W zależności od regionu i wczesności odmiany pszenica ozima jest w różnej fazie rozwojowej. Większość jednak plantacji osiągnęła fazę kłoszenia. W tym okresie można jeszcze decydować się na zabieg dokarmiania mocznikiem. Taki zabieg ma swoje wady i zalety. W obecnych warunkach pogodowych należy jednak z jego stosowaniem bardzo uważać. Wysokie temperatury oraz niska wilgotność powietrza mogą sprzyjać powstawaniu poparzeń roślin. Może to się zakończyć uszkodzeniem liści, w tym najważniejszego liścia flagowego.

Na zabieg można decydować się podczas małego nasłonecznienia, niższych temperatur i w miarę dobrej wilgotności gleby. Jeśli już to najlepiej by to był oprysk drobnokroplisty.
Bezwzględnie także należy przestrzegać terminu aplikacji oraz dopuszczalnego stężenia roztworu.

W fazie kłoszenia można zastosować roztwór mocznika w stężeniu maksymalnie 5 proc. (5kg nawozu na 100 l wody). Czyli w 300 litrach należy rozpuścić 15 kg mocznika. Teoretycznie można taką aplikację połączyć jeszcze z dokarmianiem siarczanem magnezu (również maksymalnie 5 proc.). Siarczan magnezu łagodzi bowiem parzące właściwości mocznika. Termin takiego zabiegu powinien być wykonany najlepiej na początku fazy kłoszenia.

Należy pamiętać, że NIE wolno wykonywać zabiegów dokarmiania w fazie kwitnienia zbóż!

Niektórzy są zdania, że można jeszcze podać mocznik dolistnie po kwitnieniu, w fazie dojrzałości mlecznej. Wówczas stężenie roztworu mocznika nie może przekraczać 4 proc. Tu jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że taki azot nie zostanie na czas odpowiednio zagospodarowany w roślinie i może niepotrzebnie przedłużać wegetację, w tym zwiększać czas infekcji fuzariozą kłosów. W związku z tym słuszność wykonania takiego zabiegu przez wielu rolników jest podważana.