Na zdjęciach widać w zielonym łanie zbóż, charakterystyczne żółte place. Są one niesymetryczne. Jak w mediach społecznościowych podaje właściciel gruntów taka sytuacja dotyczy trzech różnych działek oddalonych od siebie o 500 metrów.

Nie wiadomo, kto zrobił te szkody, ale cel na pewno nie jest godny pochwały. Widać, że ktoś chciał zniszczyć przyszły plon i niestety to mu się udało.

Zdaniem rolników

W komentarzach pod zamieszczonymi zdjęciami pojawiły się, różne sugestie, ale większość dotyczyła celowego działania. Kilka przykładów poniżej:
- „Na 100% glifosat”
- „Wygląda że ktoś chciał upozorować ślady po rozsiewaczu”.
- „Opryskiwacz plecakowy”
- „Glifosat i opryskiwacz plecakowy”
- „przecież widać że to ktoś złośliwie zrobił ręcznym opryskiwaczem”
- „Moim zdaniem jest użyczy czyste adblue bo jest tanie i dostępne beż podejrzeń. Ma duże stężenie że wypala wszystko A to jest pryskane ręcznym opryskiwaczem coś jak byś pryskał drzewka".

Co na ten temat uważa naukowiec?

Na gorąco o ocenę poprosiliśmy prof. Pawła Beresia z Instytutu Ochrony Roślin – PIB. Co powiedział na podstawie zdjęć?

- Patrząc na to zdjęcie i przebieg uszkodzeń raczej nie ma tu mowy o przypadku. Choroby i szkodniki, ani problemy z glebą/wodą tak się nie uwidaczniają. Istnieje zatem wysokie prawdopodobieństwo, że mogło tu dojść do użycia bliżej nieokreślonych agrochemikaliów czyli celowy zabieg – wyjaśnił prof. Bereś

Ale zaznaczył od razu, że ten fakt może potwierdzić tylko analiza roślin i gleby na pozostałości.

- Niekoniecznie to glifosat. Wystarczyłby środek chwastobójczy na jednoliścienne, ewentualnie silnie skoncentrowana dawka choćby nawozu azotowego, czy też innej cieczy o parzącym działaniu w dużej koncentracji. Pod wpływem temperatury i słońca, przy małej wilgotności efekty szybko się mogą uwidocznić – dodał naukowiec.

Co Wy o tym myślicie? Czy również mieliście wątpliwą przyjemność mieć takie, albo podobne doświadczenia?