Produkcja soi na Ukrainie wzrosła w ostatnich 3-4 latach, z powodu zwiększonego eksportu tego ziarna. W 2005/06 roku Ukraina eksportowała 224 tys. t soi, a w 2006/07 - już 400 tys. t.

Głównymi nabywcami ukraińskiej produkcji są: Turcja (49 proc.), Włochy (18 proc.) i Grecja (12 proc.). Kraje te nie przejmują się niską zawartością protein w ukraińskiej soi, a interesuje je niska cena i bliskie położenie geograficzne surowca.

Zwiększenie popytu na soję spowodowało podrożenie ziarna na Ukrainie. We wrześniu 2006 r. ziarno sojowe proponowano po 1100 UAH (220 USD) za 1 t EXW, we wrześniu 2007 r. jego cena wzrosła do 1800 UAH (360 USD) za 1 t EXW. A w październiku, z powodu wzrostu popytu ze strony eksporterów, ceny osiągnęły 2300 UAH (460 USD) za 1 t EXW, w zależności od zawartości protein i wielkości partii.

Dane statystyczne podają, że w 2001 r. kulturą tą zasiano 73 tys. ha, a w 2006 r. - już 748 tys. ha, z których zebrano 890 tys. t soi, natomiast w 2007 roku zasiano 580 tys. ha i zebrano ponad 700 tys. t soi.

Podstawowymi produktami przeróbki soi na Ukrainie do niedawna były olej sojowy oraz śruta. Zdaniem ekspertów, w październiku 2007 r. dochód z produkcji 1 t ziarna soi wyniósł od 400 do 700 UAH (80-140 USD), z 1 t oleju sojowego - od 300 do 450 UAH (60-90 USD), a z 1 t śruty soi - od 400 do 600 UAH (80-120 USD). Handlowcy twierdzą, że najbardziej rentowną jest uprawa właśnie tej kultury. Nikołaj Wiernicki, dyrektor agencji informacyjnej „ProAgro”, mówi: „Nawet przy urodzaju wynoszącym 14 dt/ha, dzięki wysokim cenom rynkowych, rentowność uprawy soi wynosi ponad 70 proc.”.

Wcześniej, na Ukrainie praktycznie nie było przedsiębiorstw, przetwarzających soję na skalę przemysłową. Od niedawna sytuacja zaczęła się zmieniać. Napłynęły środki finansowe na inwestycje. Na przykład, w tym roku „Kreatyn” z miasta Kirowogradu i firma „Protein Production” z Moskwy budują w Kirowogradzie zakład produkujący wyroby z soi, takie jak: śrutę, olej sojowy, oczyszczone białko roślinne oraz mąkę sojową.

Inna spółka – „Terra-Grup Limited Company”, znajdująca się w mieście Nowomoskowsku, w obwodzie Dniepropietrowskim, pod koniec czerwca 2007 r. poinformowała o rozpoczęciu budowy zakładu, który będzie produkować oczyszczone białko roślinne.

Głównym problemem uprawy soi na Ukrainie są niewysokie plony. Dla przykładu, w niektórych krajach rolnicy zbierają nawet po 40 dt z 1 ha, natomiast na Ukrainie średni plon soi w ciągu ostatnich siedmiu lat nie przekroczyły 15 dt/ha.

Następnym problemem jest niska zawartość protein w ukraińskiej soi. Ziarno sojowe pochodzące z południowych regionów Ukrainy (obwody: Chiersonski, Nikołajewski, Odeski, Zaporożski oraz AO Krym) po przetworzeniu zawiera 43-44 proc. protein w śrucie. Natomiast śruta pochodząca z regionów północnych i centralnych Ukrainy, zawiera nie więcej, niż 42 proc. protein. Przyczyną tego jest niedostateczna dla uprawy soi ilość dni słonecznych w tych regionach. Dla podwyższenia zawartości protein w takim ziarnie soi koniecznym jest, by ono dojrzewało jeszcze w elewatorach, co najmniej przez dwa miesiące. Śruta soi z taką niską zawartością proteiny jest o 10 proc. tańsza. Ale, według słów handlowców, na dzień dzisiejszy nie ma problemów ze zbytem takiej śruty.

Jeszcze nie tak dawno Ukraina uważana była za kraj, w którym nie produkuje się genetycznie modyfikowanych roślin (GMO) i dotyczyło to również soi. I właśnie ta okoliczność przyciągała nabywców zagranicznych. Ale w grudniu 2005 r., po ujawnieniu skandalu związanego z dostawą ukraińskiej soi, w której wykryto GM-ziarna, sytuacja się skomplikowała. Na dzień dzisiejszy, według nieoficjalnych danych, blisko połowa produkowanej na Ukrainie soi jest genetycznie modyfikowana. Handlowcy nawet wskazują regiony, gdzie uprawia się GM-soję - południe Ukrainy i obwód Wołyński.

Jeszcze w 2006 roku, ówczesny minister rolnictwa Aleksander Baraniwski przyznał się, że nie wie, czy soja, którą uprawiają ukraińscy rolnicy, jest modyfikowaną genetycznie.

Ukraińskie ustawodawstwo nie przewiduje odpowiedzialności za przywóz i wykorzystanie GM-roślin. Sytuacja jest dziwna: import GM-soi do Ukrainy nie jest dozwolony ani zakazany. Na dzień dzisiejszy, w kraju nie zarejestrowano ani jednej GM-kultury, teoretycznie takich produktów po prostu nie ma. W tym samym czasie GM-soję dostarcza się do Ukrainy w postaci partii eksperymentalnych lub paszowych kultur. Jej przywozem zajmują się firmy, związane z dostawami nasion ze Stanów Zjednoczonych.

Jeżeli nie będzie uregulowane ustawodawstwo dotyczące GMO, to produkcja i obrót GMO będą nadal niekontrolowane. Nawet po uregulowaniu ustawodawstwa z tej dziedziny, perspektywa walki z nielegalnymi producentami GM-soi nie wygląda optymistycznie.

Jak powiedział Nikołaj Wiernickij: „Walczyć lub nie walczyć, to nie ma znaczenia – interesy finansowe wszystko jedno zwyciężą. Najpierw należy pokonać korupcję, a dopiero potem sprawdzać jakość produkcji. U nas za pieniądze do certyfikatu napiszą każdą informację, wedle życzenia”.

Polska potrzebuje rocznie dostaw z importu - 2 mln t śruty sojowej. W 2007 roku Ukraina wyprodukowała około 700 tys. t soi.  Wyeksportowała 400 tys. t. 300 tys. t pochłonął rynek wewnętrzny. Dziś chyba nie warto liczyć na to, że import soi z Ukrainy rozwiąże problemy polskich producentów pasz i mięsa.

Nie można też mieć zaufania do ziarna soi produkowanej na Ukrainie. Może bezpośredni udział polskich producentów pasz i mięsa w uprawie soi i wytwarzaniu pasz na wydzierżawionych ziemiach Ukrainy byłby rozwiązaniem.

W tym kierunku działają już najbardziej dalekowzroczne firmy zachodnie. Holenderska firma THEEUWES GROUP buduje w mieście Gajsin, w obwodzie Winnickim, przedsiębiorstwo o wydajności 55-60 tys. t surowca na rok będzie przetwarzać soję, rzepak, a także len na śrutę i olej roślinny.

Spółka „Trigon Agri” (Dania) uprawia na Ukrainie kultury zbożowe na 30,7 tys. ha wydzierżawionej ziemi rolnej. Dzierżawi ziemię również angielska firma „Landkom”.

W rejonach Szostkinskim i Głuchowskim grunty rolne dzierżawią Holendrzy ze „Spółki Holendersko-Ukraińskiej”. Funkcjonuje również „Niemieckie Centrum Rolne”.

Z polskich firm tylko Polski Koncern Mięsny DUDA wszedł na Ukrainie we właściwy sposób. Dzięki wydzierżawieniu 10 tys. ha gruntów „DUDA” będzie uniezależniony od dostaw paszy z zewnątrz. Koncern przejmuje ukraińskie spółki z branży, ma zamiary dalszego wydzierżawiania ziemi. Maciej Duda, prezes mięsnej spółki, mówi: „Ukraina jest jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie można nabywać ziemię w tak dużych ilościach. Jednak popyt na nieruchomości w tym kraju systematycznie rośnie i jest już teraz tak duży, że trzeba się pośpieszyć, by zdążyć wydzierżawić dodatkowe powierzchnie gruntu. Koszt dzierżawy gruntów rolnych na Ukrainie jest dużo niższy niż w Polsce”.

źródło: farmer.pl