Wkrótce firmy ubezpieczeniowe otworzą nowy sezon ubezpieczeniowy, wychodząc do swoich klientów przede wszystkim z ofertą jesiennych ubezpieczeń rolnych. W tym roku rząd przeznaczył na dopłaty do ubezpieczeń dla rolników półtora miliarda złotych.

Jest to rekordowa pula. Przypominamy, że zgodnie z zasadami cross compliance, rolnicy korzystający z dopłat bezpośrednich, powinni ubezpieczać co najmniej 50% upraw.

Tymczasem, pomimo wsparcia i wielu profitów z tego tytułu, z badań wynika, że zaledwie co dziesiąty właściciel gospodarstwa ubezpiecza swoje uprawy w minimalnym zakresie. Wiele wskazuje na to, że zbyt dużo w tej dziedzinie się nie zmieni. Szalejąca inflacja, galopujące w nieznanym kierunku ceny za środki produkcji powodują, że rolnicy na nowo muszą budować opłacalność swoich upraw. A realia są takie, że koszt ubezpieczenia wcale nie jest niski – on również rośnie, co w puli wszystkich kosztów w gospodarstwie ma niemałe znaczenie. Co rolnicy powinni zrobić w obecnej sytuacji? Czy zainteresowanie ubezpieczeniem rolnym wzrośnie?

Oferta ubezpieczeń musi być elastyczna i dopasowana to potrzeb rolników

- Część rolników ciągle uważa, że ubezpieczenia są zbyt drogie. Poziom dopłat wynosi dziś 65 procent składki, której oczekują zakłady ubezpieczeń. Komisja Europejska sugeruje nam i innym krajom, że ten poziom mógłby wzrosnąć nawet do 70 procent. Ale tu bardziej niż pieniądze liczy się elastyczność systemu i reakcji na konieczne potrzeby rolników. Rolnik może dziś ubezpieczyć np. rzepak na kwotę niewiele przekraczającą 12 tysięcy złotych za hektar. Tymczasem podpisywane kontrakty mogą być dużo wyższe – nawet 20 tys. za ha. Coraz szerszy katalog upraw roślinnych realizowany przez rolników – choćby słonecznik, facelia czy dynia oleista - nie jest ujęty w dotowanej liście roślin. To oznacza, że można je ubezpieczyć wyłącznie bez dopłat. Dlatego ta wspomniana wcześniej elastyczność, czyli reakcja na to co zmienia się na rynku, wydaje się być koniecznością by zwiększyć powszechność wykorzystania ubezpieczeń upraw w rolnictwie – uważa dr hab. Krzysztof Łyskawa– ekspert do spraw ubezpieczeń rolniczych Mentor S.A.,  naukowiec z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Ubezpieczenie to jeden z elementów zarządzania ryzykiem finansowym w gospodarstwach rolnych

-Gospodarstwa narażone są w szczególności na zagrożenia pochodzące z zewnątrz, m.in. przebieg pogody, od której uzależnione są wielkość i jakość produkcji oraz czynniki ekonomiczne wpływające na jej opłacalność. Dlatego – tym bardziej w sytuacji, gdy inflacja nie zwalnia tempa, a galopujące w nieznanym kierunku ceny środków produkcji budzą niepokój – konieczne jest przeniesienie ciężaru ewentualnej straty plonów na towarzystwo ubezpieczeniowe. Jak? Ubezpieczając swoje uprawy. W tym zakresie dużym wsparciem dla rolników jest możliwość skorzystania z dopłaty do składki w wysokości do 65%. Mówimy tutaj o dopłacie z budżetu państwa, gwarantowanej przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ważne jest, aby bardzo dokładnie przeanalizować ofertę i wybrać ryzyka, które stanowią największe zagrożenie w codziennej produkcji roślinnej. Z naszych doświadczeń wynika, że w sezonie jesiennym rolnicy najczęściej wybierają takie ryzyka jak ujemne skutki przezimowania, przymrozki wiosenne czy gradobicie. Jako Generali zachęcamy do kompleksowego ubezpieczenia swojego gospodarstwa, dzięki czemu producent rolny minimalizuje ryzyko potencjalnej straty, a także może uzyskać dodatkowe zniżki na ubezpieczenia Generali skierowane do sektora agro - mówi Krzysztof Mrówka Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Rolnych w Generali Agro.

Rosną koszty produkcji, stąd tym bardziej powinniśmy ubezpieczać plon przed stratami

- Wzrost kosztów produkcji takich jak nawożenie, paliwo czy ochrona jest niewspółmiernie wyższy niż wzrost kosztu ubezpieczenia. Prace polowe po zakończeniu żniw idą na całego. Rolnicy są już na ostatnim etapie siewów rzepaku ozimego i przygotowują się do siewów zbóż. Spodziewamy się bardzo dużego zainteresowania ubezpieczeniem upraw ze względu na istotny wzrost kosztów produkcji i konieczności zabezpieczenia się przed utratą plonów. Produkcja prowadzona pod chmurką w pierwszej kolejności będzie narażona na wymarzanie, wysmalanie lub wyprzenie w zależności od przebiegu zimy. Następnie należy spodziewać się, podobnie jak w ubiegłych latach, przyśpieszonej wegetacji i narażenia na przymrozki wiosenne, które mogą ograniczyć plonowanie występując we wrażliwych fazach rozwojowych.

Gradobicia, deszcze nawalne czy huragany mogą na samym końcu zniweczyć cały trud pracy. Czy w tej sytuacji warto ryzykować utratę poniesionych nakładów finansowych? Rolnicy podchodzą produkcji roślinnej kalkulując jej opłacalność – nawet w zmieniającym się otoczeniu kosztów. Ubezpieczenia nie będą droższe niż w latach ubiegłych. Stawki za ubezpieczenie wyrażone w % sumy ubezpieczenia pozostaną na podobnym poziomie. Cena za ubezpieczenie będzie zatem zależała tylko od sumy ubezpieczenia tj. przewidywanej wartości uprawy. Biorąc pod uwagę strukturę kosztów produkcji, udział kosztu ubezpieczenia będzie mniejszy niż w latach ubiegłych. Wzrośnie za to udział kosztów nawożenia, ochrony paliwa itd. Tym samym, przy niższym udziale kosztu ubezpieczenia, rolnikowi będzie się bardziej opłacało zabezpieczyć wyższy udział ww. kosztów w całokształcie kosztów produkcji - przekonuje z kolei Andrzej Janc Dyrektor Sprzedaży VH Polska.

Ważny także wybór ubezpieczyciela, gdyż oferty nieco się różnią

Ostatnie lata to również czas dynamicznych zmian w rozwoju gospodarstw, które z roku na rok stają się coraz bardzie rozbudowanymi przedsiębiorstwami. Produkcja rolnicza staje się coraz bardziej droga, ryzykowna i nieprzewidywalna. Czy rolnik może sobie pozwolić na ponoszenie ryzyka we własnym zakresie? Powinna to być kwestia indywidualnej kalkulacji. Współpracujemy od lat z rolnikami i jest to grupa przedsiębiorców, którzy doskonale znają i rozumieją zagrożenia związane z uprawą roślin - zgodnie podsumowują poruszany tu wątek dyskusji Ilona i Michał Wrońscy z Optima Broker Ubezpieczeniowy Sp. z o.o.

- Wielu z naszych klientów uważa, że nie może sobie pozwolić na ponoszenie ryzyka utraty plonów i jest zdecydowanych przenieść część tego ryzyka na ubezpieczyciela. Zwłaszcza rolnicy, którzy korzystają z kredytów, licząc na spłatę zobowiązań z zysków za sprzedaży pszenicy czy rzepaku, dbają o ubezpieczenie swoich upraw. Pozostaje kwestia wyboru zakładu ubezpieczeń i negocjacji warunków, na których ubezpieczyciel przejmie na siebie przynajmniej część ryzyka związanego z uprawami. Jaka to będzie część ryzyka i jaki koszt to już kwestia indywidualna każdego rolnika i stanu jego finansów. Proszę jednak dobrze to zrozumieć. Mówiąc o stanie finansów mam na myśli nie to czy rolnika stać na zapłacenie składki, ale to czy posiada odpowiednie rezerwy aby ewentualną szkodę pokryć z własnych środków. Naszym zdaniem zainteresowanie ubezpieczeniem upraw może i powinno wzrosnąć zarówno ze względu na możliwość wykorzystania na ten cel środków z dopłat bezpośrednich jak i ze względu na spodziewane coraz większe anomalie pogodowe, związane ze zmianami klimatu - dodają Państwo Wrońscy. 

A co na to rolnicy? Nie wszyscy są zadowoleni

– Uprawy konieczne ubezpieczam, ze względu na wysokie ryzyko strat. Co do ubezpieczeń, moje zdanie jest podzielone. Składki są wysokie i stale wzrastają, a przyznawane odszkodowania wypłacane są w zaniżonej kwocie, czasem niezrozumiały jest dla mnie proces likwidacji szkód.  Cztery lata temu w gospodarstwie, w trakcie zbiorów pszenicy, rozprzestrzenił się pożar na moim polu. Początkowo firma ubezpieczeniowa nie wypłaciła odszkodowania w takiej kwocie, jaką zakładałem. Później pisaliśmy pisma odwołujące, kwota została zwiększona, ale nie wystarczająco. W dobie wzrostu cen produkcji, rolnicy mogą ograniczać ubezpieczenia, wybierając tylko niezbędne. Po prostu części zwyczajnie nie będzie na to stać - mówił Kazimierz Wawrów, który prowadzi gospodarstwo rolne o powierzchni 140 ha w województwie podkarpackim. 

 

-Dla mnie kontrowersyjne jest ubezpieczenie tytoniu. Składki są drogie, a jak przyjdzie gradobicie rekompensata według mnie zaniżona.  Przy obecnych kosztach produkcji, warto przeliczyć sobie „za i przeciw". W przypadku innych upraw, gdzie składki są nieco niższe, a ryzyko uprawy wysokie tak jak jest np. w rzepaku – tu już obowiązkowo należy rozważyć ubezpieczenie przynajmniej w minimalnym zakresie - podsumował Pan Aleksander, który prowadzi gospodarstwo wielkopowierzchniowe w województwie lubelskim, o areale około 500 ha.