Jednym ze znanych haseł dotyczących giełdowego parkietu jest wypowiedź Nathana Rothschilda – londyńskiego finansisty żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku i jednego z twórców potęgi banku Rothschildów, który powiedział „kupuj, gdy leje się krew". Niestety teraz ta rzeź dzieje się na naszych oczach, tuż za naszą granicą i ma wpływ na rynki, zwłaszcza te rolne. Nie da się ukryć, że spekulanci również przykładają się do podwyżek i kiedy chcą „grają” na zwyżki, ale też i na spadki cen.

Ceny zmieniają się bardzo dynamicznie

Jeszcze w styczniu tego roku, przed wybuchem wojny, ale w obliczu jej wystąpienia, pisaliśmy na farmer.pl, że impulsem do powrotu kapitału spekulacyjnego na rynki zbożowe było rosnące napięcie wokół Ukrainy. Zanim siły Putina przekroczyły granicę naszego wschodniego sąsiada, strach i spekulacje pchnęły ceny surowców rolnych w górę.

Widać to obserwując giełdy towarowe. Brak ukraińskiego zboża na światowych rynkach powoduje wzrost cen żywności na całym świecie i wzrost cen surowców rolnych. Na przykład kilka dni temu kukurydza kosztowała w Chicago najwięcej od 10 lat, bo 320,16 USD/t, a w ujęciu rok do roku jej cena wzrosła o blisko 38 proc. Osiągnęła najwyższą wartość od sierpnia 2012 r. Przypominamy, że pszenica na Matif w pierwszej dekadzie marca kosztowała aż 422,50 euro/t (2098 zł/t) i była najdroższa w historii notowań. Rzepak niedawno przekroczył w Paryżu barierę 1000 euro/t. To była reakcja rynku na nasilenie walk we wschodniej Ukrainie i wizja kontynuowania wojny, a także obawy niskich zbiorów i mniejsze możliwości eksportu surowców rolnych.

Czy grozi głód i emigracja z krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu?

Obawy są uzasadnione, bo mamy obecnie realne zagrożenia zakłócenia w handlu energią, nawozami i właśnie zbożami. Skutki mogą trwać latami, a może nawet dziesięcioleciami. Bo Rosjanie celują również w obiekty infrastruktury rolniczej. Rozkładają miny na polach, niszczą maszyny rolnicze i całe gospodarstwa rolne. Atakują silosy wypełnione zbożem, wstrzymane są dostawy ziarna drogą morską.

Zasiewy wiosenne będą też dużo niższe niż w latach poprzednich, a jakość i możliwość zbioru zarówno ozimin, jak i upraw jarych może być bardzo ograniczona i jest ona niepewna. Ukraiński Związek Zbożowy (UGA) informował niedawno, że zbiory pszenicy spadną do 18,2 mln ton z ubiegłorocznego rekordu 33 mln t.

Rosja ewidentnie „gra” na kryzys żywnościowy, a ten najbardziej może uderzyć w kraje Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Wojna w Ukrainie może doprowadzić do głodu i niepokojów w tych regionach świata, które są wręcz uzależnione od ukraińskiego, ale też i rosyjskiego zboża. Szczególnie zagrożony jest Egipt, który jest największym światowym importerem zbóż. Z Rosji i Ukrainy importuje 86 proc. całej pszenicy oraz 26 proc. kukurydzy. W dalszej kolejności są to Stany Zjednoczone i Kanada. Dlatego kraj ten liczący sobie ponad 100 mln mieszkańców szuka alternatywnych rozwiązań i pozyskiwania nowych źródeł importu surowców rolnych. 15 kwietnia Egipt zatwierdził Indie jako dostawcę, który ma wypełnić lukę w krajowych zapasach z powodu wojny. Minister handlu Indii mówił wówczas, że rząd jest przekonany, iż eksport pszenicy z Indii może przekroczyć 10, a nawet 15 mln t. Pytanie jednak czy to będzie możliwe, bo okazuje się, że pogoda w tej części świata również nie sprzyja uprawie tego gatunku.

W marcu wystąpiła tam ogromna fala upałów, która przyczynić się może do obniżenia zbiorów pszenicy, a także do pogorszenia jakości ziarna. Szacuje się, że mogą one być niższe nawet o 20-30 proc. z hektara. W lutym rząd tego kraju prognozował, że produkcja pszenicy wyniesie rekordowe 111,32 mln t, wobec 109,59 mln ton rok wcześniej. Jakie one będą finalnie? Czas pokaże. Poza tym drogi może być też sam transport tego ziarna. A i sama logistyka, jak widać poniżej jest bardzo specyficzna.

Obawy o plony występują też w innych częściach. Nawet we wcześniej wspomnianych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, bo tam również było bardzo sucho i pszenica jest w słabej kondycji, a niedawno odnotowano tam intensywne mróz w pierwszych tygodniach kwietnia i ekstremalne warunki pogodowe.

Sprawdź ceny surowców rolnych na Giełdzie Rolnej.

Zagrożone są też takie kraje, jak Algieria, Libia, Tunezja, Jemen, ale też i Liban. Ten ostatni po wybuchu infrastruktury portowej w roku 2020 nie dysponuje bazą magazynową, tak aby przechować ziarno na dłużej. Zwykle na bieżąco uzupełniał swoje zapasy. A trzeba podkreślić, że aż 80 proc. zapotrzebowania na pszenicę tego kraju pochodziło z Ukrainy.

Czy Polska może pomóc Ukrainie w transporcie zboża?

Na pewno na nasz kraj są wywierane naciski z tego tytułu i już wiadomo, że powstanie przy granicy z Ukrainą tzw. suchy port kontenerowy, który pozwoli przeładować i usprawnić infrastrukturę przewozu. Polska ma być krajem tranzytowym, która koleją przewiezie kontenerami do naszych portów morskich pszenicę czy kukurydzę z Ukrainy. Zakontraktowane zboże dalej ma trafić do właśnie krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Pytanie jakie ilości możemy w ten sposób przewieść i czy zarówno nasza kolej, ale i porty, będą gotowe na takie obciążenie. Bo z komunikatów strony ukraińskiej wynika, że możliwość wywozu koleją to około 600 tys. t miesięcznie. Ale to tylko niewielka część transportu morskiego, nieco powyżej 10 proc.

Pytanie też czy takie jedno miejsce przeładunkowe wystarczy, czy nie powinno być ich więcej, również w innych krajach sąsiadujących z Ukrainą pogrążoną w wojnie. Jedno jest pewne, nie możemy dopuścić do tego, aby w krajach tych ponownie doszło do tzw. arabskiej wiosny, której następstwem były konflikty i napływ migrantów. To jeszcze bardziej zakłóciłoby spokój Europy i Europejczyków, jak również wpłynęłoby na nasze bezpieczeństwo. Ale czy budowa taka nie zagrozi naszemu rynkowi i nie wpłynie teraz i w przyszłości na obniżenie cen rodzimych płodów rolnych? Czy działania te wystarczą, aby wykarmić głodny świat?