Zbiory zbóż i rzepaku w Ukrainie już się rozpoczęły. U nas koszony jest jęczmień, ale też i miejscami rzepak. Sprawdzamy jak aktualnie wygląda sytuacja kontroli spływających do nas płodów rolnych z Ukrainy, i czy w ogóle ona ma miejsce. Ponownie rozmawiamy o tym, tylko na farmer.pl, z Rafałem Mładanowiczem, pełnomocnikiem ministra rolnictwa ds. rozwoju współpracy z Ukrainą.

Poniżej polecamy Państwa uwadze, dwa poprzednie artykuły, traktujące o strukturze ukraińskiego rolnictwa, ale też i dotyczące danych wielkości tranzytu zboża przez Polskę.

Farmer: Na wstępie chcę nawiązać do poprzedniego artykułu, w którym to zapowiadał Pan wyrywkowe sprawdzanie deklaracji importu z Ukrainy od lipca. Czy to się dzieje?

Rafał Mładanowicz: Tak jak powiedziałem, kontrola jest realizowana przez funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej. System funkcjonuje. Jego wyniki poznany dopiero w połowie sierpnia. Na razie jest na to za wcześnie. Ale okazuje się, że formalnie została ona ograniczona, ponieważ w Unii Europejskiej nie ma obowiązku deklarowania wagi.

Farmer: Co to oznacza? Jak zatem kontrolować te wielkości?

Rafał Mładanowicz: Z przepisów UE, wynika, że wystarczy tylko zadeklarować zdarzenie tranzytu, ale nie ma obowiązku podawania czy dotyczy on jednej ciężarówki czyli ok. 24 t ładunku, czy np. wahadła kolejowego o pojemności ok. 2300 t. Komisja Europejska zamierza zmiany w tym względzie wprowadzić w styczniu 2023 r. Do tego czasu na razie będą to deklaracje.

Statystyka jednak pokazała, że tranzyt stanowił do 4 czerwca, czyli czasu zniesienia ceł, ok. 10 proc. wielkości. Od tego czasu faktycznie nie można transportu zbóż z Ukrainy nazwać tranzytem.

Farmer: Czyli to co do nas spływa to jest oficjalnie import?

Rafał Mładanowicz: Od 4 czerwca do końca czerwca przeważał import bezpośredni. Dlatego mamy na rynku tak dużo kukurydzy, chociaż trzeba powiedzieć, że w porównaniu z miesiącami wcześniejszymi, przyjeżdża jej mniej. Przybyło na pewno pszenicy.

Podczas ostatniej rozmowy mówiłem, że od 24 lutego, czyli wybuchu wojny, do 6 czerwca trafiło do nas z Ukrainy 528 t pszenicy. Teraz okazuje się, że po zniesieniu cła, w samym tylko czerwcu te ilości zwiększyły się do ponad 10 tys. t. Skala importu kukurydzy w czerwcu w porównaniu z majem spadła.

Farmer: Dlaczego?

Rafał Mładanowicz: Ukraińcy nie są zainteresowani sprzedażą. Tzn. rolnicy ukraińscy chcą sprzedać, ale nie chcą tego robić agroholdingi. Możliwość korzystania z ukraińskich kolei pod kątem importu zbóż jest bardzo ograniczona, dlatego że zdecydowana większość to nie są płody rolne, ale np. rudy stali. A import kukurydzy został zmonopolizowany i bardzo trudno się przebić tym wcześniej wspomnianym rolnikom np. ze „Stowarzyszenia farmerów i właścicieli ziemskich". Wręcz wstrzymywane, blokowane przez ukraińską kolej, są partie zakontraktowane przez te mniejsze podmioty, które prowadzą typowy tranzyt do portów, a działają te, które zostawiają zboże w naszym kraju.

Farmer: To zaburza całą wizję transportu tego ziarna z Ukrainy. Chciałabym, żeby Pan się odniósł do pytania Radosława Iwańskiego, redaktora naczelnego magazynu Farmer, który w jednym ze swoich ostatnich komentarzy, odnośnie danych przedstawionych przez Pana o kontroli importu przez KAS., zapytał wprost: czy te dane są weryfikowane krzyżowo, tzn. z danymi pochodzącymi z punktu deklaracji jego dostawy?

Rafał Mładanowicz: Tak jak mówiłem system działa. Ale w tym tygodniu jadę na Ukrainę i chcę sprawdzić, jak to funkcjonuje, od środka, w praktyce. Więcej szczegółów będę mógł przekazać później.

Farmer: Kolejną kwestą o której poprzednio rozmawialiśmy były zbiory rzepaku, które na Ukrainie się już rozpoczęły? Czy tutaj może powtórzyć się opcja kukurydziana i zaleje nas ten surowiec tak jak było to prognozowane?

Rafał Mładanowicz: Jak mówiłem, o ten rynek bałem się najbardziej, ale okazuje się, że zaczyna się robić coraz większe „ssanie” na rzepak. Bardzo dużo nasion chcą kupić Niemcy, pod biopaliwa. Boją się oni ograniczeń w dostawie ropy naftowej i w ten sposób chcą się zabezpieczyć. Dlatego czynnik ten może sprawić, że będzie popyt na nasiona na naszym europejskim rynku i cena nie powinna gwałtownie spaść.

Farmer: Chciałabym też potwierdzić, bądź zdementować, informacje, które pojawiły się niedawno, że Polska planuję budowę terminala zbożowego na 100 tys. t?

Rafał Mładanowicz: Mogę to potwierdzić. Magazyn płaski jest już zbudowany, ale samo zarządzanie zostanie przekazane pod naszą pieczę, czyli Krajowej Grupie Spożywczej, w najbliższym czasie. Jeszcze podczas tegorocznych żniw. Więcej informacji pojawi się wkrótce.

Farmer: Jest Pan bardzo tajemniczy, a czas leci.

Rafał Mładanowicz: Cały czas pracujemy, a tego typu sprawy nie dzieją się za pstryknięciem palców. Musimy trochę poczekać. To nie znaczy, że nic nie robimy jako międzyresortowy zespół ds. transportu zbóż z Ukrainy.

Farmer: Ale w czym ten magazyn nam pomoże?

Rafał Mładanowicz: W pierwszym etapie, czyli w tych najbliższych miesiącach, będzie buforem, hubem, który będzie przyjmował transporty zbóż pod kątem dalszego eksportu. Aby ziarno ukraińskie „nie zalało” naszego rynku. Docelowo zamiast setek ciężarówek, tzw. magazynów na kołach, będzie służył zbieraniu dużej partii ziarna, także polskiego, celem jego wyeksportowania.

Farmer: To teraz na koniec chcę poruszyć kontrowersyjną kwestię. W ten weekend, w sobotę w Myśliwcu, - woj. kujawsko-pomorskie premier Mateusz Morawiecki, powiedział słowa, które bardzo zbulwersowały rolników. Stwierdził on, że tu cytuję za PAP „.. zboże, które wjeżdża do Polski z Ukrainy będzie sprzedawane w Afryce i na Bliskim Wschodzie; my mamy w Polsce polską żywność, polskie zboże; będziemy zabezpieczać polską wieś i polskiego rolnika”. Przecież rolnicy widzą, że tak nie jest.

Rafał Mładanowicz: Premier powiedział to co powinno być, natomiast dzisiaj tego nie ma. Przedłożyliśmy jednak propozycję, również na poziomie Unii Europejskiej, o tym że gwałtowny bilans zbóż pogorszyło otwarcie rynku, czyli zniesienie ceł. Chcemy doprowadzić do tego, żeby w dokumencie tym nastąpiły zmiany. Trwają szerokie prace nad raportem o rzeczywistych skutkach wprowadzenia liberalizacji handlu UE z Ukrainą, które mogą być swoistym dowodem na wprowadzenie pewnych ograniczeń.

Farmer: Dziękuję za rozmowę i czekam na kolejne informacje.