Pod koniec lipca Główny Urząd Statystyczny publikuje pierwsze informacje dotyczące powszechnego spisu rolnego. Rolnicy ze zdumieniem przecierają oczy. GUS stwierdza, że zeszłoroczna powierzchnia zasiewów rzepaku jest w rzeczywistości o 200 tysięcy hektarów większa niż wynikało to z jego poprzednich szacunków.

- Jeżeli nie wiemy ile na prawdę wyprodukowaliśmy to nie wiemy czy tego rzepaku jest za dużo czy za mało, a to zaproszenie do spekulacji - mówi zdenerwowany Mariusz Olejnik szef Krajowego Zrzeszenia Plantatorów Rzepaku. - Te rozbieżności są zastanawiające i szokująco wysokie - wtóruje mu Lech Kempczyński z Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju skupiającego największych przetwórców rzepaku.

Organizacje rolnicze od dawana twierdzą, że w kraju nie ma dokładnych danych dotyczących areału upraw. GUS broni się, że statystyka nie polega na dokładnym zliczeniu każdego hektara i jakieś błędy mogą się zdarzyć. Ale tym razem wydaje się, że za sprawę mogą się wziąć politycy. - Widać wyraźnie, że metodologia badań i później wyniki tych badań są często nie trafione - narzeka minister rolnictwa Marek Sawicki.

Przemysł zbożowy, którego ten problem dotyczy najbardziej potrzeby do rewolucji nie widzi. Problem jest, ale wszystko jest tylko kwestią pieniędzy. - Trzeba sugerować zwiększenie wydatków na badania GUS-u. Inaczej decydenci będą otrzymywać fałszywe dane na podstawie, który będą podejmować decyzję - komentuje Adam Tański były minister rolnictwa, a teraz szef Izby Zbożowo- Paszowej

A co jeżeli minister finansów nie przyzna GUS-owi więcej pieniędzy na szacowanie zbiorów? Organizacje rolnicze mają proste rozwiązanie tej sytuacji. Właśnie zwróciły się do resortu rolnictwa z pomysłem zaangażowania w zbieranie danych statystycznych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Zwłaszcza, że Agencja już kiedyś to robiła. Kilka lat temu we wniosku o dopłaty bezpośrednie rolnik musiał podawać dokładne dane na temat wielkości powierzchni upraw poszczególnych roślin. Potem wniosek uproszczono i takich szczegółowych danych nikt już nie musi podawać. To błąd twierdzą producenci rzepaku.

- Trzeba wrócić do starego systemu. Albo do wniosku o dopłaty bezpośrednie wprowadzić załącznik, gdzie producent rolny będzie zobowiązany do przekazania ile czego sieje - przekonuje Mariusz Olejnik.

Ale zgody ministerstwa rolnictwa w tej sprawie raczej nie będzie. Agencja Restrukturyzacji działa w ramach unijnych i krajowych przepisów, w których nie ma ani jednego słowa o zbieraniu danych statystycznych. - Naszą filozofią działania jest zbieranie od rolników tylko tych informacji, które są nam niezbędnie potrzebne do realizowania naszych zadań. Stąd też oczekiwanie przedstawiania od rolników jakichkolwiek innych informacji jest moim zdaniem nie zasadne - tłumaczy Tomasz Kołodziej prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Minister rolnictwa idzie jeszcze dalej: Dla mnie w tych wnioskach w ogóle nie powinniśmy zaznaczać co uprawiamy. Tam powinna być tylko ilość hektarów razy stawka dopłat bezpośrednich. I na tym powinno się kończyć - mówi Marek Sawicki.