów nie wykonało zabiegów nalistnych. Niektórzy świadomie od nich odstąpili, decydując się na przeprowadzenie pierwszych zabiegów dopiero wiosną.

Nie najlepsze warunki do wzrostu zbóż nie oznaczają takich samych dla chwastów. Długa, wilgotna jesień pozwoliła na powolny, ale ciągły ich wzrost. Wśród nich największe zagrożenie stanowią gatunki zimujące. Należą do nich chwasty niskiego piętra, takie jak fiołki, gwiazdnica czy przetaczniki. Wschodząc równocześnie ze zbożami, zwłaszcza masowo, nawet po kilkaset roślin na jednym m2, stanowią silna konkurencję, zagłuszając plantację. Jeszcze bardziej szkodliwe są gatunki zimujące wyższego piętra, takie jak chabry, maruna, przytulia, rumiany czy stulicha. Konkurują one z rośliną uprawną, zacieniając ją i dodatkowo pobierają z gleby większe ilości składników pokarmowych.

Fragment artykułu autorstwa inż. Adama Paradowskiego, który ukazał się w marcowym numerze FARMERA pt: Odchwaszczanie bez poprawek.