Desykacja rzepaku spędza sen z powiek wielu producentom tej rośliny. Wjazd w dojrzewający, silnie zagęszczony łan może wiązać się ze stratami na ścieżkach. O ile rośliny mogą się nie łamać, to z pewnością dojdzie do zjawiska otwierania się uszkodzonych od przejazdu ciągnika i opryskiwacza łuszczyn. Kiedy jednak desykacja jest przydatna?

Zacznijmy od tematu „legalizacji” desykacji. Z rynku wypadł nam kilka sezonów temu dikwat, który znacznie ułatwiał interwencyjną aplikację na dosychanie. Pozostał jedynie glifosat, który z jednej strony znacznie podrożał w ciągu ostatniego roku, z drugiej zaś wokół stosowania go w celu dosuszania narosło wiele niedopowiedzeń. Prawo pozwala na wykonanie zabiegu w celu dosuszania w sytuacji, kiedy w sposób naturalny nie ma możliwości na równomierne dosychanie roślin, co w konsekwencji utrudnia bądź całkowicie uniemożliwia jego zbiór. Jest także możliwość wykonania zabiegu glifosatem w celu zwalczania chwastów w łanie, które przeszkadzają w zbiorze. Wykonując zabieg desykacji, w zasadzie w pełni odcinamy roślinę od procesów życiowych – w momencie aplikacji roślina zaczyna zamierać i nie ma już szans na nalewanie łuszczyny. Spada więc szansa na zwiększenie masy ziarna z łuszczyn, które swój rozwój zaczęły później.

Bazowa wilgotność rzepaku określana jest na 9 proc. Wartości powyżej oznaczają istotne potrącenia w cenie. Poniżej 9 proc. mamy rzecz jasna dodatek do ceny bazowej, ale przy skrajnie suchym rzepaku (np. poniżej 7 proc.) musimy liczyć się z delikatnymi stratami w masie (niska masa ziarna), większym zanieczyszczeniem (połówki rzepaku) czy też niskim zaolejeniem, które od kilku sezonów jest dość powszechnie badane w punktach skupu.

Wydaje się, że w ostatnich sezonach wielu rolników zrezygnowało z zabiegu desykacji. Jest to także spowodowane poniekąd postępem genetycznym w hodowli rzepaku i uzyskaniem łuszczyn o mocniejszej skórce i silniejszym szwie ją wiążącym – są one mniej podatne na osypywanie. Na wielu plantacjach z odmianami hybrydowymi nie warto więc wykonywać zabiegu dosuszania – często lepiej będzie pozwolić roślinom naturalnie dojść do pełnej gotowości do zbioru. Coraz częstszą praktyką jest także pozostawienie rzepaku na polu i zbiór nawet w sierpniu po żniwach pszenicznych. Z pewnością jednak dosuszyć plantację warto wtedy, gdy widzimy duże ryzyko osypania się nasion, a nasłonecznienie nie jest zbyt intensywne i przeplatane z deszczową aurą.

Co ze sklejaniem?

Często przygotowując rzepak do zbioru, rozważa się także zabezpieczenie rośliny przed osypywaniem, o którym wspominaliśmy wyżej. W tym celu stosuje się sklejacze – preparaty nakładające na łuszczynę warstwę ochronną. Szacuje się, że straty związane z pękaniem łuszczyn, a następnie osypywaniem nasion sięgają średnio 5-10 proc., jednak w przypadku przedłużającej się deszczowej pogody w okresie pełnej dojrzałości mogą być wyższe. Oczywiście – jak wspominaliśmy –  coraz więcej odmian mieszańcowych jest znacznie lepiej przygotowanych do ostatniej fazy rozwojowej rzepaku, dzięki czemu łuszczyna utrzymuje się w całości znacznie dłużej, zatem i zabiegi sklejania nie są już tak popularne, jak w latach poprzednich. Jeśli podejmiemy decyzję o wykonaniu takiego zabiegu, musimy pamiętać, aby wykonać go z odpowiednim wyprzedzeniem – przynajmniej 2 tygodnie przed zbiorem, a nawet wcześniej (wiele etykiet wspomina o podaniu sklejacza ok. 21 dni przed planowanym koszeniem). Czasami sklejanie może być połączone z desykacją, jednak wspólna aplikacja tych preparatów jest też problematyczna. Najlepszy efekt sklejania łuszczyny uzyskuje się przy aplikacji mniej więcej 3 tygodnie przed zbiorem, tymczasem zastosowanie glifosatu z takim wyprzedzeniem „gasi” rośliny i może mieć negatywny wpływ na plonowanie. Pomimo że pełen efekt desykacji jest widoczny właśnie po 2-3 tygodniach (w przypadku upałów szybciej), to tak wczesne dosuszanie powodować może zmniejszenie masy 1000 nasion.

Ustawienie kombajnu jest kluczowe

Ustawienie kombajnu do zbioru rzepaku nie jest elementem zero-jedynkowym. W każdej maszynie to ustawienie może być nieco inne. Jest to oczywiście również uzależnione od stanu plantacji. Każdy operator z wieloletnim doświadczeniem jest zapewne bardzo dobrze zorientowany w temacie zbioru, tak więc zwróćmy tylko uwagę na najważniejsze kwestie:

  • Prędkość bębna – przy małej wilgotności (7-8 proc.) powinna być niższa. Rzepak o wilgotności wyższej potrzebuje także wyższych obrotów bębna młócącego. Niektórzy operatorzy mówią, że suchy rzepak koszą nawet na obrotach bębna poniżej 500 obr./min. Niemniej nie są to absolutnie wartości stałe. Wielu operatorów pracuje skutecznie na znacznie wyższych obrotach. Każdy sam najlepiej zna swoje pole i wyczuwa kombajn.
  • Wysokość koszenia – zbyt niskie koszenie oznacza nie tylko więcej masy do przerobienia, ale może też pogorszyć jakość zebranego materiału (więcej zielonych części roślin) i większe zużycie paliwa.
  • Szczelina w sitach (górna i dolna), wiatr – również muszą być dostosowane indywidualnie pod zbiór rzepaku.

Przechowywanie – ziarno suche i czyste

Magazynowanie rzepaku nie jest tak popularne, jak przechowywanie zbóż. Wiąże się to m.in. z faktem, że dla większości gospodarstw jest to tzw. pierwszy pieniądz w żniwa – przychód z rzepaku często jest traktowany jako środek operacyjny, który szybko jest obrócony m.in. na paliwo przed żniwami zbożowymi. Nie jest to oczywiście reguła i w niektórych gospodarstwach „czarne złoto” będzie przechowywane w oczekiwaniu na wyższą cenę. Warunki do przechowywania rzepaku są nieco bardziej restrykcyjne aniżeli w przypadku ziarna zbóż. Ogólnie rzecz ujmując, wyjściowe parametry punktów skupujących ziarno rzepaku nie są dziełem przypadku – zostały bowiem oparte na parametrach nasion, które pozwalają na ich długotrwałe magazynowanie.

Rzepak o wilgotności 9 proc. przy temperaturze na poziomie ok. 100C może być przechowywany nawet ponad półtora roku (przyjmuje się, że 90 tygodni). Natomiast nasiona o wilgotności już 10 proc. mogą być w tych samych warunkach przechowywane znacznie krócej – około roku, nie dłużej niż 50 tygodni. Idealne warunki dla przechowywanych nasion rzepaku to wilgotność 6-7 proc. i minimalne zanieczyszczenia (poniżej 2 proc.).

Strat nie unikniemy, ale musimy je minimalizować

Zbiór bez strat jest niemożliwy. Nawet nowe, naszpikowane technologią kombajny nie są w stanie zebrać rzepaku bez jakiejkolwiek, choćby minimalnej straty. Naszym zadaniem jest jednak ograniczenie tychże do minimum. Podstawowym elementem jest tu ustawienie kombajnu, a dosuszanie oraz sklejanie to zabiegi opcjonalne, które mogą pomóc w łatwiejszym zbiorze, ale wiążą się z pewnymi stratami na ścieżkach technologicznych.