Najczęściej występującym i najgroźniejszym wirusem w uprawie rzepaku ozimego jest wirus żółtaczki rzepy (TuYV - Turnip Yellows Virus), który może powodować duże straty plonu - sięgające nawet 50 proc. Porażenie prowadzi do zredukowania liczby odgałęzień bocznych i nasion w łuszczynie oraz zmniejszenia ich zaolejenia na rzecz wzrostu glukozynolanów. Obserwuje się też skarłowacenie roślin. Wirus przenoszony jest głównie przez mszyce, m.in brzoskwiniowo-ziemniaczaną i kapuścianą. W Klinice Chorób Roślin Instytutu Ochrony Roślin - Państwowego Instytutu Badawczego (IOR) zostało to potwierdzone, a jednocześnie stwierdzono, że szczególnie efektywnym w tym zakresie gatunkiem jest mszyca brzoskwiniowo-ziemniaczana - polifag żerujący m.in. na roślinach psiankowatych, bobowatych, kapustowatych, który rozwija się w uprawach polowych, w szklarniach i na chwastach. Do zakażenia dochodzi w trakcie żerowania mszyc, które najczęściej wybierają młodsze części roślin. Mszyce, wysysając soki z komórek sitowych lub miękiszowych, wpuszczają do rośliny ślinę, w której obecne są wirusy.

O powodowanej przez nie żółtaczce rzepy i objawach wywoływanych przez inne czynniki rozmawialiśmy ze specjalistami z IOR - prof. Markiem Korbasem i dr hab. Nataszą Borodynko-Filas, autorką m.in. badań nad występowaniem TuYV w rzepaku ozimym.

"Farmer": Długie łagodne jesienie i późno przychodzące zimy powodują, że m.in. mszyce mogą dłużej żerować na plantacjach i zarażać wirusami większy odsetek roślin. Ponadto w ostatnich latach rolnicy nie mogli stosować zapraw neonikotynoidowych, które działając do fazy 6 liści, zabezpieczały w tym czasie rośliny przed szkodnikami, w tym mszycami. Czy w związku tym zaobserwowano szybsze rozprzestrzenianie się wirusa i więcej plantacji rzepaku ozimego porażonych TuYV? Które regiony kraju zagrożone są najbardziej?

Dr hab. Natasza Borodynko-Filas: Nasilenie występowania infekcji jest ściśle związane z temperaturami, które warunkują aktywność szkodników, dlatego trudno przewidzieć wielkość porażenia. Jest ona zmienna w latach. Jednak zakaz stosowania zapraw neonikotynoidowych przyczynił się do wzrostu liczebności mszyc, które w sprzyjających warunkach bez przeszkód roznoszą wirusy. Ich obecność w uprawach stwarza zatem zagrożenie dla wielkości plonu rzepaku ozimego i jego jakości. Jest to szczególnie widoczne w sezonach o nasilonej presji chorób.

Wirus żółtaczki rzepy szczególnie mocno obecny jest w regionach, w których intensywnie uprawia się rzepak, burak cukrowy, ziemniak i warzywa, czyli prawie w całej Polsce. W sezonie 2015/16 porażenie było najsilniejsze w zachodniej i środkowej części kraju. W kolejnym wystąpiło przede wszystkim na zachodzie i południowym zachodzie Polski.

W sezonie 2015/16 testy wykazały obecność wirusa w 175 próbach na 200 pobranych do analizy. W kolejnym przebadaliśmy ich ok. 1500, z czego u 80 proc. stwierdziliśmy obecność wirusa TuYV. W obecnym, trudnym sezonie także obserwowano na wielu plantacjach rośliny wskazujące na obecność wirusa żółtaczki rzepy. Wirus żółtaczki rzepy został potwierdzony w testach molekularnych i serologicznych. Przy tak wysokiej zgodności problem wirusów w rzepaku należy traktować jako poważny.

Jesienią na wielu plantacjach powszechnie obserwujemy antocyjanowe przebarwienia roślin. Jak rozpoznać, że ich przyczyną jest wirus, a nie inny czynnik?

Prof. Marek Korbas: Przyczyn zmiany zabarwienia liści może być wiele. Mogą być skutkiem lekkiej fitotoksyczności stosowanych fungicydów zawierających takie popularne substancje czynne, jak np. metkonazol czy tebukonazol. Ponadto taki objaw dają niedobory fosforu, które mogą być mylone z infekcją wirusową. Braki fosforu szczególnie uwidaczniają się w chłodniejszych warunkach. Przy dłuższym utrzymywaniu się temperatury poniżej 10- 12°C pojawiają się zaburzenia w przyswajalności tego składnika, co skutkuje deficytem pierwiastka i pojawiającymi się przebarwieniami na liściach roślin. Jednak w momencie, gdy wiosną temperatura rośnie, przebarwienia ustępują. Te powodowane wirusem są nieodwracalne. Fioletowe liście i słabszy rozwój roślin mogą być związane z uszkodzeniami systemu korzeniowego powodowanego np. przez śmietkę kapuścianą lub kiłę kapusty. Dlatego rośliny o nieprawidłowym pokroju najlepiej wykopać i sprawdzić, czy na korzeniu nie ma blizn i kanałów wydrążonych przez szkodnika lub narośli infekcyjnych. Jeśli nie, można podejrzewać obecność wirusa żółtaczki rzepy.

W wyniku infekcji wirusem liście mają żółte i czerwone przebarwienia, które występują na blaszce liściowej od brzegu w kierunku do środka. Infekcja przeważnie ujawnia się na jesieni, jednak przez długi czas może nie dać widocznych objawów zewnętrznych na roślinie i dopiero test laboratoryjny pozwala stwierdzić jej obecność.

Nie ma możliwości bezpośredniej walki z infekcją wirusową. Czy zatem rolnik nawet przy najlepszych staraniach i dbałości o uprawę z góry jest skazany na porażkę i niższy plon? Jak chronić plantację, żeby ograniczyć porażenie?

Dr hab. Natasza Borodynko-Filas: W tym sezonie rolnicy doczekali się czasowej derogacji zapraw neonikotynoidowych, co poprawi zdrowotność rzepaku ozimego i zmniejszy liczbę oprysków insektycydami. Ze względu na brak środków chemicznych do ochrony przed wirusami zwalczanie chemiczne mszyc to jedna z metod ochrony przed patogenami, jednak nie zawsze możliwa do zastosowania. Może okazać się spóźniona w działaniu i nie wyeliminować zagrożenia, a jedynie je ograniczyć. Ocieplenie klimatu sprawia, że jesienna aura utrzymuje się dłużej i często jeszcze w grudniu spotkać można mszyce na roślinach. W tym okresie jest za zimno na zabieg opryskiwania insektycydem. Preparat nie zadziała, a nadejście minusowych temperatur po jego przeprowadzaniu uszkodzi rośliny. Dlatego oprócz chemicznego zwalczania mszyc należy sięgać po odmiany odporne na wirusa TuYV.

Wywiad ukazał się w sierpniowym wydaniu miesięcznika "Farmer"