Podlaskie: ciągle pada żniwa kradzione. Południe Wielkopolski: u nas jak ktoś orze, to za pługiem się kurzy, a 10 km dalej ziemia czarniutka i nawet zboża jeszcze stoją. Zachodniopomorskie: kolejny rok suszy. Lubuskie: susza. Lubelszczyzna: wciąż leje, nie można żniw dokończyć. Łódzkie, okolice Łowicza: u nas wszędzie mokro, ziemniaki pływają, zboża w wodzie, a łąki zalane. I wczoraj i dziś znowu padało. Świętokrzyskie: masakra, nie możemy skończyć żniw. Na Warmii trzy razy dziennie pada, kłosy mokre. Pomorze: zbiory przebiegają dobrze. Z jakością nie ma problemu, jednak plony to wielkie rozczarowanie, u nas pszenica i rzepak wypadły dużo słabiej niż rok temu …. To tylko kilka wypowiedzi rolników wybranych z bardzo wielu w mediach społecznościowych pod zadanym w połowie sierpnia w poście pytaniem: jak tam u was żniwa?

Zróżnicowane tempo zaawansowania żniw

– Początek żniw przebiegał przy sprzyjającej pogodzie. Było słonecznie, dzięki czemu rolnicy, którzy akurat „postawili” na odmiany wcześniej dojrzewające, w zdecydowanej części zebrali ziarno dobrej jakości, choć wiem, że niektórzy mieli problem z gęstością – oceniał w połowie sierpnia Stanisław Kacperczyk, prezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych. Jego zdaniem wynika to z faktu, że nie wszyscy rolnicy odpowiednio zadbali o właściwe nawożenie plantacji, nie zdążyli też wykonać w terminie wszystkich trzech zabiegów ochronnych (z uwagi na opady lub odwrotnie – suszę).

– Niestety, pogoda pogarszała się w miarę, jak postępowały żniwa, psuły się więc kolejne parametry zbieranego zboża. Do problemów z gęstością doszła gorsza liczba opadania i zawartość białka. Na niektórych plantacjach można było także zaobserwować zjawisko porastania zbóż - dodał Stanisław Kacperczyk

W jego ocenie w tej sytuacji wygrywali więc rolnicy – właściciele infrastruktury do suszenia i magazynowania zbóż, którzy – by nie stracić na jakości zbyt długo pozostawionej na polu produkcji – decydowali się na zbiór wilgotnego ziarna i przepuszczenie go przez suszarnię.

Niestety, nie wszyscy producenci zbóż dysponują taką infrastrukturą, co zauważają też eksperci Izby Zbożowo-Paszowej. – W połowie sierpnia żniwa były ukończone w 65-70 proc. Zbierane ziarno jest wilgotne i należy się liczyć ze znacznym obniżeniem jego parametrów jakościowych – informowała w cotygodniowym komunikacie IZ-P.

W opinii analityków Izby żniwa w omawianym okresie były najbardziej zaawansowane na zachodzie i północy kraju. Tam zbiory pszenicy ozimej weszły w końcową fazę. Dzięki poprawie pogody łany na wschodzie i południowym wschodzie kraju przeschły, co umożliwiło ponowne rozpoczęcie prac żniwnych w tych regionach.

Zbierane ziarno charakteryzuje się jednak podwyższoną wilgotnością. Zdaniem ekspertów Izby należy się liczyć ze znacznym obniżeniem parametrów jakościowych zbóż, bowiem coraz częściej pojawiają się doniesienia o poroście i słabych parametrach ziarna w odniesieniu do gęstości i liczby opadania.

Biorąc powyższe pod uwagę, w bieżącym sezonie trudno będzie o jednorodne partie zbóż trzymające parametry gęstości i liczby opadania – zaznaczają analitycy Izby. Udział zbóż o wysokich parametrach jakościowych w łącznych zbiorach będzie wyraźnie mniejszy niż przed rokiem, dlatego – ich zdaniem – w bieżącym sezonie zapewne będzie płacona premia za ziarno o wysokich parametrach jakościowych.

 – Też jestem zdania, że zboża jakościowego będzie w tym sezonie w skali kraju mniej. Liczymy więc na tę dodatkową gratyfikację – przyznaje Stanisław Kacperczyk. – Warto docenić trud rolników w walce o jakość plonów, a zwłaszcza tych inwestujących w drogą infrastrukturę, o której wspomniałem – zaznacza prezes PZPRZ.

Nowe zjawisko na polach – najpierw koszą pszenicę, potem rzepak

– Tegoroczne żniwa są nietypowe, gdyż zarówno zboża, jak i rzepak dojrzewały praktyczne w tym samym czasie. Wielu gospodarzy przystąpiło więc najpierw do koszenia pszenicy, a później zaczęło młócić rzepak – informował Juliusz Młodecki z Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

W jego ocenie w połowie sierpnia zaawansowanie żniw było bardzo zróżnicowane w zależności od regionu kraju. – Są rejony, gdzie już jest dawno po żniwach, jak np. w zachodniej części województwa kujawsko-pomorskiego czy w Wielkopolsce. Ale jeśli chodzi np. o wschodnią i północną część województwa kujawsko-pomorskiego, Lubelszczyznę, Dolny Śląsk, to tam ciągle słyszymy o opadach, które bardzo przedłużają zbiory. W niektórych miejscach nawet 30 proc. zbóż jest jeszcze niezebranych – szacuje Juliusz Młodecki.

Jednak i rzepak był w połowie sierpnia jeszcze na polach. – Jakieś 80 proc. jest na pewno zebrane, może nawet więcej – ocenia prezes PZPRiRB. Wynika to z tego, że rolnicy coraz częściej bardziej racjonalnie podchodzą do żniw. – W tej chwili plantacje, które są prawidłowo nawożone i chronione, w zasadzie dojrzewają tak, jak zboże. Jeśli jest ono wystarczająco suche, to z obawy przed deszczami, które mogłyby obniżyć jakość ziarna, rolnicy podejmują decyzję, że przestają młócić rzepak, a zaczynają pszenicę. Rzepak jest zazwyczaj ubezpieczony, jest mniej narażony na utratę swoich jakościowych cech (oczywiście nadal jest narażony na ekstremalne warunki typu grad, nawalny deszcz), więc w obawie przed utratą parametrów jakościowych pszenicy wielu rolników decyduje się najpierw na jej zbiór, a rzepak stoi i czeka – przyznaje Juliusz Młodecki.

Zaolejenie rzepaku bardzo zadawalające

– Jeśli chodzi o jakość rzepaku, to w tym roku wreszcie nie mamy problemu z zaolejeniem. Właściwie każda partia ma więcej niż 40 proc. zaolejenia, więc nie ma takiej sytuacji, jak w ciągu ostatnich dwóch lat. Kwestia pozostałych cech, czyli wilgotność i zanieczyszczenia, to jest indywidualna sprawa każdego gospodarstwa i kombajnu, jakim dysponuje, a także terminu zbioru. Generalnie w skali kraju zbierano raczej suchy rzepak. Cieszę się, że potwierdzają się nasze prognozy – zbierzemy w tym roku ponad 3 mln t rzepaku. Jesteśmy w tym momencie największym producentem rzepaku w Europie, jeśli chodzi o powierzchnię. I mamy też dobrą cenę, na poziomie 2500-2600 zł/t, która cały czas rośnie – wymieniał prezes PZPRiRB.

Omawiając jakość tegorocznych zbóż, prezes Młodecki przyznał, że w dużej części kraju zasiewy mocno ucierpiały z powodu ekstremalnych temperatur na początku czerwca. – Natomiast teraz w niektórych regionach ze względu na uporczywe opady deszczu jest znowu problem ze zbiorem suchego materiału. Według mojej oceny w skali kraju nie ma raczej problemu z białkiem czy glutenem, ale jest za to problem z wyrównaniem. Ziarno jest drobniejsze. To parametr, który może dyskwalifikować zboże jako jakościowe, chlebowe. Choć życie pokazuje, że jak jest duże zapotrzebowanie, to wtedy i ta ocena jest mniej restrykcyjna – zaznacza Juliusz Młodecki.

O problemach z jakością ziaren informowała też Marta Ceglarek z Wielkopolskiej Izby Rolniczej. – Wiele ziaren jest niewyrośniętych, małych. Kłosy co prawda są wypełnione, ale małymi zaschniętymi ziarnami. Jest to efekt wcześniejszych bardzo wysokich temperatur przy jednoczesnym braku dostatecznej wilgotności, co spowodowało szybkie zatrzymanie wegetacji i zaschnięcie niewykształconych ziarniaków. Dodatkowo plantacje w wyniku późniejszych opadów deszczu zostały porażone chorobami grzybowymi, co przekłada się oczywiście na jakość plonu i przydatność do dalszej produkcji – ocenia analityczka wielkopolskiego samorządu rolniczego.

Plony niższe niż zwykle

Rolnicy nie kryją rozczarowania plonami. Z informacji, jakie podają w mediach społecznościowych, można wywnioskować, że tegoroczne zbiory są niższe o ok. 20-30 proc. niż zwykle. W przypadku pszenicy i pszenżyta plony uzależnione są od rodzaju i klasy gleby, ale szacuje się, że plasują się na poziomie od 4,5 do
7 t/ha. Jeśli chodzi o jęczmień – od 3,5 t na słabszych glebach, do 7 t/ha na glebach o wyższej klasie bonitacyjnej.

– Nie wszystkie zboża jednakowo wyglądają – ocenia Stanisław Kacperczyk. – Najwięcej uwagi, jeśli chodzi o wszelkie zabiegi, w tym ochronę, rolnicy przywiązywali do produkcji pszenicy. Inaczej to wygląda ze zbożami jarymi. Tutaj jednak susza i upały spowodowały, że jest problem głównie z gęstością ziarna. Jest ono drobne i plony w zbożach jarych są dużo niższe. Z moich doświadczeń wynika, że jęczmień ozimy plonował w skali kraju na dobrym poziomie, jęczmień jary (ale też i owies) już zdecydowanie gorzej – przyznaje prezes PZPRZ.

Jak ocenia Marta Ceglarek z WIR, pomimo stosunkowo wysokich cen zbóż w tym sezonie w kieszeni rolnika zostanie tyle samo, co w roku ubiegłym lub mniej. Zadecydują o tym niższe plony, kiepska jakość ziarna oraz wyższe koszty produkcji. Producenci trzody chlewnej też mają o czym myśleć. Przepuszczanie drogiego zboża i pasz przez żołądek taniego tucznika może nie dawać oczekiwanego wzrostu wartości dodanej z produkcji rolniczej z gospodarstwa.