Poniżej jest przytoczona informacja podana przez PAP. Lekturę jej, szczególnie polecam rolnikom-producentom rzepaku. Z dyrektorem Kempczyńskim w niektórych aspektach się zgadzam, ale część wniosków czy też przewidywań jest nie do przyjęcia, jest wręcz pobożnym życzeniem albo można zrozumieć jako próbę wpłynięcia na poziom cen. Mój komentarz na końcu tekstu.

Szacunki dotyczące upraw rzepaku zniszczonych przez tegoroczne mrozy będą znane dopiero pod koniec kwietnia - poinformował PAP dyrektor Polskiego Stowarzyszenie Producentów Oleju Lech Kempczyński. Na szczęście padające obecnie deszcze wzmacniają rośliny po zimie.

Rzepak potrzebuje dużo wilgoci i jeżeli ją ma, potrafi "odbić" nawet wówczas, gdy roślina została częściowo uszkodzona - tłumaczy Kempczyński. W jego ocenie mrozy zniszczyły kilkanaście procent powierzchni tej uprawy. "To nie jest tragedia, raczej kłopot" - ocenił.

Jak podaje Bank Gospodarski Żywnościowej, powołując się na szacunki firmy analitycznej Sparks, łącznie w 7 województwach północno-zachodniej, zachodniej i centralnej Polski (lubuskie, wielkopolskie, dolnośląskie, łódzkie, kujawsko-pomorskie, pomorskie, zachodniopomorskie) areał zasiewów rzepaku ozimego kwalifikujący się do likwidacji wskutek wymarznięcia oceniany jest na ok. 160 tys. ha (27 proc. zasiewów).

Sparks szacuje, że w skali kraju może okazać się konieczne ponownie obsianie ok. 170 tys. ha, tj. ok. 20 proc. areału obsianego rzepakiem jesienią. Kempczyński zaznacza, że dopiero za około dwa tygodnie będzie wiadomo, ile faktycznie gruntów ponownie zasiano rzepakiem.

Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w 2011 r. rzepak w Polsce uprawiano na powierzchni 774 tys. ha, z czego ponad 93 proc. zajmowały odmiany ozime. Średni plon rzepaku ozimego został oszacowany na 22,9 dt/ha, a jarego - na 18,5 dt/ha.

Czy zimowe straty przełożą się na ceny oleju, będzie zależało m.in. od plonów (wydajność z hektara). Straty mogą jeszcze powstać w wyniku wiosennych przymrozków. W maju ubiegłego roku z tego powodu zniszczone zostały kwiaty na roślinie, co miało znaczny wpływ na wielkość zbiorów.

W optymistycznym scenariuszu rzepak odbuduje swoje możliwości produkcyjne. Stowarzyszenie zakłada raczej taki rozwój sytuacji. Według niego zbiory będą na poziomie ubiegłego roku i wyniosą ok. 2 mln ton.

Jak podkreślił Kempczyński, ewentualne straty zimowe raczej nie będą miały wpływu na poziom cen rzepaku. Jego ceny są bowiem wyznaczane na podstawie notowań na giełdzie Matif w Paryżu. "Tak naprawdę o cenie rzepaku na światowym rynku decyduje sytuacja w Chinach i Kanadzie. Decydują nie rolnicy, a handlarze" - stwierdził.

W 2011 roku rzepak na rynku krajowym był drogi. Płacono za niego nawet 1800 zł za tonę, podczas gdy rok wcześniej rolnik mógł dostać za to ziarno 1,2-1,3 tys. zł/t.

W ubiegłym tygodniu ceny rzepaku na giełdzie Matif wzrosły do najwyższego poziomu od maja 2011, na co w znacznej mierze wpłynęła wyraźna zwyżka notowań cen soi i rzepaku za oceanem oraz pierwsze prognozy mówiące o spadku światowej produkcji nasion oleistych w kolejnym sezonie 2012/13. Pod koniec marca rzepak na paryskiej giełdzie kosztował ponad 490 euro za tonę.

Według Kempczyńskiego, nie da się w tej chwili przewidzieć, jak cena rzepaku wpłynie na poziom cen olejów jadalnych. Przyznał jednak, że o tym, ile kosztuje olej, przesądza cena surowca. Jednak polityka cenowa zakładów tłuszczowych jest taka, żeby mimo skoków cen surowca utrzymywać cenę oleju na stabilnym poziomie.

W Polsce na olej przerabiane jest jedynie ok. 1 mln ton rzepaku, reszta przeznaczana jest na biopaliwa.

W naszym kraju konsumuje się głównie olej rzepakowy, kolejne miejsca zajmują olej słonecznikowy oraz oliwa z oliwek. W sumie w 2010 r. spożycie olejów wynosiło 20,4 kg na osobę rocznie. W strukturze spożycia tłuszczów w naszym kraju ok. 66 proc. stanowią tłuszcze roślinne, w tym połowę oleje.

W drugiej połowie marca br. litr oleju kujawskiego (rzepakowego) kosztował w supermarketach od 5,59 do 8,59. Średnio 6,66 zł za litr.

Komentarz redaktora:

Po kolei i krótko bo późna jest pora. Cytat 1. „Na szczęście padające obecnie deszcze wzmacniają rośliny po zimie”. Pytanie gdzie te deszcze padają. Meteorolog amator wie, że przelotny deszczyk od czasu do czasu nic nie znaczy. Na Mazowszu póki co to tych opadów było „co kot napłakał”. Nie wiem jak w innych regionach kraju, ale nie słyszałem o kilkudniowych ciągłych opadach.

Cytat 2. „W jego ocenie mrozy zniszczyły kilkanaście procent powierzchni tej uprawy. -To nie jest tragedia, raczej kłopot - ocenił.” Ciekawe skąd ta ocena kilkunastoprocentowa. Rozumiem, że Stowarzyszenie oszacowało straty na polach? A to by dziwne było w kontekście „Szacunki dotyczące upraw rzepaku zniszczonych przez tegoroczne mrozy będą znane dopiero pod koniec kwietnia”. To jak to jest, z jednej strony szacunki będą znane pod koniec kwietnia ale już dziś straty oceniane są tylko na kilkanaście procent! Odnośnie „to nie jest tragedia, raczej kłopot”. Proszę to powiedzieć rolnikowi, który stracił całe zasiewy. Łatwo jest posługiwać się uogólnieniami.

Cytat 3. „W optymistycznym scenariuszu rzepak odbuduje swoje możliwości produkcyjne. Stowarzyszenie zakłada raczej taki rozwój sytuacji. Według niego zbiory będą na poziomie ubiegłego roku i wyniosą ok. 2 mln ton.” A to ci dopiero scenariusz i piękne założenie. Ale na jakiej podstawie wysnute? A jak przyjdą silne przymrozki jak w ub. roku, albo niespotykane wręcz gradobicia czy inne anomalie. Fachowcy od prognozy pogody nie potrafią przewidzieć co będzie za kilka czy kilkanaście dni, a Stowarzyszenie już dzisiaj wie że pogoda w ciągu 1,5-2 miesięcy będzie sprzyjała plantacjom- oczywiście w trybie przypuszczającym, ale jednak.

Cytat 4. „Jak podkreślił Kempczyński, ewentualne straty zimowe raczej nie będą miały wpływu na poziom cen rzepaku. Jego ceny są bowiem wyznaczane na podstawie notowań na giełdzie Matif w Paryżu. -Tak naprawdę o cenie rzepaku na światowym rynku decyduje sytuacja w Chinach i Kanadzie. Decydują nie rolnicy, a handlarze - stwierdził.” Tutaj zgodzę się, że rzeczywiście ceny są wyznaczane na giełdzie w Paryżu, o tym niejednokrotnie pisałem w komentarzach na łamał farmer.pl. Natomiast stwierdzenie, że decydują nie rolnicy a handlarze jest delikatnie mówiąc dużą nadinterpretacją. Po pierwsze wynika z tego, że zakłady przetwórcze czyli m. in. członkowie Stowarzyszenia nie mają wpływu na ceny? Po drugie w świetle obecnej sytuacji na rynku rzepaku, czyżby to nie rolnicy decydowali o tym, że przetrzymują towar bo jest go mało i oczekują na jeszcze korzystniejszą cenę, dlaczego akurat handlarzom zależeć by miało na wysokich cenach? A nawet jeżeli tak jest , że handlarze decydują o obecnym poziomie cen (z czym się nie zgadzam), to co, rolnicy mają płakać, że ceny są wysokie, wręcz przeciwnie cieszą się (ci co maja rzepak). I nie ma tu absolutnie znaczenia kto spowodował, że ceny są wysokie. Są wysokie bo działa prawo popytu i podaży. Mało towaru-jest drogi, będzie nadprodukcja – będzie tani. Żadna filozofia i nie trzeba „zaklinać rzeczywistości”. Rolnik nie jest idiotą i też widzi co się dzieje. Pewien zaprzyjaźniony producent rzepaku do dzisiaj przechowuje ubiegłoroczne zbiory i w kontekście ostatnich ocen przezimowania mówi, że będzie trzymał nawet do czerwca i bacznie obserwował co się dzieje z plantacjami. I słusznie bo naturalną rzeczą jest sprzedać po jak najkorzystniejszej cenie swój towar. Podobnie jak normalną rzeczą jest kupić towar jak najtaniej, co z kolei jest w interesie przetwórców.

Na zakończenie muszę zaznaczyć, że absolutnie rozumiem niezadowolenie przetwórców rzepaku. Drogi rzepak obniża marże, powoduje prawdopodobnie spadek spożycia oleju rzepakowego na rzecz chociażby tańszego ze słonecznika. Czy kolejny, ewentualny rok wysokich cen rzepaku nie odbije się negatywnie na branży przetwórczej? Czy nie upadnie część firm? Wbrew pozorom źle by się stało, nie tylko dla właścicieli i pracowników tych firm ale i dla rolników. Po chudych latach (mała podaż) przyjdą tłuste lata (duża podaż rzepaku) i może się okazać, że rolnik nie będzie miał komu sprzedać swojego towaru lub cena będzie poniżej kosztów produkcji.  Niestety ale taki jest rynek. Od jakiegoś czasu w magazynie Farmer i na portalu farmer.pl piszemy o możliwościach zabezpieczania cen sprzedaży produkcji za pomocą kontraktów terminowych. Nic nie stoi na przeszkodzie aby przetwórcy, spodziewając się wzrostu cen do poziomów nieakceptowanych ze względu na rentowność biznesu i barierę cen zbytu zabezpieczali ceny zakupu chociażby rzepaku. KGHM Polska Miedź od lat działa na rynku terminowym miedzi, zabezpieczając w mniejszym czy większym stopniu ceny sprzedaży swoich produktów. Osiągane wyniki  finansowe na przestrzeni lat wskazują, że robi to umiejętnie.