Rolnik gospodaruje w powiecie hrubieszowskim. W tym roku wysiał 20 ha buraka cukrowego, a jak ocenia, 5 ha zostało już „zjedzone” przez tego szkodnika. Co zrobić w takiej sytuacji?

- Będę się starał mimo wszystko utrzymać uprawę buraka i jak tylko przyjdą deszcze, bo u nas jest też bardzo sucho, przesieję miejscami brakujące place buraka. Zresztą nie mam innego wyjścia, gdyż mogę w to miejsce zasiać teraz tylko ewentualnie kukurydzę, ale i z tym jest problem, gdyż wykonałem już dwa zabiegi chemiczne, które mogą wpływać na roślinę następczą. Jeszcze czekam z decyzją, ale jestem też gotowy przeorać plantacje całkowicie i jeszcze raz wysiać buraki, mimo iż nie mam pewności, że szkodnik ponownie się nie pojawi – mówi Środa.

W takiej sytuacji jak on, jest coraz więcej rolników. – Dzwonił do mnie kolega spod Chełma, gdzie jeszcze tydzień temu nie było komośnika, a dziś żeruje w buraku. Mamy też sygnały, że pojawił się już w województwie opolskim. Szkodnik żeruje nie tylko nocą jak się powszechnie uznaje, ale też w ciągu dnia. Najgorsze, że nie działają na niego środki ochrony, bo po oprysku wykonanym wieczorem, okazuje się, że rano część zginęła, ale pojawiły się kolejne, które ponownie zaczęły żerować – dodał.

W takiej sytuacji potrzebna jest pomoc ze strony naukowców. – Zwróciliśmy się do ministra rolnictwa z prośbą o pomoc w zaangażowaniu naukowców. Bo my rolnicy sami sobie nie poradzimy z kłopotem. Potrzeba też więcej środków do walki z szarkiem, bo obecnie zarejestrowany jest i to tylko czasowo -jeden produkt – Proteus 110 OD – podkreślił Mieczysław Środa.

Istnieje obecnie wręcz konieczność opracowania środka, który już na etapie otoczkowania nasion, pomoże zabezpieczyć je przed tym szkodnikiem. Ponieważ wykonanie oprysku po zauważeniu jego objawów może okazać się nieskuteczne.

O środku na szarka pisaliśmy już wcześniej TUTAJ.