Temat ten co roku wraca jak bumerang. W dużej mierze skuteczność, jak i opłacalność, jego zastosowania uzależnione jest od przebiegu pogody, na którą, jak wiadomo nie mamy wpływu. Ale już wiosną wiemy, że rzepak najpewniej będzie wymagał tego zabiegu. Dlaczego? Z powodu późnych siewów i zimniej wiosny, po pierwsze jest opóźniony w rozwoju, po drugie najpewniej będzie nierównomiernie dojrzewał. Kwitnienie rzepaku zostanie przesunięte w czasie i wydłużone. Część łuszczyn może zmienić kolor, podczas gdy pozostałe wciąż mogą być intensywnie zielone. W takich przypadkach wskazane jest wykonanie tego zabiegu, tym bardziej, że nie jest on zbyt drogi (koszt na ha waha się od 23 do 60 zł brutto), dodatkowo można go połączyć z zabiegiem desykacji (inne dawki).

Pękanie łuszczyn rzepaku to co prawda naturalny proces, ale w interesie farmera, jest ten moment jak najbardziej przeciągnąć w czasie, wręcz go ograniczyć. Czynnikiem, który go przyspiesza jest przebieg pogody. Znaczenie mają przede wszystkim naprzemienne opady deszczu i wysoka temperatura (powyżej 25ᵒC). Nie bez znaczenia jest też wiatr. Dlaczego jest to tak istotne? Ponieważ podczas deszczu łuszczyna rzepaku w pierwszej kolejności gromadzi wodę, aby podczas wysokich temperatur ją oddać - na zmianę poddana takim warunkom szybciej „otwiera się” (wzdłuż szwu) i pęka - wysypując zawartość.

Bardzo niebezpieczne są gradobicia, które mogą spowodować uszkodzenia skórki. Zjawiska takie mogą wystąpić na długo przed planowanym zbiorem roślin, dlatego szczególnie w takiej sytuacji, nawet kiedy łuszczyny tylko punktowo są uszkodzone, warto je „skleić”. Problem ten może się nasilać również w wypadku wystąpienia czerni krzyżowych, która może być na wielu plantacjach dosyć powszechna, chociażby z powodu przebiegu tegorocznej pogody (nadmierna wilgoć). Warto wiedzieć, że okresem kiedy rzepak jest najbardziej podatny na tego typu czynniki to faza pełnej dojrzałości nasion.

Fragment artykułu, który ukazał się w majowym numerze Farmera 2018.