Bartosz Darosz gospodaruje na 290 hektarach w powiecie świdwińskim. Na glebach klas bonitacyjnych IVa – V uprawia ziemniaki, rzepak, pszenicę, jęczmień browarny i żyto. W swoim gospodarstwie na całym areale prowadzi uprawę bezorkową. Od kilku sezonów stosuje alternatywne źródła składników pokarmowych, ograniczając tym samym zużycie drogich nawozów mineralnych.

Sprawdzona odmiana

Na 90 hektarach plantacji ziemniaków Bartosz Darosz sadzi od lat tylko jedną odmianę – Kuras. Podkreśla, że w tym kierunku produkcji jest to w jego warunkach odmiana idealna i mimo wielu prób przeprowadzonych w ubiegłych latach, lepszej nie znalazł. Kuras charakteryzuje się wysokim plonem bulw, wysoką zawartością skrobi, a przy tym niewielkimi wymaganiami i tolerancją na obniżone dawki nawożenia.

– Kuras to jest specyficzna odmiana, bardzo plenna. W ubiegłych latach zdarzały się plantacje plonujące na poziomie powyżej 50 t/ha. W tym roku jak na razie na najlepszych kawałkach jest 42 t/ha. Kuras jest zasadniczo odporny na suszę, ale wiadomo, jeśli przyjdzie w nieodpowiednim momencie to odbije się na plonie. Dzieje się też tak, że plon przyrasta, ale kosztem zawartości skrobi – mówi Bartosz Darosz.

Po sierpniowych opadach spadła zawartość skrobi, fot. Maciej Sacha
Po sierpniowych opadach spadła zawartość skrobi, fot. Maciej Sacha

Wczesny zbiór

– Początek wegetacji ziemniaków był naprawdę fajny. Na kwitnienie była woda, to jest bardzo ważny czynnik. W czasie kwitnienia i wiązania bulw zapotrzebowanie na wodę jest bardzo duże. W tym roku mamy podczas zbioru dosyć suche warunki, dzięki czemu praca przebiega sprawnie. Wcześniej zaczęliśmy, wiec i wcześniej skończymy. Siewy ozimin po ziemniakach będą w jakimś sensownym terminie, to też jest na plus – wyjaśnia rolnik.

Dodaje również, że w zeszłym roku łęty długo były zielone, a wegetacja skończyła się znacznie później. Warunki w lipcu i sierpniu były wtedy bardziej sprzyjające. Występowały równomierne opady, bez wyraźnego okresu suszy. Zbiór zaczął się przez to stosunkowo późno i zakończył dopiero 15 listopada. Praca była utrudniona ze względu na krótszy dzień, silnie uwilgotnioną glebę i niską temperaturę, dokuczającą osobom pracującym na kombajnie.

Plonowanie w normie

– Tegoroczne plony są w normie. Kopiemy 3,5-4 hektary dziennie. Przewiduję średnią z całego areału 35 t/ha. Skrobia jest na poziomie 18,5 %. Bulwy są dosyć duże, aczkolwiek nie ma ich dużo nawiązane, dlatego plony nie są rekordowe. Skrobia była wysoka już w sierpniu, kiedy były prowadzone pierwsze pomiary. Było w okolicach 23%, ale po deszczach pod koniec sierpnia zawartość skrobi spadła, bo ziemniaki nabrały więcej masy, czyli wody, ale nie poszła za tym sucha masa. Ze względu na suszę na początku sierpnia i okrojone dawki azotu na poziomie 100 kg/ha, wegetacja mocno przyspieszyła. Generalnie nie powinno być źle z opłacalnością uprawy, wyniki finansowe w tym roku będą raczej akceptowalne – mówi Bartosz Darosz.

Podkreśla też, że ziemniak musi na siebie więcej zarabiać niż zboża czy rzepak, ze względu na duże nakłady, więcej przejazdów, bardziej intensywną uprawę. Wysoki jest również koszt transportu sadzeniaków w ilości 3 t/ha, a następnie kilkudziesięciu ton plonu z każdego hektara do oddalonych o aż 150 kilometrów Zakładów Przemysłu Ziemniaczanego w Pile. Zbiór ziemniaka jest bardziej inwazyjny dla gleby niż w przypadku choćby zbóż czy rzepaku. Nie bez znaczenia jest też dopłata skrobiowa, która jak podkreśla rolnik, przesądza o opłacalności produkcji w tym kierunku.

Bartosz Darosz sadzi wyłącznie ziemniaki odmiany Kuras, fot. Maciej Sacha
Bartosz Darosz sadzi wyłącznie ziemniaki odmiany Kuras, fot. Maciej Sacha