Przez wiele miesięcy próżno wyczekiwaliśmy deszczów. Cieszyliśmy się z każdego milimetra opadów zanotowanego w deszczomierzu. Kiedy się passa odwróciła, przyszły ze zdwojoną siłą, dokonując kolejnych strat na polach.

W kontekście zbóż i rzepaku przyszły one w najgorszym dla nich momencie, a więc tuż przed zbiorami. Obecna woda w żaden sposób nie naprawi skutków suszy notowanych w tych uprawach. Wręcz przeciwnie są poważnym dla nich zagrożeniem. Suche nasiona zaczęły porastać, a na roślinach rozwijają się choroby grzybowe. Jakość ziarna z pewnością leci na łeb na szyję.

To nie jedyne problemy. W niektórych regionach (np. północna część woj. łódzkiego) od kilku dni codziennie spada nawet więcej jak 40 litrów wody na m2. Deszcze są nawalne i długotrwałe. Dokonują szkód w uprawach. W tym regionie, jak i na Kujawach czy Mazowszu po czerwcowych wiatrach część zbóż powylegała, teraz kłosy w tych fragmentach często są pod wodą. Ziarno jest przemoknięte, mocno nasączone wodą.

Tam gdzie nie udało się sprzątnąć rzepaku, z każdym dniem coraz więcej łuszczyn się osypuje. Do nakłutych przez chowacza podobnika łuszczyn dociera wilgoć, nasiona zaczynają porastać, oraz są atakowane przez grzyby.

Niestety prognozy choć dają nadzieję, nie są w pełni optymistyczne. Choć pogoda ma się w przyszłym tygodniu poprawić, synoptycy nie dają na to gwarancji. Opady mają nadal występować, ale raczej będą miały charakter lokalny i punktowy. Miejmy nadzieje, że pogoda się poprawi, a żniwa będą kontynuowane.