Dyskusja na temat, kiedy siać pszenicę ozimą, wrze od wielu lat. Zwłaszcza po zeszłorocznej jesieni i zimie, które okazały się bardzo ciepłe, ubyło zwolenników siewów wrześniowych. Plantacje założone w tym okresie okazały się bowiem problematyczne, ponieważ warunki pogodowe wyjątkowo sprzyjały rozwojowi chorób, szkodników i prowokowały wiele nasion chwastów do kiełkowania. Rośliny także nadmiernie się rozkrzewiały, co sprawiło wiele trudności w wiosennym prowadzeniu łanu. Takie plantacje zazwyczaj wymagały zwiększonych nakładów finansowych poniesionych na ochronę nie tylko na jesieni, lecz także na wiosnę. Czy jednak świadome opóźnianie terminu siewu to dobra decyzja?

Optymalny – czyli jaki?

Dyskusję należałoby rozpocząć od tego, co tak naprawdę znaczy optymalny termin siewu, gdyż dla każdego regionu znaczy co innego. Teoria mówi jedno, a praktyka – zwłaszcza w kontekście zaskakujących nas coraz częściej warunków pogodowych – drugie. Głównie za sprawą ciepłych jesieni i łagodnych zim w ostatnich latach dobrze prezentowały się pszenice z siewów opóźnionych. Jednak nie należy tego traktować jako schematu powtarzającego się co roku. Przypomnijmy sobie chociażby jesień 2016, która była chłodna oraz deszczowa. Z racji nadmiernych opadów siewy opóźnione były trudne do przeprowadzenia, czasem nawet niemożliwe ze względu na zbyt mocno przesiąknięty wodą profil glebowy.

Opóźniony siew – tylko z konieczności

Tymczasem z wielu opracowań naukowych i badań wynika, że siew optymalny daje największe szanse na wysoki plon. Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim taki termin daje gwarancję, że rośliny się rozkrzewią przed nastaniem zimy (średnio na ten proces wówczas mają ok. 60-70 dni). Z każdym dniem opóźnienia ten okres się skraca, choć dużo jeszcze zależy od przebiegu pogody, jaka ma miejsce po siewie. Jeśli rośliny nie rozkrzewią się przed zimą, powoduje to przeniesienie fazy krzewienia na wiosnę. A niestety krzewienie wiosenne jest mniej produktywne od jesiennego. Pędy wytworzone wiosną są zazwyczaj niższe, kłosy z nich pochodzące są krótsze, mają też mniejszą liczbę kłosków i ziaren. Oczywiście, można tu rzec, że te redukcje da się zniwelować poprzez zwiększenie normy wysiewu i uzyskanie większej obsady kłosów na metr kwadratowy. Jednak więcej roślin i kłosów to większa konkurencja o wodę i składniki pokarmowe, a te czynniki w lata stresowe odgrywają decydującą rolę w kształtowaniu plonu ziarna.

Warto także mieć świadomość, że optymalny termin siewu pszenicy umożliwia także wykształcenie zasobnego w składniki węzła krzewienia, umiejscowionego głęboko, co gwarantuje lepsze przezimowanie roślin, szybszą regenerację na wiosnę i lepszy wigor wiosenny. Podsumowując, jeśli marzymy o rekordowych plonach, to największe szanse daje na to siew pszenicy w terminie optymalnym.

Do kiedy można wysiać pszenicę?

Odpowiedź będzie prosta – do momentu panowania warunków dopuszczalnych do siewu. Standardem stał się już siew pszenicy po późno schodzących przedplonach, takich jak burak cukrowy czy kukurydza na ziarno. Niestety, jednak wraz z postępującą jesienią istnieje coraz większe ryzyko, że ziarno pszenicy trafi do zbyt zimnej gleby lub za sprawą opadów do zbyt wilgotnej i słabo natlenionej. Z powodu obniżającej się temperatury spowalnia się wówczas tempo wschodów i tworzenie kolejnych liści. W przypadku bardzo późnych siewów może okazać się, że wschody dopiero zobaczymy na wiosnę. Dla późnych siewów niebezpieczne są mrozy, które przychodzą w momencie, kiedy ziarno napęcznieje. Może to spowodować trwałe uszkodzenia ziarniaków. Oceniając zatem warunki do siewu, należy nie tylko zwrócić uwagę na stan gleby, lecz także na prognozy pogody na najbliższe tygodnie. Dobrze, jeśli pszenica z opóźnionych siewów przynajmniej wykiełkuje, a jeszcze lepiej, jeśli będzie zimować w fazie szpilki.

Pszenica ozima siana w grudniu?

W przeciętnych latach tak opóźnione siewy są niepolecane, gdyż najczęściej siewu dokonuje się w trudnych warunkach termiczno-wilgotnościowych, które ostatecznie sprzyjają masowemu butwieniu i wymarzaniu pęczniejącego i kiełkującego ziarna. W tym roku jednak takie ryzyko się opłacało, bo roślinom z takich siewów jeszcze w styczniu udało się wykiełkować. Alternatywą dla takich siewów jest późnojesienny, a w dobrych warunkach także zimowy siew przewódek, czyli wybranych odmian jarych. W obu przypadkach rośliny z takich siewów lepiej wykorzystują wodę pozimową i wytwarzają bardziej rozbudowany system korzeniowy, który sprawia, że finalnie rośliny lepiej radzą sobie w obliczu suszy wiosennej. Oczywiście w przeciętne lata nikt nie da gwarancji o powodzeniu takich upraw. Ale jak to się mówi, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.