Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie oraz Klub Dobrego Rolnika Strzelno zorganizowały w Strzelnie konferencję pt. „Zielony Ład i co dalej? Innowacyjne rozwiązania w zakresie produkcji roślinnej i zwierzęcej dla gospodarstw rolnych”.

Celem konferencji była dyskusja na temat założeń Europejskiego Zielonego Ładu oraz upowszechnianie wiedzy na temat wykorzystania pożytecznych mikroorganizmów w ochronie roślin, hodowli zwierząt oraz poprawie urodzajności gleby.

Konferencję rozpoczęło przywitanie gości przez Ryszarda Stanka, moderatora Forum Zimowych Spotkań Klubu Dobrego Rolnika Strzelnie, oraz Ryszarda Kamińskiego, dyrektora Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie.

Następnie głos zabrał poseł Jan Krzysztof Ardanowski, Przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, który podkreślił, że wprowadzenie Zielonego Ładu w wariancie proponowanym przez KE spowoduje spadek produkcji rolniczej w Polsce o ok. 13 proc.

– Jest to uśredniony wynik, więc w niektórych uprawach, szczególnie intensywnej uprawie zbóż, rzepaku i buraków, spadek będzie znacznie większy – dodał Ardanowski.

Odpowiedź na Zielony Ład – dwie ścieżki działania

Ekspert wskazał słuchaczom jak dostosować się do nowych wymagań związanych z wprowadzeniem Zielonego Ładu. Zdaniem posła Ardanowskiego odpowiedzią na nowe wyzwania są dwa kierunki w rolnictwie.

– Po pierwsze, jeśli zmniejszamy wykorzystanie plonotwórczych czynników produkcji to musimy czymś to zastąpić. Taką odpowiedzią jest tzw. rolnictwo precyzyjne, czyli urządzenia stosowane przy maszynach rolniczych, które pozwalają w sposób absolutnie precyzyjny podawać roślinom to, czego potrzebują. I to w odpowiednim momencie, ilość i formie. Tylko, że rolnictwo precyzyjne wymaga wydatków rzędu kilkuset tysięcy złotych w gospodarstwie. Ekonomiści mówią, że barierą umowną jest 50 hektarów, a przecież gospodarstw powyżej 50 hektarów jest w Polsce ok. 3 proc., zaś przy gospodarstwach mniejszych trudno sobie wyobrazić, żeby było je stać na rolnictwo precyzyjne, a UE jakichś istotnych pieniędzy na to nie da – mówił poseł. – Drugą racjonalną odpowiedzią na wyzwania Zielonego Ładu jest zmiana podejścia do uprawy ziemi, roślin, jak również pośrednio hodowli zwierząt. To jest przede wszystkim biologizacja gleby, zwiększenie możliwości zaspokajania potrzeb roślin dzięki procesom zachodzącym w glebie. Niestety wiedza na temat gleby jest u rolników praktycznie żadna. Absolwenci studiów rolniczych mają na ten temat jedynie niewielką wiedzę, a w szkołach średnich i zawodowych praktycznie się nie mówi o glebie, o zachodzących tam procesach fizycznych, chemicznych, biologicznych, o życiu, które w tej glebie funkcjonuje, o kwasach humusowych, o całym kompleksie sorpcyjnym, o kwasowości, zasoleniu, o tym wszystkim co powinno być w jednym paluszku u rolnika. Bez tej wiedzy nie na rady uzyskać wysokich plonów. Do tej pory można było dołożyć z wora, dosypać nawozu, dokonać oprysku, zastosować środki ochrony roślin, jednak teraz, z powodów ekonomicznych i nowych ograniczeń, będzie to coraz trudniejsze. Trudno mówić o nowoczesnym rolnictwie, jeżeli rolnik nie zna składu swojej gleby i nie robi badań glebowych – tłumaczył Ardanowski.

Troska o żyzność gleb musi uwzględniać potrzeby mikroorganizmów

Na procesach zachodzących w glebie skupił się również Sławomir Gacka, prezes zarządu ProBiotics Polska.

– Zostaliśmy nauczeni co robić, żeby rośliny dawały większy plon, ale nie zajmowaliśmy się glebą. Nie interesowało nas co dzieje się w glebie. Musimy pamiętać o stresach, których doświadcza gleba, a nie tylko o tych, których doświadczają rośliny. (…). Żyzność gleby to naturalna zdolność do zaspokajania potrzeb żywieniowych roślin. Czy w związku z tym, gleba o zawartości 3 proc. próchnicy, czyli taka, która powinna być żyzna, będzie żyzna? Niekoniecznie. Nie wystarczy, że będą w glebie składniki, które mogą być dostarczane roślinie. Gleba może być bardzo żyzna wedle tej definicji, a rośliny nie będą tam odpowiednio wzrastały. Dlatego dużo mówimy o sile rodnej gleby, bo gleba to coś więcej niż zdolność do zaspokajania składników. Gleba to twór ożywiony, który potrafi się samooczyścić, samoregulować i samoodtwarzać – tłumaczył Gacka. – Nie wystarczy, że gleba będzie miała próchnicę, że będzie miała składniki, tam musi być odpowiednie życie, żeby rzeczywiście było współdziałanie z roślinami. Troska o żyzność gleb musi uwzględniać potrzeby mikroorganizmów, bo to mikroorganizmy mają przygotować pokarm dla rośliny – dodał.

Zamieniliśmy glebę w durszlak

Jak wskazywał ekspert, o wysokości plonu decydują relacje zachodzące pomiędzy glebą a rośliną.

Niekoniecznie musimy wszystko zapodać do tej gleby w ciągu wzrostu rośliny. Zawsze pierwsza powinna być biologia, a gdy nie możemy sobie porazić powinniśmy wprowadzić działanie chemiczne, wtedy mamy komplet, bo potrzebny jest i rozum, i to co może dać natura – mówił Gacka. – Rolnictwo schemizowane powoduje niszczenie próchnicy. Ubyło nam już ok. 40 proc. próchnicy. Nasze plony były zasługą rodziców, którzy nawozili glebę. My, poprzez zakwaszenie, likwidację wielu pożytecznych bakterii, zamieniliśmy ją w durszlak, przez co traciliśmy tyle azotu. Teraz musimy odnowić glebę, odbudować próchnicę, bo to ona zatrzymuje miliony pierwiastków, czyli interesuje nas regeneracja, materia organiczna i życie glebowe – dodał.

Jak podkreślał ekspert, im więcej w glebie materii organicznej i próchnicy tym większe zasoby azotu i mniejsze potrzeby dostarczania o w formie mineralnej.

Bioasekuracja to nie dezynfekcja

Mikroorganizmy stanowiły również ważny punkt prezentacji pt. „Bioasekuracja w chowie i hodowli zwierząt. Fermentowana gnojowica jako cenny nawóz i środek ochrony roślin”, przedstawionej przez Jacka Lesmanowicza, doradcę ds. chowu i hodowli zwierząt z Probiotics Polska, który na wstępie zaznaczył, że choć powszechne jest przekonanie, że bioasekuracja polega na dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji z użyciem środków biobójczych, to w opinii Probiotics Polska działania te nie mają nic wspólnego z bioasekuracją.

– Rozumiemy bioasekurację jako wykorzystanie wpływu jednego czynnika biologicznego na inny w celu asekuracji, czyli ochrony przed negatywnym działaniem czynników patogennych. Dlatego w naszym rozumieniu bioasekuracją nigdy nie będzie biobójczość, dezynfekcja i odkażanie – mówił Lesmanowicz. – Rozumiemy bioasekurację, jako zasiedlenie całego obiektu, wszystkich powierzchni, czyli posadzek, ścian, sufitów, również zwierząt przebywających w obiektach, mikroorganizmami probiotycznymi, tak aby powstał biofilm pożytecznych mikroorganizmów, który będzie utrudniał rozwój patogenów – tłumaczył.

Jedynie 5 proc. mikroorganizmów jest patogennych

Jak wskazał Lesmanowicz, zgodnie z wynikami badań jedynie 5 proc. mikroorganizmów występujących w przyrodzie to mikroorganizmy patogenne. Kolejne 5 proc. stanowią mikroorganizmy pożyteczne, zaś pozostałe 90 proc. należy do tzw. mikroorganizmów fakultatywnych, których działanie zbliża się do działania mikroorganizmów dominujących w danej chwili w danym środowisku np. jeśli dominują mikroorganizmy pożyteczne, to grupa fakultatywnych zacznie funkcjonować stosunkowo podobnie do nich.  

Prawo „zajętego miejsca”

Kolejną ważną kwestią podniesioną przez eksperta było prawo „zajętego miejsca”.

–  Po dezynfekcji usuwamy znaczną ilość patogenów i mikroorganizmów pożytecznych, zaś po ustaniu działania dezynfektantu mikroflora zaczyna się odbudowywać i niestety w pierwszej kolejności odbudowuje się mikroflora patogenna. Przy wprowadzeniu probiotechnologii, czyli zasiedleniu danej powierzchni mikroorganizmami pożytecznymi, mikroorganizmy patogenne tracą możliwość rozwoju, bo nie mają się gdzie zasiedlać – zaznaczył Lesmanowicz. – Zasada działania wyrobów mikrobiologicznych opiera się właśnie na prawie dominacji oraz prawie „zajętego miejsca” – dodał.

Jak wskazywał Lesmanowicz, wykorzystanie pożytecznych mikroorganizmów wiąże się również z zablokowaniem procesów gnilnych, co powoduje ograniczenie emisji odorów i poprawę dobrostanu zwierząt, redukcję przypadków wystąpienia grzybicy oraz poprawę warunków środowiskowych w pomieszczeniach. Dodatkową wskazaną korzyścią wymienioną przez eksperta był brak zapachu obornika i gnojowicy przefermentowanych z użyciem pożytecznych mikroorganizmów.

Fermentowana gnojowica to cenny nawóz i środek ochrony roślin

– Dzięki zastąpieniu procesów zagniwania procesem fermentacji otrzymujemy lepszą jakość wytwarzanego w gospodarstwie obornika i gnojowicy, ponieważ składniki odżywcze nie uwalniają się do powietrza w postaci amoniaku i siarkowodoru. Dodatkową zaletą jest to, że nie ma możliwości, żeby poparzyć tą gnojowicą rośliny, plus ma ona działanie dezynfekujące i jeśli będziemy stosowali przefermentowaną gnojowicę możemy ograniczyć stosowanie fungicydów o 90 proc. – informował Lesmanowicz.

Następnie dr hab. inż. Piotr Dorszewski, z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie, przybliżył słuchaczom zagadnienia związane z żywieniem świń paszami bez GMO. Z kolei mgr inż. Martyna Zielińska-Tadych, również reprezentująca KPODR w Minikowie, przedstawiła założenia projektu pt. „System jakości gwarancją dobrej wieprzowiny”, którego celem jest wytworzenie wysokojakościowej wieprzowiny pozyskiwanej do świń żywionych paszami niemodyfikowanymi genetycznie.