Zaglądamy codziennie na plantacje zbóz. Przy bliższej analizie okazuje się, że kondycja i wigor pszenicy gwałtownie słabną. Wszystko przez stresy z jakimi teraz rośliny muszą się zmierzać. Różne terminy siewu, różna historia agrotechniczna, różne typy gleb, a jednak w łanach zbóż dostrzec już można kilka poważnych problemów.

Pokłosie przymrozków

Za nami kilkanaście dni z niskimi temperaturami, co wyraźnie odczuły wrażliwe odmiany lub łany w bardziej zaawansowane w rozwoju. Końcówki pousychały, często jeszcze są przebarwione na fioletowo, choć z dnia na dzień sytuacja ta się zmienia. Regeneracja rośliny zachodziłaby z pewnością dużo szybciej, gdyby nie fakt, że rośliny już poważnie odczuwają braki wody. Na roślinach wizualnie można już zaobserwować oznaki tego stresu.

Brak opadów

Rośliny zbożowe redukują nadproduktywne rozkrzewienia. Widać, że wyraźne wyodrębniają się silniejsze pędy kłosonośne, kosztem coraz słabszych pędów płonnych. Należy jednak pamiętać, że w przypadku nadmiernie rozkrzewionych zbóż takie zjawisko należy traktować jako korzystne. Przyczyni się to do zwiększenia efektywności nawożenia azotem jak i lepszego gospodarowania deficytową już wodą. Ma to szczególne znacznie w przypadku dalszego niedoboru opadów.

Starsze liście, niejednokrotnie porażone przez choroby są już wyraźnie suche. Niestety osłabione łany szczególnie lubi septorioza paskowana liści, która wyraźnie już pnie się do góry. Jeśli choroby nie przyhamujemy w rozwoju skutkować to będzie tym, że kolejne zaatakowane liście będą zamierały, a rośliny będą sukcesywnie tracić powierzchnię asymilacyjną, która ze względu na brak opadów nie będzie dynamicznie się odbudowywała.

Warto tu zaznaczyć, że przed nami w prognozach kolejne dni bez deszczu, w związku z tym stres ten będzie bardzo odczuwalny na plantacjach ozimin. Należy mieć świadomość, że w tym okresie kształtuje się jeden z podstawowych elementów struktury plonu, tj. liczba ziaren w kłosie. Wizualnie teraz to trudno zauważyć, jednak przy braku opadów dochodzić będzie do postępujących redukcji. Im dłużej rośliny będą odczuwać stres suszy, tym więcej stracimy „pięterek” co będzie widoczne później, po wykłoszeniu rośliny.

Słabe wykorzystanie azotu

Ze względu na brak opadów słabo także działa azot zastosowany w dawce drugiej. Wielu rolników jeszcze nie zdecydowała się na jej rozsianie, czekając na opady, które nie chcą nadejść. To jest jak najbardziej słuszne teraz podejście, gdyż stosując nawozy azotowe na suchą glebę sprawiamy, że zwiększają się straty składnika do atmosfery (forma amonowa azotu - NH4 przekształca się do amoniaku - NH3). Jeśli wkrótce nadejdzie silna susza glebowa to niestety zastosowany azot będzie dostępny dla roślin dopiero po opadach. Warto także mieć świadomość, że jeśli ktoś się zdecydował na wysoką drugą dawką, a teraz brakuje wody, to nadmiar „nierozproszonego” azotu w bliskim sąsiedztwie systemu korzeniowego może wręcz działać niekorzystnie na dalszy rozwój roślin.

Stresująca ochrona

Prawie dwutygodniowy okres niskich temperatur wstrzymywał na długo realizację planowanych zabiegów ochronnych w zbożach. W tym momencie wszystkie zaległe zabiegi są wykonywane. Rolnicy wykonują zabieg T-1 często połączony z regulacją pokroju. Cześć rolników dorzuca jeszcze dokarmianie dolistne. Wykonywane są także zabiegi herbicydowe i to zarówno te, które są pierwszymi wiosennymi zabiegami lub zabiegami poprawkowymi. Niestety każdy zabieg ochrony to silny stres dla roślin. W obliczu zaistniałej sytuacji czyli silnego nasłonecznienia, wysokich temperatur za dnia i często nadal niskim temperatur w nocy, następnie suszy fizjologicznej, objawów po przymrozkach i nagminnie wykonywanej teraz ochrony (zwłaszcza w krótkim odstępie czasowym), może to zakończyć się silną reakcją fitotoksyczności. Reakcje te nie zawsze muszą być widoczne gołym okiem – o tym też należy pamiętać. Zalecamy szczególną ostrożność w ochronie, zwracanie uwagi na warunki oprysków oraz decydowanie się tylko na niezbędne w tym czasie zabiegi.