Jak zapowiadało francuskie ministerstwo rolnictwa, jesienią rząd zainicjuje odpowiednią zmianę w prawie, aby móc korzystać z licencji awaryjnej na mocy prawa europejskiego.

Ministerstwo mówi o bezprecedensowym kryzysie i perspektywie zbliżającej się utraty dochodów w uprawie buraków cukrowych. Aby chronić uprawy buraków przed mszycami i wirusami żółtaczki buraków, obecnie nie ma alternatywy dla aktywnych składników neonikotynoidów. We Francji od 1 września 2018 roku obowiązuje zakaz wszystkich neonikotynoidów zatwierdzonych w Unii Europejskiej.

 

W tym roku producentom buraków grożą wysokie straty plonów z powodu silnej inwazji mszyc i wynikającego z niej rozprzestrzeniania się wirusów. Stowarzyszenie producentów (CGB) oszacowało ostatnio oczekiwaną całkowitą stratę, co najmniej 100 mln euro. Obecnie rząd obawia się, że w nadchodzącym roku rolnicy bez wsparcia masowo ograniczą uprawę buraków.

Zgodnie z oczekiwaniami CGB z zadowoleniem przyjęło oświadczenie ministerstwa rolnictwa. Prezes stowarzyszenia powiedział, że rolnicy muszą otrzymać gwarancje, aby zapobiec upadkowi branży. Czołowy producent cukru we Francji, Tereos, również uważa nadchodzącą kampanię buraczaną za bezpieczną. Mniejsze stowarzyszenie rolnicze Coordination Rurale (CR) również z satysfakcją przyjęło zapowiedziane zwolnienie z zakazu. Według CR dogmat ekologii uderzył w ścianę rzeczywistości.

W międzyczasie niemieccy plantatorzy buraków zażądali równych szans. Według przewodniczącego stowarzyszenia gospodarczego cukru (WVZ), decyzja ministerstwa rolnictwa w Paryżu pokazuje ślepą uliczkę, w której znajdują się obecnie plantatorzy buraków. Gdyby do zatwierdzenia w trybie pilnym doszło we Francji, już i tak masowe zakłócenia konkurencji w UE pogłębiłyby się jeszcze bardziej ze szkodą dla niemieckich rolników.