Według wstępnych danych Powszechnego Spisu Rolnego z 2020 r. powierzchnia uprawy ziemniaka wyniosła wówczas ok. 227 tys. ha i była znacznie mniejsza w stosunku do informacji GUS z 2019 r., kiedy to określono powierzchnię tego gatunku w gospodarstwach rolnych na 302,5 tys. ha, a wraz z powierzchnią ziemniaków uprawianych w ogrodach przydomowych oszacowano na 308,2 tys. ha.

Z kolei Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oceniła uprawę tego gatunku jeszcze niżej. ARiMR na podstawie zgłoszeń we wnioskach o dopłaty obszarowe oszacował ją w 2020 r. na ok. 186 tys. ha, a w 2021 r. na 204,3 tys. ha. Agencja przy szacowaniu wielkości areału w 2020 r. nie brała pod uwagę gospodarstw o powierzchni do 10 ha, co mogło zaburzać końcowy wynik. Dlatego dane ARiMR z 2020 r. należy odrzucić jako mało wiarygodne, a z 2021 r. jako informację bardziej prawdziwą, ale nieuwzględniającą podziemia ziemniaczanego, które istnieje, ale nie wiadomo, jakich jest ono rozmiarów. Potwierdzają to sami rolnicy z takich regionów kraju, jak np. Podlasie, Mazowsze, Ziemia Sieradzka i Kujawy.

Rozdźwięk informacyjny może świadczyć o tym, że sami rolnicy nie zawsze sumiennie podają wielkości powierzchni albo nie chcą ich do końca udostępniać.

Gdzie się podziały hektary?

Czy możliwe jest ograniczenie obszaru uprawy, licząc rok do roku, o ponad 80 tys. ha? Być może należałoby zweryfikować powierzchnię uprawy z poprzednich lat określaną corocznie przez GUS?

Zdaniem autora niniejszego artykułu podawana obecnie powierzchnia uprawy ziemniaka, zarówno przez GUS, jak i przez ARiMR, wydaje się niedoszacowana w skali całego kraju. Jako przyczynę można podać obawy rolników przed zgłaszaniem mniejszych plantacji (do 1,5 ha) z uwagi na obowiązujące obecnie prawo definiujące profesjonalnego producenta ziemniaka z jednoczesną możliwością prowadzenia sprzedaży rynkowej swych zbiorów, ale z wymogiem prowadzenia kontroli fitosanitarnej i stosowania zdrowego kwalifikowanego materiału sadzeniakowego z potwierdzeniem wykonania badania przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa w kierunku wykluczenia obecności bakterii Clavibacter sepedonicus wywołującej bakteriozę pierścieniową ziemniaka.

Według szacunków Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – PIB w 2021 r. całkowita powierzchnia uprawy ziemniaka w gospodarstwach profesjonalistów w Polsce wynosi 230 tys. ha. Ile ziemniaka uprawia się w kraju na tzw. własne potrzeby, bez zgłoszenia do PIORIN, trudno jest oszacować. Można jedynie przypuszczać, że jest to dodatkowe ok. 20 tys. ha. Ten segment sektora ziemniaczanego prawdopodobnie będzie w najbliższych latach znikał ze szkodą dla szerzenia idei zrównoważonego rolnictwa. Dotyczy to mniejszych gospodarstw rolnych.

Do województw o największym spadku powierzchni uprawy ziemniaka należą: podkarpackie, podlaskie i małopolskie. Do województw o największym areale uprawy ziemniaka należą obecnie: wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie, kujawsko-pomorskie i pomorskie.

Warunki korzystne do plonowania

Postępująca koncentracja produkcji, a jednocześnie wdrażana przez rolników profesjonalizacja technologii uprawy ziemniaka w naszym kraju powoduje wzrost plonowania tego gatunku. Zanik mniejszych plantacji (poniżej 1 ha, prowadzonych w niskonakładowej technologii) powoduje wzrost średniego plonowania w ujęciu krajowym i wojewódzkim.

Także przebieg warunków klimatycznych w bieżącym sezonie należy ocenić jako dość dobry na tle ostatnich lat, kiedy deficyty opadów były dużo wyższe i bardziej długotrwałe. Nie był to jednak idealny sezon dla uprawy ziemniaka.

Do czynników ograniczających plonowanie ziemniaka w sezonie 2021 r. należy zaliczyć:

Bardzo chłody maj, który spowodował wydłużenie terminów wschodów roślin ziemniaka, a to z kolei mogło wpłynąć na pogorszenie zdrowotności (porażenie przez R. solani), a nawet obniżenie obsady roślin na jednostce powierzchni.

Na przeważającym obszarze kraju występowały deficyty opadów i tym samym utrzymująca się susza glebowa limitująca prawidłowy wzrost zawiązanych bulw. Dotyczy to szczególnie: zachodniopomorskiego, pomorskiego, wielkopolskiego, lubuskiego, łódzkiego, kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego i częściowo mazowieckiego.

Lokalnie występujące silne ulewy deszczu pochodzenia burzowego spowodowały z kolei podtopienia wielu plantacji ziemniaka. Dotyczy to szczególnie plantacji założonych na pofałdowanych polach, gdzie występował spływ powierzchniowy oraz na glebach cięższych.

Bardzo wysokie upały w czerwcu, lipcu i sierpniu ograniczały proces asymilacji u roślin ziemniaka i tym samym potencjał plonowania.

Producenci ziemniaka zgłaszali problemy ze skutecznością zwalczania stonki ziemniaczanej, co spowodowane było wysokimi temperaturami (upałami) oraz niską skutecznością dostępnych na rynku preparatów stosowanych w walce z tym szkodnikiem.

Zwiększona częstotliwość opadów w wielu lokalnych miejscowościach i regionach spowodowała korzystne warunki klimatyczne do wystąpienia zarazy ziemniaka. Dotyczy to szczególnie mniejszych plantacji ziemniaka, gdzie ochrona przed Ph. infestans nie jest prowadzona w ogóle lub prowadzona jest w ograniczonym zakresie.

Wstępnie można prognozować, że średni krajowy plon ziemniaka wyniesie w 2021 r. ok. 340 dt/ha, a zbiory w gospodarstwach profesjonalistów – ok. 7820 tys. t.

Jakość bulw nie najlepsza

Niestety, pomimo dość wysokich tegorocznych plonów, ich jakość handlowa najczęściej nie będzie najlepsza. Zbierane bulwy mają szereg wad wyglądu, które będą je dyskwalifikowały w ofercie rynkowej. Oczywiście, jakość zbieranych bulw zależy od uprawianej odmiany, typu gleby, stosowanej agrotechniki oraz warunków klimatycznych panujących w okresie wegetacji w danym rejonie kraju czy nawet w konkretnym gospodarstwie. Można prognozować, że udział plonu handlowego w plonie ogólnym odmian ziemniaków jadalnych nie przekroczy 70 proc. Wartość użytkowa bulw z tegorocznych zbiorów będzie przeciętna. Zawartość skrobi zależeć będzie od warunków klimatycznych września, ponieważ odmiany skrobiowe (późniejsze) jeszcze dalej kumulują plon.

Czy będziemy eksportować ziemniaki?

Apetyt na polskie ziemniaki istnieje. Dowodzi tego zainteresowanie ze strony Ukrainy w ubiegłym i obecnym sezonie. Także południe i północ Europy oraz kraje Bliskiego Wschodu są nimi zainteresowane.

Niestety, trwające od wielu już lat problemy związane z bezpieczeństwem fitosanitarnym, pomimo wprowadzenia Programu dla polskiego ziemniaka, niweczą próby eksportu. Nie umiemy uporać się z występowaniem bakteriozy pierścieniowej.

Dlaczego dotychczas nie opracowano szybkiego testu paskowego do wykrywania tej choroby, chociaż takowy miał być oferowany polskim rolnikom? Jeśli nie jesteśmy w stanie go sami stworzyć, to warto kupić go za granicą.

Profesjonalizm w produkcji ziemniaka będzie fikcją w rozporządzeniach, jeśli nie zabezpieczy się rolnikom instrumentów do korzystania w większym stopniu ze zdrowych sadzeniaków wolnych od Clavibacter sepedonicus, by wreszcie uwolnić nasz kraj od bakteriozy pierścieniowej.