Jak informowaliśmy jako pierwsi na farmer.pl, Rafał Mładanowicz - rolnik i znany działacz rolniczy, z początkiem czerwca został mianowany koordynatorem ds. logistyki przewozu zboża z ogarniętej wojną Ukrainy. Zadanie przed nim postawione jest bardzo trudne, bo i sytuacja jest bardzo skomplikowana, wpływająca bezpośrednio na naszych polskich rolników i ceny. Przedstawiamy pierwszy artykuł z cyklu, które będą się sukcesywnie pojawiać na farmer.pl.

W tej pierwszej odsłonie skupimy się na tym, aby zrozumieć w jaki sposób „zbudowane” jest ukraińskie rolnictwo. W kolejnych nie zabraknie trudnych pytań, też tych, co pełnomocnik robi, aby usprawnić tranzyt ziarna i nie dopuścić do obniżenia cen kosztem naszych rolników. Zapraszamy do śledzenia nas na farmer.pl.

Wywiad z Rafałem Mładanowiczem, pełnomocnikiem ds. rozwoju współpracy z Ukrainą

Farmer: Atak Rosji na Ukrainę rozpoczął się 24 lutego, ale sytuacja związana bezpośrednio z rolnictwem i rolą Polski, mimo iż była sygnalizowana wcześniej, uwidoczniła się dopiero na początku czerwca. Co w Pana opinii na to miało bezpośredni wpływ, czy zniesienie barier celnych?

Rafał Mładanowicz: Tak, mimo iż wojna trwa od 24 lutego, to kwestie związane z rolnictwem i handlem artykułami rolno-spożywczymi pojawiły się po ogłoszeniu przez Unię Europejską zniesienia barier handlowych. Zadziało się to w ramach pomocy humanitarnej i walki z głodem, bo tak to oficjalnie zostało nazwane. Ale przerodziło w destabilizację naszego rynku, nie tylko tego zbożowego, ale też i dotyczącego np. drobiu, którego Ukraina jest znaczącym producentem.

Farmer: Ale przecież mimo iż od 4 czerwca obowiązują przepisy, na mocy których UE zgodziła się na roczną liberalizację taryfową w kontaktach handlowych z Ukrainą, to na przykład kukurydza nie była objęta cłami, a tego ziarna trafiło do nas najwięcej?

Rafał Mładanowicz: Tak, ale wiele podmiotów nie do końca wiedziało jakie są instrumenty tym rządzące, jak działa w czasie wojny tranzyt i handel międzynarodowy. W momencie, kiedy ta informacja została oficjalnie przekazana, automatycznie zwiększyło się zainteresowanie sprzedażą ziarna, zarówno przedsiębiorstw, jak i pośredników. Poza tym zmieniła się też perspektywa dotycząca możliwości wywozu ukraińskiego zboża poprzez porty, które były naturalnym i przecież głównym, środkiem ich eksportu i wywozu do krajów trzecich. Niestety w międzyczasie okazało się, że został zniszczony port morski w Mikołajewie – drugi po Odessie, co do obsługi ziarna zbóż, ale też i silosy, dlatego był też większy nacisk na transport surowców drogą lądową. Aby zrozumieć skalę i chęć transportu tego zboża z Ukrainy, warto poznać strukturę rolną tego kraju.

Farmer: Pan poznał. Ukraina kojarzona jest przede wszystkim ze świetnymi ziemiami, które nie wymagają dużych nakładów, a mogą dawać rewelacyjne plony. Tylko, kto te ziemie trzyma w swoich rękach, które atakuje teraz Rosja?

Rafał Mładanowicz: W tym tygodniu odbyłem wielogodzinne spotkania z przedstawicielami ukraińskich rolników. Nie agroholdingów, czyli koncernów międzynarodowych, działających w Ukrainie, bo to jest tutaj bardzo istotne. Spotkałem się m.in. z prof. Oleną Borodiną - kierownik Zakładu Ekonomii i Polityki Agrarnych Transformacji, Instytut Ekonomii i Prognozowania Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, członek korespondencyjny Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Z Viktorem Honcharenko, prezesem organizacji pozarządowej "Stowarzyszenie farmerów i właścicieli ziemskich", ale też prezesem gospodarstwa farmerskiego "Julia", z Viktorem Sheremeta, pierwszym wiceprezesem organizacji pozarządowej "Stowarzyszenie farmerów i właścicieli ziemskich", prezes gospodarstwa farmerskiego "Herkules". Przekazali oni naszej, polskiej stronie wiele ciekawych i kluczowych informacji, które chcemy udostępnić dalej, bo też i sami ukraińscy rolnicy, chcą aby zostało to zauważone i podkreślone.

Jak podano nam podczas tych spotkań, w Ukrainie funkcjonują 93 agroholdingi, które według oficjalnych informacji z ichniejszego ministerstwa rolnictwa, posiadają ok. 32 proc. wszystkich gruntów rolnych Ukrainy. Ale według nieoficjalnych danych przekazanych przez prof. Borodinę jest to aż 47 proc. gruntów rolnych. Istnieje tam dużo nieścisłości dotyczących obrotu ziemią, bo np. olbrzymia część gruntów jest dzierżawiona bezumownie. Oficjalnie największe gospodarstwo w Ukrainie, według danych rządowych, liczy sobie ok. 600 tys. ha, a według nieoficjalnych ponad 800 tys. ha.

Przedstawiam też dane udostępnione nam przez stronę ukraińską, dotyczące struktury rolnej w Ukrainie. Ciekawostką jest to, jakie kraje są właścicielami tych ziem. Poza tym, mnie osobiście zaskoczyło też, że w Ukrainie w latach 2020-2021 nie było ministerstwa rolnictwa. Pytanie dlaczego?

Slajd udostępniony przez naszego Rozmówcę
Slajd udostępniony przez naszego Rozmówcę

Jak się dowiedzieliśmy dalej, w ostatnim dziesięcioleciu agroholdingi wykorzystywały 85 proc. całego budżetu kraju przeznaczonego na rolnictwo. Czyli środki te nie trafiały do rolników, tylko do dużych firm. Przedstawiciele farmerów wprost mówili nam, że to co dzieje się na Ukrainie, to jest niszczenie gospodarstw rodzinnych, rolników indywidualnych. Oni teraz muszą ustalać ceny z wielkimi firmami, bo to one kontrolują kolej i eksport, ceny surowców. W sumie nie ma tam mowy o żadnej cenie, bo już się mówi o tym, że dostaną oni pięciokrotnie mniej niż ta kwota, którą agroholding otrzymują w Europie. Przemysł spożywczy na Ukrainie padł, oni nie są w stanie nic przetworzyć, bo nie mają infrastruktury. Już dzisiaj wiemy, że z tego tytułu będzie problem z rzepakiem, ale o tym powiem w kolejnej rozmowie.

Slajd udostępniony przez naszego Rozmówcę
Slajd udostępniony przez naszego Rozmówcę

Farmer: Dobrze, rozumiem, że sytuacja nie jest prosta. Ale my w Polsce powinniśmy dbać o naszych rolników, aby ich zabezpieczyć przed znaczną obniżką cen w wyniku nadpodaży surowców rolnych w sytuacji, kiedy mamy wysokie koszty – czyli drogie środki produkcji i najpewniej wysokie ceny na światowych giełdach.

Rafała Mładanowicz: Wiele działań, które prowadzę w tej kwestii, nie mogą być jeszcze oficjalnie udostępnione, ale zrobię to w odpowiednim momencie. Wiemy, że czas gra na naszą niekorzyść, ale jesteśmy w strukturach Unii Europejskiej i musimy w niej działać, a decyzje nie są podejmowana z dnia na dzień.

Slajd udostępniony przez naszego Rozmówcę
Slajd udostępniony przez naszego Rozmówcę

Farmer: Ale zalewają nas informacje odnośnie sprzedaży ziarna ukraińskiego. Czy to ziarno należy wyłącznie do agroholdingów?

Rafał Mładanowicz: Pewnie są to również przedstawiciele indywidualnych rolników. Dzisiaj każdy ma dostęp do Internetu, ale raczej są one marginalne. Rolnicy na Ukrainie, jako osoby fizyczne, nie mają dostępu do kolei. Nie mogą przeładować zboża. To jest bardzo teraz utrudnione. A statystyki dotyczące transportu samochodowego są niższe niż te kolejowego.

Zdjęcie z jednego ze spotkań z rolnikami
Zdjęcie z jednego ze spotkań z rolnikami

Farmer: Dlaczego zatem to nie jest tranzyt, tylko realny import?

Rafał Mładanowicz: Wiąże się to ze zbyt dużymi kosztami transportu. Firmy wolą ten towar sukcesywnie przesuwać ze wschodu, na zachód Europy lub do portów, bo to kosztuje.

Farmer: Czy nie możemy tego jako Polska zablokować. Przecież mimo iż UE wprowadziła roczną liberalizację taryfową w kontaktach handlowych z Ukrainą to jest tam też zapisane, że w przypadku gdy produkt pochodzący z Ukrainy jest przywożony na warunkach, które powodują poważne trudności lub stwarzają zagrożenie wystąpienia poważnych trudności dla unijnych producentów produktów podobnych lub bezpośrednio konkurencyjnych, na taki produkt w dowolnym momencie mogą zostać ponownie nałożone cła?

Rafał Mładanowicz: Owszem, ale trzeba to udowodnić i te dane prof. Borodiny są jednym z takich dowodów. Zresztą na początku tego tygodnia odbyła się wizyta europarlamentarzystów na naszych granicach z Ukrainą, którzy zauważyli, że jest problem z nazywaniem transportu z Ukrainy jako tranzyt. Mam nadzieję, że to coś zmieni w podejściu. My się o to staramy.

Muszę przyznać, że to był mój pierwszy pomysł, gdy tylko objąłem to stanowisko. Bo z mojej logicznym był fakt, aby towar, który wjeżdża do Unii dostał pieczątkę, plombę i trafiał w miejsce docelowego rozładunku, znikając tym samym rejestru tranzytowego. Okazało się, że niestety przepisy są bardziej skomplikowane.

Farmer: Dziękuję za rozmowę i czekam na kolejną w przyszłym tygodniu.