Zarówno naukowcy, jak i praktycy, wciąż poszukują nowych rozwiązań technologicznych, zmierzających do zmniejszenia intensywności uprawy roli i ograniczenia nakładów na produkcję. Nowoczesna technologia ma ułatwiać i przyspieszać pracę, ale jednocześnie w jak najmniejszym stopniu degradować środowisko. W praktyce największe oszczędności niesie redukcja liczby zabiegów, dlatego coraz większą popularność zyskują uproszczenia agrotechniczne.

- Wprowadzanie uproszczeń motywujemy przede wszystkim ułatwieniem i przyspieszeniem prac polowych oraz możliwością obniżenia kosztów produkcji. Ekonomika odgrywa dzisiaj decydującą rolę - stwierdza prof. Marek Marks z UWM w Olsztynie.

Minimalizacji agrotechniki poszukiwano we wszystkich obszarach. - Stało się faktem uproszczenie zmianowania.

Ograniczono liczbę uprawianych gatunków, z pól znikają takie rośliny jak brukiew, burak pastewny - wymienia.

- Stosuje się uproszczenia siewu: agregaty uprawowo-siewne, które za jednym przejazdem wyrównują, spulchniają, zagęszczają glebę, umieszczają nasiona w glebie i je przykrywają. Najbardziej drastycznym uproszczeniem uprawy i siewu jest siew bezpośredni. Za tym idą uproszczenia pielęgnacji. Ze świecą szukać rolnika, który dzisiaj stosuje mechaniczne odchwaszczanie zbóż. Teraz powszechnie stosuje się herbicydy. Ponadto, popularną praktyką jest łączenie zabiegów.

Plantacje są opryskiwane mieszaninami nawozowo-pestycydowymi, najczęściej mocznikiem z herbicydem bądź fungicydem. Uproszczeń i oszczędności należy szukać właśnie w uprawie roli, stosując się do zasady: zabiegów uprawowych tak dużo, jak to konieczne, ale jednocześnie tak mało, jak to możliwe - mówi prelegent.

Dużą oszczędność paliwa można uzyskać dzięki zmniejszeniu głębokości orki. - Spłycenie uprawy płużnej obniża koszty uprawy, a na plonowanie zbóż wielkiego wpływu nie ma. Hodowla roślin zbożowych poszła w kierunku skrócenia słomy, ale nie udało się przełamać korelacji między długością źdźbła a głębokością zalegania systemu korzeniowego. Skrócono źdźbło, ale jednocześnie skróceniu uległ system korzeniowy - tłumaczy prof. Marks.

Coraz większą popularność zyskuje uprawa bezorkowa. - Płytka uprawa, wykonana za pomocą talerzówki, glebogryzarki czy kultywatora, doprawiona innymi narzędziami: bronami i wałami. Jej zalety to oszczędność pracy, płytsze spulchnienie i słabsze napowietrzenie, a więc mniejsza degradacja substancji organicznej. Wadą jest mniej staranne przykrycie resztek pożniwnych - wymienia. - Natomiast uprawa bezorkowa głęboka, z wykorzystaniem głębosza czy grubera, zapewnia głębokie spulchnienie przy minimalnym odwróceniu gleby, napowietrzenie głębszych warstw profilu glebowego, co jest bardzo ważne na glebach zwięzłych, ciężkich. Daje możliwość szybszego odprowadzenia nadmiaru wody do głębszych warstw. Jej wadami są: słabe przykrycie resztek pożniwnych i przyspieszenie mineralizacji substancji organicznej.

A substancja organiczna to serce gleby - podkreśla profesor.

Wśród najważniejszych zalet uprawy bezorkowej, oprócz zmniejszenia nakładów i zużycia paliwa oraz oszczędności czasu, wymienia się polepszenie struktury i porowatości gleby, ograniczenie jej erozji, zatrzymanie nawozów i pestycydów w wierzchniej warstwie i mniejsze zanieczyszczenie powietrza poprzez obniżenie emisji spalin i dwutlenku węgla. - Wadą tego typu uprawy jest to, że dochodzi do kompensacji niektórych gatunków chwastów.

Następuje powolny wzrost zachwaszczenia, zwłaszcza chwastami wieloletnimi.

Po 4-6 latach zaczyna dominować perz i ostrożeń. A nie zawsze Roundup pomoże - zastrzega prof. Marks.

- Do tego dochodzi mniej staranne przykrycie resztek pożniwnych i w efekcie mało estetyczny wygląd pola po uprawie. A to jest bardzo ważny czynnik. Kiedyś jak rolnik bronował, to nie mogło zostać ani jednego źdźbła na powierzchni pola. Dzisiaj mniej zwraca się na to uwagę, ale jeszcze niektórzy chodzą z widłami i te resztki słomy czy obornika zbierają i znoszą, żeby pole ładnie wyglądało - mówi prelegent.

Najsilniej uproszczona technologia uprawy to siew bezpośredni. Wyróżniamy siew w ścierń, czyli po usunięciu plonu ubocznego, w postaci słomy, łodyg i zniszczeniu chwastów desykantami bądź herbicydami. Innym rodzajem siewu bezpośredniego jest siew w mulcz, czyli rozdrobnione resztki pożniwne.

Zalety stosowania tego uproszczenia to ograniczenie bezproduktywnego parowania wody, zapobieganie rozwojowi chwastów i ochrona gleby przed erozją.

- Praktyczne znaczenie siewu bezpośredniego to przede wszystkim przesiewy roślinami jarymi po wypadłych oziminach.

Wówczas pole było doprawione i wynawożone, ale zniknęła zimująca roślina, więc łatwo tam przeprowadzić siew - stwierdza prof. Marks. - Innym przykładem mogą być siewy wiosenne na polach, na których nie wykonano orki przedzimowej. Czasami zdarza się, że zostało ściernisko i po zimie, żeby tego nie przewracać, nie orać - jeśli tylko jest odpowiedni stan pola, możemy sobie pozwolić na siew bezpośredni.

Można też przeprowadzić go w przypadku siewu ozimin po spóźnionych zbiorach przedplonów, bo tu chodzi o czas - dodaje.

Powodzenie siewu bezpośredniego zależy od rodzaju gleby, jej zwięzłości i struktury, a także zawartości substancji organicznej. - Na glebach lekkich powinno być w granicach 1,5-1,8 proc. substancji organicznej, na glebach zwięźlejszych - w granicach 2,5 proc. Bezpośredni siew nie udaje się na glebach zwięzłych, nieprzepuszczalnych, oglejonych, ilastych, ale także na glebach najsłabszych: piaszczystych, niestrukturalnych i wszystkich o zbyt małej zawartości substancji organicznej - wylicza profesor.

Pracownicy Katedry Systemów Rolniczych UWM w Olszynie podjęli się zbadania wpływu uproszczeń agrotechnicznych na plonowanie niektórych gatunków zbóż uprawianych na glebach ciężkich. - W ciągu siedmiu lat pszenica ozima uprawiana w systemie płużnym dawała średni plon powyżej 8 t/ha. W systemie bezorkowym zaobserwowano minimalny spadek plonu, o niecałe 400 kg, podobnie przy siewie bezpośrednim. Natomiast w przypadku jęczmienia jarego przy siewie bezpośrednim odnotowano spadek plonu o 1/3 w stosunku do uprawy płużnej - opisuje prof. Marks. - Po 8 latach doświadczenia, tam, gdzie stosowano siew bezpośredni, zachwaszczenie chwastami wieloletnimi, a zwłaszcza perzem, było już tak duże, że nie można było przeprowadzić siewu - stwierdza.

- W innym, 8-letnim doświadczeniu również na glebach ciężkich, przy orce na głębokość 12-15 cm wystąpił spadek plonu przeciętnie o ok. 6 proc., maksymalnie 13 proc na tle orki głębokiej, 25-centymetrowej. Zastosowanie talerzówki zamiast głębokiej orki owocowało spadkiem plonu średnio o 7 proc., maksymalnie o 20 proc. Przy uprawie maszynami aktywnymi, broną wahadłową i glebogryzarką, de facto nie było spadku plonu. W niektórych latach była zwyżka, w innych zniżka, w obu przypadkach maksymalnie do ok. 8 proc. W przypadku siewu bezpośredniego zaobserwowano spadek plonowania przeciętnie o ok. 10 proc., maksymalnie o 20 proc. w stosunku do uprawy orkowej - relacjonuje prof. Marks.

- Konkluzja doświadczeń jest taka, że to nie uprawa roli wpływa na końcowy efekt produkcji zbóż i przyczyn niskich plonów należy szukać gdzie indziej - wnioskuje.

W opinii profesora Marksa, stosowanie uproszczeń w agrotechnice jest więc możliwe bez istotnej zniżki plonowania, ale zależy od wiedzy i umiejętności rolnika. - Rolnik, który decyduje się na uproszczenia, musi wiedzieć, na czym polegają i czym to grozi - podkreśla.

Jako drugi czynniki wskazuje odpowiednie warunki środowiskowe. - Tam, gdzie gleby są w lepszej kulturze, wyższej klasy, wprowadzanie uproszczeń jest możliwe w większym stopniu niż na glebach uboższych. Ważny jest też gatunek uprawianego zboża. Najbardziej tolerancyjne na uproszczenia jest żyto, potem owies - czyli tak zwane gatunki ekstensywne. One stosunkowo nisko plonują, ale są też mało wrażliwe na czynniki siedliskowe i błędy agrotechniczne.

Natomiast w przypadku bardziej wymagających gatunków, takich jak jęczmień jary czy pszenica ozima, nie ma co szukać uproszczeń, bo będą się odbijać na plonie. Jeśli zastosuje się je raz czy dwa, to nie powinno być większego problemu. Ale przy stosowaniu ciągłym będzie to skutkowało drastycznym spadkiem plonu - podsumowuje.

Wykład na temat możliwości uproszczeń w agrotechnice zbóż przeprowadził prof. dr hab. Marek Marks z Katedry Systemów Rolniczych UWM w Olsztynie podczas konferencji zorganizowanej 22 listopada 2012 r. w Warmińsko- -Mazurskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Olsztynie.