Zboże już właściwie dojrzałe (stan na 25.07), choć w miejscach pola, gdzie stanowisko jest lepsze (większa wilgotność), zdarzają się jeszcze zielonkawe źdźbła i miękkie ziarniaki. W miejscach położonych wyżej i bardziej piaszczystych zboże można by już było wykosić co najmniej kilka dni temu. Tutaj też na pewno nie będę się spodziewał, że zboże mocno sypnie. Kłosy są mniejsze: mają mniej pięterek i ziarniaki są zdecydowanie mniejszych rozmiarów niż w pozostałej części pola. Łan też jest rzadszy. To niestety wynik suszy, która panowała właściwie od połowy kwietnia prawie do drugiej dekady lipca. Deszcze, które przyszły w połowie lipca, to „musztarda po obiedzie”. Sytuacja pogodowa zmieniła się diametralnie; pierwsze opady między 13 a 22 lipca to ponad 50 l wody na m2. Teraz pada mniej, ale właściwie codziennie po 2-3 l, czasem więcej, uniemożliwiając rozpoczęcie zbioru zbóż o wilgotności, która nie wymuszałaby dosuszania ziarna.

Wracając jednak do żyta. Jeśli chodzi o zdrowotność łanu – tę oceniam na piątkę…, no może z małym minusem. Tak jak wspominałem w poprzednim wpisie, na pierwszy zabieg ochrony fungicydowej użyłem środka BASF Duett Star, który zastosowałem z regulatorem wzrostu Medax Max z końcem kwietnia. Niespełna 3 tygodnie później (początek kwitnienia) powtórzyłem zabieg fungicydowy, tym razem środkiem Priaxor w dawce 1 l/ha, który miał zabezpieczyć łan przed rdzą brunatną żyta i rynchosporiozą zbóż.

Drugi zabieg fungicydowy to oprysk preparatem BASF Priaxor
Drugi zabieg fungicydowy to oprysk preparatem BASF Priaxor

Z całą pewnością obydwa środki spełniły swoje zadanie. Właściwie to na roślinach – trudno mi było znaleźć ślady porażenia jakimikolwiek chorobami grzybowymi: zarówno podsuszkowymi czy mączniakami, rdzami, plamistością itp. Pod tym względem jestem naprawdę mile zaskoczony.

Czy drugi zabieg był niezbędny? Wydaje mi się, że w warunkach panującej w tym roku suszy jego zastosowanie nie było konieczne. Taki wniosek nasuwa mi się po obserwacji fragmentu pola, na którym nie zastosowałem Priaxoru. Różnica w zdrowotności łanu była bardzo niewielka, choć zauważalna, według mnie nie mająca istotnego wpływu na ostateczny wynik plonowania, choć oczywiście ostateczna weryfikacja nastąpi podczas zbioru.

W wyżej położonych fragmentach pól łan już jest gotowy do zbioru…
W wyżej położonych fragmentach pól łan już jest gotowy do zbioru…

 

… niżej, jeszcze kilka dni temu, zboże wyglądało tak. Tutaj jednak plon będzie na pewno wyższy
… niżej, jeszcze kilka dni temu, zboże wyglądało tak. Tutaj jednak plon będzie na pewno wyższy

 Z kłosami też jest dobrze, ale tutaj jednak na niewielkiej ich liczbie pojawiła się czerń kłosów, która jednak nie powinna mieć większego wpływu na wysokość plonu. Myślę, że znikoma liczba kłosów porażonych tą chorobą nie powinna też rzutować na wartość technologiczną ziarna. Na niektórych kłosach pojawił się też sporysz. W tym przypadku przyczyn dopatruję się w odmianie, jak również w mocno zbożowym płodozmianie – przedplonem było pszenżyto ozime. Na szczęście nie ma tego zbyt wiele.

Na niewielkiej liczbie roślin pojawiła się czerń kłosów
Na niewielkiej liczbie roślin pojawiła się czerń kłosów

Teraz tylko czekam na chwile bezdeszczowej, słonecznej pogody. Prognozy nie napawają optymizmem. Żniwa zapowiadają się „szarpane”. Ciekawi mnie plon i ostateczny rachunek ekonomiczny, bo od tego uzależniam dalsze „być czy nie być” żyta mieszańcowego w moim gospodarstwie.

Zobacz wcześniejsze wpisy o życie:

Żyto hybrydowe – dobra alternatywa dla słabych gleb?

Odchwaszczenie żyta nie było dużym problemem

Cały blog: Doświadczenia polowe u farmera z "Farmerem"