To już kolejny rok z rzędu, jak w pasie Polski centralnej zabrakło pokrywy śnieżnej. Nie są jej w stanie zastąpić obfite, często nawalne deszcze. Taką sytuację mieliśmy w maju ubiegłego roku, kiedy po dwudniowej ulewie wystąpiły podtopienia w Małopolsce i Podkarpaciu. Przez cały kraj przeszła wysoka fala wezbraniowa, która na Wiśle w Warszawie sięgała 6 metrów. Jednak już kilka tygodni później na ogromnym obszarze kraju wystąpiły symptomy głębokiej suszy rolniczej.

Nawet IUNG nie ociąga się i prognozuje nienotowaną w swojej skali suszę. Może być ona największa od 100 lat. Jest sucha wiosna. W marcu opady deszczu były najniższe w okresie ostatnich 30 lat. Brak opadów w kwietniu sprawił, że zasoby wodne gleb są bardzo małe. Szczególnie narażane na wysokie straty są gospodarstwa w regionie Polski centralnej, począwszy od woj. lubuskiego, przez woj. wielkopolskie, kujawsko-pomorskie, łódzkie, mazowieckie, podlaskie, jak również północną część woj. lubelskiego. Tylko drobny deszcz, padający bez przerwy przez kilkadziesiąt dni mógłby poprawić te prognozy. Jednak takie opady nie są obecnie przewidywane przez IMGW i o tej porze roku mało prawdopodobne.

Producenci warzyw czy sadownicy mogą jeszcze swoje uprawy nawadniać, ale zbóż, rzepaku, buraka cukrowego rolnicy nie są w stanie. Przewidywane niskie plony mogą się okazać przysłowiowym „gwoździem do trumny” dla bardzo wielu gospodarstw. Poniesione straty finansowe będą powodem ich bankructwa. Dotyczy to zwłaszcza tych drobniejszych, stanowiących większość na Mazowszu i Podlasiu. Zaprzestanie działalności przez tysiące z nich może stanowić poważny problem społeczny, w wymiarze porównywalnym do tego jaki wywołała likwidacja PGR-ów.