• Stan rzepaku uzależniony jest od terminu siewu, warunków polowych oraz siedliskowych, a także przyjętej technologii uprawy.
  • Niestety lokalnie dochodziło do przesiewów plantacji. Głównym powodem było zaskorupienie gleby po gwałtownych opadach.

Dobrze póki co prezentują się przede wszystkim wcześnie siane rzepaki. Jeśli nasiona trafiły na dobre warunki wilgotnościowe, wschody bywały wyrównane, a rozwój roślin jest obecnie bardzo dynamiczny. Niektóre plantacje wymagają już regulacji. Z racji szybkiego rozwoju roślin z pewnością potrzebne będę kolejne zabiegu ukierunkowane na regulację pokroju roślin. Dużo zależeć będzie od warunków dalszej wegetacji. 

Niestety w niektórych regionach (np. zachodnia część Polski) nasiona trafiły na wysuszoną glebę, a susza lokalnie przeciągała się aż do końca sierpnia. Na tych plantacjach zanotowano nierówne wschody, tzw. piętrowe (cześć roślin wzeszła krótko po siewie, reszta dopiero na początku września po opadach).

W jednych regionach panowała susza w czasie siewu, by w innych wody było nadmiar. Dlatego tam, gdzie na krótko po siewie spadł nawalny deszcz (40 mm i więcej) dochodziło do zaskorupienia gleby. Takie sygnały płynęły między innymi z woj. kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, mazowieckiego, dolnośląskiego czy podkarpackiego. Sytuacja w tych regionach okazała się na tyle poważna, że część rolników zmuszona była do przesiewów. Jeszcze można spotkać pojedyncze siewniki na polach.

Technologia uprawy rozwiązaniem na trudne warunki do siewu

Co ciekawe na polach widać także coraz większy udział plantacji zakładanych w systemie bezpłużnym. W warunkach suszy lub odwrotnie w warunkach nadmiernej wilgoci glebowej lepiej sobie takie plantacje radzą. Tam gdzie jest za sucho, systemy te pozwalają na lepsze gospodarowanie wodą i wschody są bardziej wyrównane. Z kolei tam gdzie wody spadło za dużo na raz, pozostawione resztki pożniwne niejednokrotnie uchroniły plantacje przed przesiewaniem. Na korzyść tych systemów także przemawia fakt, że dają one większe możliwości aplikacji nawozów w sposób zlokalizowany, a to w dobie drogich nawozów ma niemałe znaczenie. Systemy te mają jednak drugą stronę medalu. Zazwyczaj na tego typu plantacjach problemem staje się zwalczanie głównie samosiewów zbóż a także z reguły notuje się większą presję szkodników. 

Nie wszystkim udało się wykonać przedwschodowe odchwaszczanie

- Z naszych obserwacji wynika, że mniejsza liczba rolników niż w latach ubiegłych decydowała się na zabiegi doglebowe, przedwschodowe. Wynika to z różnych przyczyn. Z jednej strony wymusiły to na nich warunki pogodowe, zwłaszcza tam gdzie susza panowała w okolicach siewu. Cześć rolników mogła się także zniechęcić ze względu na wysoki koszt metazachloru, który występuje w wielu programach ochrony, a który znacznie ostatnio podrożał. Oznacza, to że gros plantacji będzie chroniona herbicydami nalistnymi – mówi w rozmowie z farmer.pl Marcin Kanownik specjalista ds. rzepaku z firmy Innvigo.

- Osobną kwestią są samosiewy zbóż i stosowanie graminicydów. W uproszczonych systemach uprawy wzeszło ich bardzo dużo. Szczególnie jeśli są to samosiewy jęczmienia, albo co spotyka się rzadziej żyta, to nastawić się w takich przypadkach należy na co najmniej dwa zabiegi. Samosiewy tych gatunków mają szybki wigor początkowy i stanowią większą konkurencje dla rzepaku we wczesnych jego fazach rozwojowych niż samosiewy pozostałych gatunków zbóż. W przypadku pszenicy i pszenżyta siewki  zazwyczaj mają nieco mniejszy wigor początkowy. Jednak trwa to do pewnego czasu i szczególnie w bezpłużnych technolgiach często potrzebna jest także dwukrotna aplikacja graminicydami – przekonuje Kanownik.

Tam gdzie po siewie spadł nawalny deszcz i jednocześnie aplikowano preparaty doglebowe, użyte substancje czynne mogą się przemieścić w głąb gleby, co może doprowadzać do przejściowych efektów ich fitotoksycznego działania. Na przykład po zastosowaniu w programie chlomazonu, rośliny mogą charakterystycznie bieleć. Obecnie jest to wyraźnie widoczne na młodych roślinach.

Regulacja dopasowana do stanu plantacji

- Wcześnie siane rzepaki już wymagają regulacji. W tych najwcześniejszych plantacjach, jeśli jesień okaże się bardzo długa i ciepła, regulacja może się nawet zamknąć na 3 zabiegach – mówi Marcin Kanownik.

Rzepaki z przesiewów natomiast zazwyczaj nie reguluję się, albo tylko w delikatny sposób, najczęściej przy okazji wykonywania zabiegu skierowanego na zwalczanie suchej zgnilizny kapustnych (phoma).

Osobną kwestią jest właśnie zwalczanie tej choroby. Ryzyko infekcji tym patogenem najczęściej pojawia się na początku października. Choć większość fungicydów opartych na triazolach pełni także funkcje regulatorów wzrostu, to celując w zabieg przeciwko suchej zgniliźnie powinniśmy korzystać z takich substancji, które są skuteczne przeciwko temu patogenowi.

Jeśli skupimy się tylko na regulacji, możemy nieświadomie doprowadzić do rozwoju infekcji phomy na polu. I odwrotnie, korzystając z substancji dobrze zwalczających phomę, możemy nie wyregulować rzepaku na czas lub przyhamować go zbyt słabo, co będzie wiązało się z ukształtowaniem niewłaściwego pokroju przed zimą (np. stożek wzrostu będzie zbyt mocno wyniesiony ku górze).

Szkodniki – nie należy rezygnować z lustracji

W porównaniu do lat poprzednich, póki co presja szkodników nie jest na tyle wysoka aby zagrażała plantacjom w sposób wymierny. Należy trzymać jednak rękę na pulsie gdyż sytuacja może szybko się zmienić – uważa Marcin Kanownik.

Zagrożeniem dla wschodzącego rzepaku były ślimaki nagie, które uszkadzały młode siewki.

Typowe jesienne szkodniki mogą stanowić problem, ale sygnałów póki, co w tym temacie jest niewiele. W żółtych naczyniach odławiają się pchełki. Na tym etapie zagrożeniem staje się śmietka kapuściana i pod jej kątem należy obecnie szczegółowo lustrować plantacje. Lokalnie już problemem stał się tantniś krzyżowiaczek, i zmuszał on rolników do wykonania zabiegu nalistnego.

Póki co presja ze szkodnikami w porównaniu z latami poprzednimi nie jest aż taka wysoka. Choć nie można tego traktować jako pewnik, odpowiedź da szczegółowa lustracja planacji.

Być może sytuacja związana jest ze specyficznymi warunkami. Niektórzy wskazują na to, że tam gdzie zanotowano ulewne deszcze, rozwój szkodników mógł zostać zaburzony. Należy także mieć świadomość, że większość materiału siewnego została zaprawiona dostępną zaprawą insektycydową, która powinna chronić młode siewki przed wysoką presją szkodników. Należy jednak pamiętać, że działają one krótko, stąd nie powinno się rezygnować z monitoringu upraw. Kilka dni ciepłej pogody, może z godziny na godzinę zmienić sytuację na polu.