W środę zebrała się podkomisja stała do spraw realizacji programu zwiększania wykorzystania polskiego białka roślinnego w paszach. Omówiono problemy związane z uprawą roślin białkowych oraz ewentualnym ich wykorzystaniem do żywienia zwierząt.

Wiceminister rolnictwa Lech Kołakowski zaznaczył, że w Polsce przez 10 lat (2010-2020) realizowane były wieloletnie programy mające na celu zwiększenie produkcji rodzimego białka paszowego, by zmniejszyć import genetycznie modyfikowanej śruty sojowej. Jej głównymi producentami są: Brazylia, Argentyna i Stany Zjednoczone.

Największym importerem śruty sojowej są Chiny, ale kupuje ją także UE (ok. 40 mln ton śruty) - w tym Polska, która sprowadza rocznie ok. 2,5 mln ton, wydając na ten cel ponad 5 mld zł. W UE śruta sojowa pokrywa ok 50 proc. zapotrzebowania na białko, w Polsce - aż 70 proc. - dodał. Oznacza to, że produkcja zwierzęca w Polsce jest w dużym stopniu zależna od importu pasz. Wiceminister zaznaczył, że obecnie technologie żywienia zwierząt oparte są o śrutę sojową, marginalizując rodzime rośliny.

Zdaniem Kołakowskiego brak popytu ze strony firm paszowych powoduje brak zainteresowanie uprawą tych roślin. - Deficyt białka roślinnego jest więc jednym ze strategicznych problemów kraju i UE i wynika nie tylko z potrzeby uniezależnienia się od dostaw i ich dywersyfikacji, ale również wyzwań klimatycznych i ograniczania śladu węglowego - powiedział wiceminister.

Alternatywą dla importu śruty sojowej ma być uprawa soi na terenie UE oraz roślin strączkowych, które mają pozytywny wpływ na żyzność gleb. Jednak całkowite zastąpienie śruty sojowej jest trudne do zrealizowanie, szczególnie w żywieniu drobiu i młodych świń - wskazał wiceminister. Jak mówił, ogranicza to możliwość stosowania roślin strączkowych, co obniża efektywność ich produkcji i jej ekonomiczną opłacalność.

Wiceminister przypomniał, że od 2006 r. w ustawie o paszach jest zapis o zakazie stosowanie paszy GMO, jednak jego wejście w życie było już kilkukrotnie przesuwane. Obecnie obowiązuje data wejścia zakazu - 1 stycznie 2023 r.

Dyrektor departamentu hodowli i ochrony roślin MRiRW Nina Dobrzyńska poinformowała, że resort rolnictwa wspiera uprawę roślin białkowych m.in. poprzez dopłaty do ich produkcji; realizowany jest ponadto program dofinansowania firm przetwórczych, które zajęłyby się produkcję pasz bez GMO. Zapowiedziała, że w tym roku resort rolnictwa zwiększy te dopłaty do upraw roślin strączkowych o 25 proc. W sumie jest na ten cel 625 mln euro.

Prof. Michał Jerzak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zauważył, że mimo różnych zachęt do uprawy roślin białkowych ich produkcja nie rośnie, a wręcz ulega zmniejszeniu. Tłumaczył, że rośliny te jako komponent pasz wykorzystywały małe firmy, a ponieważ wiele z nich zaprzestało produkcji ze względu na likwidację małych hodowli, jedynym wyjściem jest eksport krajowego białka.

Prezes Izby Zbożowo-Paszowej Monika Piątkowska zapewniła, że firmy paszowe chcę kupować polskie rośliny białkowe, ale ich podaż jest mała. Na takie oświadczenie zareagował poseł Zbigniew Dolata, który stwierdził, że takie deklaracje nie są zgodne z rzeczywistością, gdyż niejednokrotnie na różnych forach słyszał o braku zainteresowania dużych przetwórni zakupem krajowych roślin białkowych.

Wiceminister powiedział, podsumowując dyskusję na posiedzeniu podkomisji, że pozyskanie polskiego białka paszowego jest priorytetem i resort będzie wspierał uprawę roślin białkowych. Dodał, że zdaje sobie też sprawę, że o uprawie będzie decydowała opłacalność, ale o tym, czy zasiać bobik, łubin czy groch będzie decydował każdy rolnik indywidualnie.