Spełnienie wymogów projektu wytycznej ws. pszczół (ang. Draft Bee Guisance Document) jest praktycznie niemożliwe. Dotyczy to nie tylko neonikotynoidów, ale większości substancji czynnych (głównie insektycydów) dopuszczonych w UE. Projekt ten wielokrotnie był krytykowany nie tylko przez branżę środków ochrony roślin, ale również przez większość państw członkowskich.

Przypomnijmy, że w roku 2013 Komisja Europejska, EFSA i państwa członkowskie osiągnęły konsensus naukowy stwierdzający że „na tym etapie pełne i natychmiastowe wdrożenie [wytycznej ws. pszczół] nie jest możliwe”,a dokument wymaga doprecyzowania i zmian. Pomimo tego projekt nie został zmieniony od lat przez Komisję Europejską. Co więcej, dla celów regulacyjnych, Komisja zdecydowała się ponownie go wykorzystać do oceny neonikotynoidów. Odbyło się to wbrew stanowisku większości państw członkowiskich, które domagały się zmiany tego dokumentu a następnie jego akceptacji przez właściwy Stały Komitet (składający się z powołanych przez państwa członkowskie ekspertów).

Wszystko wskazuje na to, że wynik co do dalszych losów neonikotynoidów wydaje się być w UE przesądzony.

Przypomnijmy, że w następstwie zawieszenia w 2013 r. i wycofania zapraw opartych na neonikotynoidach sama Komisja Europejska (na podstawie badań wykonanych przez Wspólnotowe Centrum Badawcze) wykazała, że ze względu na brak dostępu do tych trzech substancji neonikotynoidowych, rolnicy stosują więcej starszych i mniej skutecznych środków chemicznych.

W Polsce z kolei zgodnie z danymi firmy badawczej Kleffmann Group udowodniono, że w przypadku ochrony rzepaku ozimego rolnicy zużywają o 337 proc. więcej chemii (opryski) niż miało to miejsce przed wprowadzeniem zniesienia zapraw. W obliczu braku alternatywnych i skutecznych metod ochrony rzepaku, dalsze podtrzymanie zakazu stosowania neonikotynoidów wydaje się być na tym etapie irracjonalne.