Na podstawie notowań ze stacji meteorologicznych szacuje się, że w XX w. średnia temperatura powietrza w Polsce wzrosła o ok. 1oC. Stwierdzono również, że w ostatnich latach znacznie wzrosło nasłonecznienie w miesiącach letnich. Niestety, nie zaobserwowano równoczesnego wzrostu (lub choćby tendencji) ilości opadów atmosferycznych. Pozostają one na poziomie średniej wieloletniej. W zaistniałej sytuacji wzrost temperatury i nasłonecznienia dziennego wpłynął wyraźnie na pogorszenie się bilansu wodnego. Dotyczy to zwłaszcza miesięcy późnowiosennych. Po 2000 r. wartość wskaźnika klimatycznego bilansu wodnego dla miesięcy od maja do czerwca w kraju jest niższa niż średnia wieloletnia. Skutkuje to spadkiem wilgotności gleby, a w konsekwencji okresami suszy i znacznymi spadkami plonów roślin uprawnych.

Prognozy klimatyczne opracowane dla Europy na II połowę XXI w. wskazują na dalszy wzrost średniej temperatury powietrza. Dla większości obszaru Polski średnia temperatura roczna ma wzrosnąć o mniej więcej 3,5oC w stosunku do panującej 100 lat wcześniej. W kwestii opadów, prognozy dla naszego kraju są rozbieżne. Najbardziej pesymistyczna przewiduje, że dojdzie do zmniejszenia sumy opadu atmosferycznego w okresie letnim o mniej więcej 40 proc., przy jednoczesnym wzroście częstotliwości ekstremalnych opadów.

Z obserwowanym ociepleniem klimatu wzrosła zmienność plonów w Polsce. Im większy wzrost temperatury powietrza, tym większa liczba anomalii pogodowych skutkujących stratami w plonach. Najbardziej dotkliwym zjawiskiem ostatnich lat jest susza.

Większe ryzyko utraty plonów i pogorszenie ich jakości może spowodować zmniejszenie produkcji rolniczej. Konsekwencją może być niestabilna sytuacja ekonomiczna gospodarstw. Znając te zagrożenia, większość gospodarstw już wdraża działania adaptacyjne (dostosowawcze), pozwalające ograniczyć negatywne skutki zmiany klimatu.

Przykładem są obserwowane zmiany w strukturze zasiewów. W całym pasie województw północnych z dużym powodzeniem rozwija się uprawa kukurydzy. Obserwujemy też tendencję wzrostu zasiewów jęczmienia ozimego, gdyż coraz częstsze łagodne zimy sprzyjają przezimowaniu roślin tego gatunku.

Dominującymi roślinami uprawnymi w naszym kraju są zboża kłosowe, przy czym coraz powszechniej występującym zjawiskiem jest rezygnacja gospodarstw z zasiewu ich form jarych na rzecz ozimych. Dlaczego? Odpowiedź jest prozaiczna, a doskonale ilustrują ją rezultaty tegorocznych żniw.

W tym roku wszystkie uprawy zbóż w kraju dotknęła susza. Jednak poziom strat był różny. Zdecydowanie tymi o mniejszych stratach w plonie były zboża ozime. Wykorzystały bowiem sprzyjające warunki do wzrostu wczesną wiosną, kiedy zboża jare dopiero wschodziły. Gdy rolnicy przygotowywali pola do zasiewów zbóż jarych - często przesuszając rolę, zboża ozime wykorzystywały już zgromadzoną po zimie wodę. Dzięki temu plonowały wyżej.

W warunkach słabszych gleb, przy niewielkich opadach w ciągu roku lepiej od zbóż jarych plonują zboża ozime. Zawdzięczają to silniejszemu, lepiej rozbudowanemu systemowi korzeniowemu. Dodatkowo zboża ozime są mniej wrażliwe na zakwaszenie gleby. Siejąc jęczmień jary na glebie o niskim odczynie, możemy być pewni, że jego system korzeniowy będzie płytki i słaby.

Jednak nie wszystkie zboża ozime mają silny system korzeniowy. Przy wyborze odmiany szczególną uwagę należy zwrócić na długość słomy. W genetyce trudno jest rozdzielić geny odpowiedzialne za długość słomy od tych odpowiedzialnych za długość korzeni. Zwykle wraz ze skróceniem słomy spada długość korzeni. Dlatego spodziewając się suszy, lepiej siać odmiany zbóż o tradycyjnej długości słomy, a nie odmiany krótkosłome. Dodatkową wadą siewu odmian krótkosłomych jest mniej materii organicznej, która trafia do gleby, a im materii organicznej jest w glebie więcej, tym lepiej magazynuje ona wodę opadową.

Często plony zbóż jarych są tylko złudnie wysokie. Jedna przyczepa owsa czy jęczmienia jarego często waży mniej niż jedna przyczepa ziarna zbóż ozimych. Wynika to zwykle z obecności łuski i ości. Może ktoś powiedzieć, że przy siewie zbóż ozimych jest pewne ryzyko związane z wymarznięciem, którego prawie nie ma przy siewie zbóż jarych. To prawda, jednak gdy rolnik przy wyborze odmiany będzie kierował się jej mrozoodpornością, ryzyko niepowodzenia uprawy znacznie maleje. A jeśli nawet, zawsze uprawę można ubezpieczyć od skutków negatywnego przezimowania. Firmy ubezpieczeniowe chętnie ubezpieczają od tego ryzyka, w przeciwieństwie do suszy.

Wysiew zbóż jarych ma swoje uzasadnienie jedynie w nielicznych przypadkach. Oczywiście w sytuacji konieczności przesiewu wymarzłych ozimin, a także mając zagwarantowane warunki zbytu ziarna do słodowni (jęczmień) bądź płatkarni (owies).

Starajmy się siać zboża ozime, które wyżej i wierniej plonują, a zboża jare w ostateczności. Przy grożących nam coraz częściej suszach taka decyzja może wpłynąć znacząco na wysokość przyszłorocznego zbioru, a tym samym na wyniki ekonomiczne gospodarstwa.