Wirus żółtaczki rzepy (TuYV) to jest choroba, która znana jest od lat 80 minionego wieku, ale z tego względu, że nie stanowiła jakiegoś dużego problemu z obniżeniem plonowania długo nie była w spektrum zainteresowań hodowców czy naukowców. Problem pojawił się, kiedy to wprowadzono zakaz stosowania zapraw insektycydowych zawierających substancje czynne z grupy neonikotynoidów. W kolejnych sezonach pojawiały się masowe naloty mszyc i wysoka ich presja, które doprowadziły do zawirusowania roślin. Odpowiedź hodowli była szybka, pojawiły się na rynku odmiany genetycznie odporne na zawirusowanie.

- W tej chwili praktycznie wszystkie już odmiany, które zgłaszane są z naszej hodowli do procesu rejestracji to są odmiany, które charakteryzują się obecnością genu odporności na wirusa żółtaczki rzepy. Oczywiście one też porażają się wirusem, ale poziom zawirusowania wynosi około 8-10% czasami 5%. Ten wirus jest, ale roślina nie angażuje swojej energii na walkę z chorobą i dobrze sobie z nim radzi. Odmiany, które tego genu nie posiadają muszą niestety intensywnie z tym wirusem walczyć, a przez to nie budują jesienią odpowiedniej struktury plonu – tłumaczył na konferencji Narodowe Wyzwania w Rolnictwie, podczas rozmowy Artur Kozera manager produktu i marketingu, Rapool Polska Sp. z o.o.

Odmiany odporne na szkodniki oraz zgniliznę twardzikową

Czy doczekamy się odmian, które pomogą rozwiązać najbardziej palące problemy w uprawie rzepaku jakimi są straty wyrządzane przez zgniliznę twardzikową oraz szkodniki?

Pojawiły się odmiany nie tyle z odpornością na zgniliznę twardzikową, (bo myślę, że ta hodowla która jako pierwsza wprowadzi odmiany z odpornością będzie na rynku liderem), co z większą tolerancją na porażenie. Nasza hodowla też tym kierunku idzie i poszukujemy odmian tolerancyjnych na zgniliznę twardzikową, które lepiej będą radziły sobie z tą chorobą lub ewentualnie będą powodowały, że rozwój tej choroby będzie wolniejszy – zaznaczał Kozera.

Jak kontynuował dalej, warto także wspomnieć o odmianach tolerancyjnych na verticillium i cylindrosporiozę, takie także są już na rynku.

Czy doczekamy się jednak odmian odpornych na szkodniki?

- Dobre pytanie. Prace się toczą. Myślę, że trudno jest używać tu słowa „odporność”. Jednak nieustanie poszukujemy takich linii do krzyżowania, które będą zdolne szybciej kompensować uszkodzenia, które są spowodowane przez szkodniki, szczególnie we wczesnych fazach rozwojowych. Ten temat jest złożony, ale prace hodowlane się toczą i pierwsze efekty są już zaawansowanej fazie – mówił Artur Kozera.