Na Ukrainie utknęło ok. 20 mln t zboża, która w zamyśle miała zostać wytransferowana do krajów położonych na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej. Wojna te plany pokrzyżowała. Zablokowane są porty morskie, przez które przede wszystkim odbywał się eksport ziarna. Aby nie doszło do zamieszek i problemów głodu w tych częściach świata istnieje potrzeba, aby pomóc drogą lądową, przetransferować to ziarno. Nie jest to proste zadanie, bo infrastruktura siłą rzeczy nie była też przygotowana na takie ilości. Wąskim gardłem jest nie tylko granica, ale też i porty. Ważna jest współpraca i działania, które nie doprowadzą do załamania naszego rynku, bo pomagając Ukrainie, musimy zrobić wiele, aby na tym samemu nie stracić. Jak to zrobić?

Problem z tranzytem zboża przez Polskę

- Rzeczywiście jest ryzyko takie i mamy tego świadomość, że pozostawienie tego zboża w Polsce, spowoduje, że nasz surowiec, czy produkcja naszego surowca, przestanie być opłacalna dla rolników. Bo po prostu spadną ceny – mówiła nam Monika Piątkowska. Dlatego tak ważne jest, aby ukraińskie zboże było transferowane przez Polskę i jechało dalej do krajów docelowych.

- Ukraina 90 proc. zboża eksportowała drogą morską. Dzisiaj te porty są zablokowane. Jest zniszczona infrastruktura, są niszczone tabory, jest kradzione zboże. Infrastruktura lądowa jest kompletnie nie przygotowana do takiego wyzwania – przypomniała prezes Izby.

Polska też nie była gotowa na takie obciążenie. – Sektor handlowy, zbożowy, jest absolutnie zdeterminowany i przygotowany do tego, aby nie tylko podjąć dialog z rządem, ale również realizować konkretne projekty (…). Padły takie słowa, że część infrastruktury tymczasowej, którą trzeba by było postawić bylibyśmy w stanie sfinansować – podkreślała Piątkowska.

Kto pomaga Polsce w transporcie zboża z Ukrainy?

Zapytaliśmy czy Polska nie została pozostawiona sama sobie? – Mam tutaj duży niedosyt. Rzeczywiście Komisja Europejska zdefiniowała bardzo ambitne, żeby nie powiedzieć na dzisiaj nierealizowalne zadanie (…). Zaadresowała do nas to wyzwanie (..), ale z przykrością muszę stwierdzić, że za tym zdefiniowaniem problemu, który doskonale znamy, nie poszły kolejne kroki – odpowiedziała Monika Piątkowska.

Te działania po pierwsze są bardzo kosztowne, a po drugie obarczone ogromnym ryzykiem. Zapytana o budowę tzw. suchego portu, do przeładunku zboża i jego magazynowania, odpowiada, że jej gdyby miał on charakter tymczasowości i powstać w krótkim czasie, wówczas wspierałby go też sektor zbożowo-paszowy.

Cała rozmowa z Moniką Piątkowską, prezes IZP, również o cenie zbóż i chleba, w filmie poniżej.