Marcin Gryn jest tegorocznym finalistą Olimpiady Młodych Producentów Rolnych na szczeblu wojewódzkim, studiuje rolnictwo i prowadzi z rodzicami gospodarstwo na Zamojszczyźnie, głównie w technologii bezorkowej. Redakcja Farmera rozmawiała z Marcinem podczas Targów Agrotech o aktualnej sytuacji w jego regionie

Trudny początek sezonu

- Sezon na Zamojszczyźnie, jak i w całym kraju, rozpoczął się dość niepewnie - sama sytuacja ekonomiczna pokazała, że będzie to sezon trudny - zaczął Marcin Gryn. - Mówię o tym, co dzieje się za wschodnią granicą, gdyż oddziałuje to na wysokie ceny nawozów, wysokie ceny paliw i problem z ich dostępnością. Trudno przez to zaplanować koszty i wydatki na nadchodzący rok - tłumaczy Gryn.

Jak mówi Marcin, stan zasiewów również nie napawa optymizmem, bowiem na Zamojszczyźnie od dawna nie spadła nawet kropla wody. - W polu nie jest dużo lepiej. Rolnik zawsze narzeka na pogodę - raz jest za sucho, a raz za mokro - śmieje się Marcin. - W moim regionie nie odnotowaliśmy żadnych opadów deszczu od 20 lutego, a prognozy na następne dni również takowych nie zapowiadają, co nie wróży dobrze, bo gleba już jest wysuszona - wyjaśnia. - Co więcej, gleba jest także zmarznięta, ponieważ mamy ostre przymrozki. Powoduje to problemy z wejściem z wiosenną uprawą i wysiewem roślin jarych. Z kolei opóźniony siew zbóż jarych zwiększy ich narażenie na suszę i jest to dość znaczący problem, z którym aktualnie rolnicy się zmagają - dodaje Marcin Gryn.

Spytaliśmy Marcina także o kondycję zbóż ozimych - jak przezimowały i czy podane nawozy działają? - Jesienna wegetacja nie pozwalała na optymalne rozkrzewienie zbóż. Aktualnie mamy wahania temperatury od 8 st. C w dzień do -10 st. C w nocy. Ta pełzająca wegetacja nie pozwala na pełne wykorzystanie azotu wysianego na początku marca, który miał zboża jeszcze dokrzewić, i dochodzi do strat tego azotu.

Szukasz nawozu? Sprawdź oferty w portalu Giełda Rolna! 

Duża amplituda dobowa temperatur nie pozostaje obojętna dla ozimin, które wykazują objawy niedoborów makroskładników. - Co więcej widać, że roślinom doskwiera deficyt fosforu. Nie jest to jednak niedobór glebowy, a spowodowany szalonym wahaniem temperatur w ciągu doby, bo, jak wiadomo, fosfor w niskich temperaturach w glebie jest nieaktywny, i rośliny nie są w stanie go pobrać - tłumaczy Marcin.

Pchełka zdziesiątkowała plantacje rzepaku

W wielu regionach w kraju, żeby posiać rzepak ozimy w terminie, trzeba było przerwać żniwa, które ze względu na ciągłe opady deszczu, były w zeszłym roku wyjątkowo długie. Nie inaczej było również w okolicach Zamościa na Lubelszczyźnie.

- Są takie pola rzepaku, na których roślin nie ma wcale. Jest to konsekwencją późnych siewów, często wykonywanych w trudnych warunkach, co było spowodowane m.in. ,,szarpanymi" żniwami. W sierpniu niemal cały czas padało, i o ile na te lżejsze pola dało się wjechać, o tyle na glebach ciężkich, jakimi są nasze rędziny, nie dało się nic zrobić i ten siew musiał zostać odłożony do pierwszego, a nawet drugiego tygodnia września - mówi z przejęciem Marcin Gryn. - Te rzepaki o wiele wolniej wschodziły, miały słabszy wigor, a po drugie, były bardziej narażone na uszkodzenia spowodowane przez szkodniki. Się we znaki dała pchełka rzepakowa, która z małymi roślinami poradziła sobie w 2-3 dni i te rośliny wypadły. Atak pchełki był na tyle dynamiczny, że często nie było czasu na wykonanie zabiegu, bo tego rzepaku już często nie było. W związku z tym należy się spodziewać, że wiele plantacji trzeba będzie przesiać roślinami jarymi - wyjaśnia.

- Jest to sezon na pewno trudny, ponieważ nie ma stabilności. Myślę, że trzeba się zawsze szykować na gorsze. Trzeba dywersyfikować zakupy i sprzedaż, bo stawiając wszystko na jedną kartę można wiele stracić - podsumowuje Marcin.