Ile jeszcze kukurydzy nie zostało zebrane – trudno powiedzieć. Ale spadek temperatury w lutym na pewno przyczynił się regionalnie do zmniejszenia areału kukurydzy pozostawiającego na polu. Rolnicy mogli po prostu wjechać kombajnami i zebrać ziarno, bez obawy o to, że maszyny ugrzęzną w błocie.

- Na koniec listopada 2017 r. w niektórych województwach niezebrany areał kukurydzy dochodził nawet do 15-20 proc. jego powierzchni. Zwłaszcza regiony środkowe i północne borykały się z takim problemem. Późniejsze nadejście przymrozków pozwalało zebrać pozostawiony w polu plon, chociaż nie wszędzie dało się nadal wjechać. Widać to wyraźnie o tej porze przemieszczając się po kraju. Pozostały tylko małe fragmenty nieskoszone, a gdzie indziej nawet połacie powyżej 20 ha - na nich najprawdopodobniej nie będzie w ogóle zbierane ziarno, a to co pozostało będzie zniszczone w okresie wiosennym – mówi portalowi farmer.pl prof. Paweł Bereś z Instytutu Ochrony Roślin PIB.

Ważną sprawą jest jakość ziarna, a konkretnie zawartość niebezpiecznych mikotoksyn.

- To ziarno bowiem mierzyło się w niektórych regionach kraju z okresami raz silnych mrozów, następnie roztopów, a potem nadejścia kolejnych mrozów. W całym tym czasie było ciągle narażone na bytujące na kolbach patogeny i metabolity jakie wytwarzają – dodaje prof. Bereś. Pisaliśmy o tym TUTAJ.