Nierozdrobnione i niezaorane ścierniska po kukurydzy to powszechny widok tej zimy. Nieraz na obszarze kilkudziesięciu, a czasem i więcej hektarów. Niestety nie było technicznych możliwości na wykonanie działań kończących okres zbiorczy. Takie pola to siedliska omacnicy, ale i głównie grzybów fuzaryjnych, które zimują na słomie.

Co można w takiej sytuacji zrobić? - Najważniejsze jest jak najwcześniejsze wkroczenie z rozdrabniaczami resztek (mulczerami), aby rozdrobnić to co nie zostało rozdrobnione. To bardzo ważne pod uprawy jare jakie będą wysiewane na takim stanowisku. Jeszcze ważniejsze, gdy kukurydza będzie uprawiana w monokulturze – radzi w rozmowie z portalem farmer.pl prof. Paweł Bereś z Instytutu Ochrony Roślin PIB.

Ten zabieg pozwoli z jednej strony przygotować pole pod siew, ale z drugiej strony pozwoli ograniczyć liczebność zimującej omacnicy i ilość patogenów.

- Gdyby pozostawić takie stanowiska nietknięte, to niestety, ale będą one wylęgarnią dla omacnicy, która rozleci się po okolicy. Chociaż odchodzi się już od wykonywania orki wiosennej, to jednak w 2018 r. będzie ona musiała być wykonana na większości pól jakie dotknął problem mokrej jesieni. Ten zabieg, podobnie jak i jego odpowiednik jesienny ma także wpływ na zmniejszenie zagrożenia ze strony agrofagów – radzi naukowiec.

Jak dodaje, mając także doświadczenie z 2017 r. - nie warto ścigać się z siewami kukurydzy.

- Zasada im wcześniej tym lepiej nie zawsze w tym przypadku się sprawdza, a przekonali się ci wszyscy, co siejąc kukurydzę w pierwszej połowie kwietnia ubiegłego roku albo mieli znacząco obniżoną obsadę roślin wskutek niespodziewanego nadejścia zimy albo musieli wykonywać przesiewy. Ziarno wówczas nie wykiełkowało. Lepiej więc uczyć się na błędach i nie ryzykować, tym bardziej, że dochodziło lokalnie do sytuacji, że kukurydzę siano pod koniec marca. W jedne lata to się uda, ale w inne już nie. Porażka niestety bywa dotkliwa i bardzo kosztowna – dodaje prof. Bereś.