Jak wygląda sytuacja produkcyjna w Ukrainie?

- Mamy działalność na Ukrainie mocno ograniczoną. Tam posiadamy zakłady przetwórcze, port, który eksportował. I to wszystko jest w zawieszeniu, głównie z powodu tego, że jest bliskość działań wojennych. Olejarnie są zamknięte. Towar w niektórych miejscach leży w magazynach. Rolnicy chcieliby go sprzedawać, ale jest problem z zagospodarowaniem – mówi nam Radosław Stasiuk.

Jak dodaje dalej, firma stara się znaleźć nowe kanały, którymi można surowiec wyeksportować. - Jesteśmy aktywni na granicy ukraińskiej z Rumunią, z Węgrami i z Polską – podkreśla nasz rozmówca.

Czy UE jest w stanie wyeksportować tak duże ilości ukraińskich płodów rolnych?

- Kanał dystrybucji morzem jest dużo bardziej efektywny. Można ładować statki rzędu 50-70 tys. t. Przepustowość portów ukraińskich pozwalała na eksport kilku mln t miesięcznie. Dla porównania Polska tyle robi w ciągu roku – mówi Radosław Stasiuk.

Na granicy lądowej infrastruktura nie jest rozwinięta, bo nie musiała być. - Trzeba pamiętać, że Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej i są bariery celne. I dlatego nikt w nią nie inwestował – powiedział 2 czerwca Stasiuk, a 4 czerwca UE wprowadziła roczną liberalizację taryfową w kontaktach handlowych z Ukrainą.

Jakie są koszty transportu zbóż przez Polskę?

Jak zaznaczał, do tej pory (2 czerwca) z Ukrainy trafiała do nas głównie kukurydza, śruta słonecznikowa i olej słonecznikowy. Wielkości przepływu surowców na granicy z Polską ocenił na 300-350 tys. t miesięcznie. Duża część tego towaru jest reeksportowana. A ile zostaje w kraju?

- Mamy już zaburzenia cenowe, zwłaszcza w południowo-wschodniej części kraju, bo faktycznie ten towar fizycznie tam trafia. Zawsze ten kawałek kraju był tańszy, bo tam gdzie są rynki to jest albo koncentracja przemysł paszowego, albo porty. Przez to, że jest dodatkowo masa towaru osiągalna z Ukrainy i koszt transportu jest jeszcze droższy, tym niższe ceny są na południowym wschodzie Polski – podkreślał.