Rotację roślin uwzględniającą wymagania roślin co do klimatu, terminu siewu czy warunków środowiskowych nazywamy zmianowaniem. Znacznie szerszym pojęciem, niestety zamiennie używanym, jest płodozmian, który określa się jako zmianowanie zaplanowane na szereg lat. W dzisiejszych trudnych czasach planowanie jest utrudnione, ale wspomniane określenie płodozmianu nie tyczy się wyłącznie gatunków, a sposobu przygotowania stanowiska do siewu – czy jest to roślina ozima czy jara. Ma to niebagatelne znaczenie w przypadku ograniczania kosztów ponoszonych na chemiczną ochronę roślin, a w szczególności przed chwastami. W dobie niedoborów wiosennych opadów rozsądne wydaje się ograniczenie do minimum uprawy zbóż jarych i innych gatunków wysiewanych wiosną. Stąd w wielu gospodarstwach uprawia się tylko formy ozime zbóż i rzepak ozimy. Ciekawym przykładem rośliny, która była już skreślona z praktycznego wykorzystania, jest jęczmień jary. W zachodniej części kraju był on uprawiany w zdecydowanej większości tylko na cele browarne, ewentualnie jako roślina do przesiewania wymarzłych ozimin. Od kilku lat jest on wybierany jako uprawa główna, gdyż silnie zainfekowany wirusami jęczmień ozimy może niżej plonować niż szybko posiany (nawet jesienią) jęczmień jary.

Zmianowanie pozwala realnie obniżyć zużycie agrochemikaliów w gospodarstwie, a także – o czym się mniej mówi – nawożenie na skutek chociażby gromadzenia azotu przez rośliny z rodziny bobowatych czy wyciągania składników pokarmowych z głębszych warstw.

Obszary stanowiące użytki proekologiczne będą celowo wyłączane z produkcji. Mogą stanowić pasy kwietne czy nowe nasadzenia śródpolne. Ciągle nie cieszą się one powszechną popularnością, o czym świadczy mała liczba przypadków podejmowania takich kroków przez rolników. Niektórych przekonują darmowe nasiona dostarczane przez dane firmy, ale gdyby sami mieli kupić specjalną mieszankę, już tak się nie dzieje. W miejscach z roślinami możliwie długo kwitnącymi wspiera się nie tylko owady zapylające uprawy rolnicze, lecz także inne organizmy pożyteczne. Być może obowiązek zakładania takich obszarów zmusi polskich rolników do dbałości o środowisko, chociażby dlatego że rokrocznie zdarzają się wytrucia pszczół i wjazdy z ochroną roślin w kwitnącym rzepaku. Zaplanowanie łąk śródpolnych ma także zaletę krajobrazową oraz edukacyjną i tak naprawdę nie stanowi żadnego problemu dla rolników – nie trzeba używać drogich mieszanek roślin, a do tego celu świetnie się nadają standardowe gatunki uprawiane w naszym kraju, takie jak: słonecznik, gryka, facelia, rzepak czy rośliny bobowate drobnonasienne. Niejednokrotnie wymuszone prawnie działania rolników najpierw budzą sprzeciw, a w perspektywie uwydatniają się pozytywne aspekty nowych legislacji i być może też tak będzie z Europejskim Zielonym Ładem. Przy wyłączaniu gruntów na cele prośrodowiskowe podnoszony jest argument, że gleba musi produkować żywność. A jeśli się decydujemy na ścieżki przejazdowe, wyłączając sekcje wysiewające, to co ten fragment pola produkuje? W dużych gospodarstwach powierzchnia samych ścieżek może wynosić nawet 0,5 ha, więc argument o marnowaniu gleby łatwo podważyć.

W Polsce duża część gospodarstw nie ma, niestety, zdeklarowanego zmianowania na kilka lat do przodu. Można zaobserwować, że pod wpływem chwilowej koniunktury późnym latem podejmowana jest decyzja o zasiewie rzepaku i np. rezygnacji z jego uprawy po roku lub dwóch. Podobnie jest z kukurydzą. Z badań własnych wynika, że największe plany co do zmianowania mają gospodarstwa z produkcją zwierzęcą, a w szczególności z produkcją bydła mlecznego. Z jednej strony wynika to z konieczności zagwarantowania odpowiedniej ilości pasz objętościowych, jak chociażby siano, sianokiszonki czy kiszonki z kukurydzy. Możliwość preferencyjnego zakupu wysłodków (rozliczenia) sprawia, że gospodarstwa te również decydują się na uprawę buraka cukrowego. W takich gospodarstwach gatunki dobierane są także pod kątem terminów aplikacji nawozów odzwierzęcych, stąd konieczność posiadania w zmianowaniu roślin jarych, a dobre efekty uzyskuje się po wspomnianym buraku cukrowym i kukurydzy dostarczającej uniwersalnej paszy. Śledząc plony z wielolecia, widać, że to właśnie gospodarstwa z wieloma gatunkami w zmianowaniu, nawożące grunty obornikiem czy gnojowicą, uzyskują najwyższe plony poprzez efekt synergii, co potwierdza konieczność rotowania gatunkami także w gospodarstwach bezinwentarzowych. W większości gospodarstw uprawia się 2 gatunki (grupy) roślin, dlatego o prawidłowym postępowaniu nie może być mowy. Warto więc przyjrzeć się szerzej podstawowym elementom zmianowania.

Zbożowe

Zboża w naszym kraju stanowią ponad 60 proc. areału i jest to tylko jeden z powodów, dlaczego są one złym elementem zmianowania, gdyż taki udział wskazuje, że przynajmniej raz przypadają po sobie, co w praktyce oznacza zamienne pojawienie się na polach np. pszenżyta, żyta czy jęczmienia. Jest to rodzaj monokultury, w której dochodzi do nagromadzenia patogenów. Zboża mają ujemny współczynnik reprodukcji gleb, co oznacza, że nawet pozostawiając słomę po ich uprawie, zubożają stanowisko, dlatego ich obecność powinna być ograniczana lub chociaż niwelowana przez uprawę innych gatunków w kolejnych latach.

Okopowe

Są dobrym elementem zmianowania pod warunkiem, że zostanie pod nie zastosowany obornik lub ich uprawę poprzedzi wysiew międzyplonu. Wynika to z tego, że są uprawiane w szerokie rzędy, a gleba przez długi czas jest nieokryta. Dodatkowo obróbka gleby pod ziemniaki z przesiewaniem i formowaniem redlin włącznie jest bardzo agresywna, co również prowadzi do degradacji gleby. Sam zbiór z koniecznością poruszania się ciężkimi traktorami z przyczepami również nie pomaga. Głównie z tego względu ich udział w zmianowaniu nie powinien przekraczać 20 proc.

Bobowate

Nazywane wcześniej motylkowatymi, występują w dwóch grupach: drobno- i grubonasiennych. Nie ma lepszego elementu zmianowania od nich, gdyż z jednej strony potrafią wiązać azot atmosferyczny, a z drugiej głęboko penetrować korzeniami głębokie warstwy gleby, w których nie działają narzędzia uprawowe, przez co też mobilizują dla upraw następczych niektóre składniki pokarmowe. Również przez to, że stanowią niewielki udział w strukturze zasiewów w naszym kraju, są bardzo dobrym składnikiem zmianowania. W ostatnich latach na skutek różnych programów rolnośrodowiskowych i zwiększonego popytu na krajowe źródła białka po latach stagnacji ich areał wzrasta. Dużą uwagę poświęcono soi, a tymczasem groch (polny i siewny jadalny), bobik czy łubiny są coraz częściej uprawiane. To bardzo dobra informacja z punktu widzenia środowiskowego, gdyż jeśli utrzyma się ten trend, to pozwoli na ograniczenie zużycia nawozów w uprawianych następczo zbożach, jednocześnie przyczyniając się do wzrostu ich plonowania. Na korzyść rodzimych gatunków kosztem soi przemawiają ich szybsze dojrzewanie, stabilniejsze plony i niższe koszty materiału siewnego.

Słonecznik

Na zachodzie kraju, gdzie okres wegetacji jest jednym z najdłuższych, jednocześnie odnotowuje się największy niedobór opadów, uprawę na dużych polach tej rośliny można było spotkać od co najmniej 10 lat. Ma ona dużo zalet, a sytuacja geopolityczna sprawiła, że w tym roku została posiana na jeszcze większym areale także dlatego, że w odróżnieniu od głównego konkurenta, czyli kukurydzy, szybko kiełkuje także w suchych warunkach. Oprócz wielu zalet z punktu widzenia zmianowania słonecznik ma jedną wadę. Jest nią podatność na zgniliznę twardzikową, której przetrwalniki w glebie mogą przetrwać wiele lat. Niestety, choroba ta atakuje również rzepak, dlatego gatunki te nie powinny trafiać na te same pola, ponieważ trudno by było utrzymać reżim sanitarny. Jak zaobserwowano w praktyce, rolnicy wprowadzają słonecznik na najsłabsze grunty w gospodarstwie, natomiast jeśli nie zdecydują się na całkowitą rezygnację z rzepaku, dla niego przeznaczają dobre stanowiska. Jest to możliwe tylko w największych gospodarstwach mogących prowadzić dwa lub więcej zmianowań w zależności od kompleksów glebowych. Słonecznik ma również ograniczenia podczas zbioru, dlatego należy wybierać odmiany wczesne, które będą gotowe do zbioru we wrześniu. Czasami istnieje konieczność dosuszenia nasion, co również trzeba mieć na uwadze, decydując się na siew tej rośliny, a wynos wraz z plonem nasion jest znacznie większy niż wymagania pokarmowe, co wskazuje, że oszczędzać na nawożeniu nie można.

Międzyplony

Zmianowanie powinno być tak skonstruowane, aby bezproblemowo móc wysiewać międzyplony, które będą miały szansę zbudować odpowiednio wysoką biomasę, gdyż tylko w tym przypadku mogą pozytywnie oddziaływać na glebę. Niestety, kojarzą się źle, głównie przez wprowadzaną na szeroką skalę gorczycę białą, która jeśli zostanie zbyt szybko po żniwach posiana – zakwita, a nawet jesienią może wytworzyć nasiona. Jej powszechność wynika z łatwości wysiewu i pewności wschodów, gdyż nasiona potrafią kiełkować z różnych warstw gleby i mogą być przechowywane bardzo długo, bez ryzyka znaczącej utraty kiełkowania. Główną ideą uprawy międzyplonów było pozyskanie dodatkowej paszy i wykorzystanie czasu po żniwach. Stąd powszechnie uprawiano wsiewki międzyplonowe, które intensywnie rosną po zbiorze rośliny głównej. Powszechne stosowanie herbicydów, a także zmiany w produkcji zwierzęcej sprawiły, że są mało popularne, aczkolwiek w ostatnich latach nabierają na znaczeniu, gdyż nie wymagają dodatkowych zabiegów uprawowych, co jest ogromną ich zaletą, jeśli spojrzeć globalnie na przeciwdziałanie skutkom suszy. Międzyplony ścierniskowe budzą największe kontrowersje, szczególnie jeśli planowany jest siew ozimin. Jak już wspomniano, warunkiem koniecznym do pozytywnego ich oddziaływania na glebę i roślinę następczą jest zbudowanie biomasy, chociażby dlatego że proces wiązania azotu atmosferycznego w roślinach z rodziny bobowatych nie przebiega od razu po posianiu. Warto zatem rozważyć ich wysiew po jęczmieniu ozimym, jeśli planowany jest siew po nim zbóż ozimych. Jeśli będzie to rzepak ozimy, to stanowi ciekawe rozwiązanie, jeśli dysponujemy sprzętem umożliwiającym wysiew w żywy mulcz i wspólną jesienną wegetację.

W dobie drożejących nawozów uprawa międzyplonów – potrafiących zbudować zasobność gleby w azot, a także ograniczyć jego odpływ – powinna być koniecznością. Niestety, są one traktowane w zdecydowanej większości jako element spełniania wymogów o zazielenieniu, stąd często ich wygląd nie jest perfekcyjny i zniechęca innych rolników. Dobrze posiany międzyplon potrafi zgromadzić ilość azotu konieczną do jesiennej wegetacji zbóż, co już stanowi ogromną zaletę, nie mówiąc o mieszankach wielogatunkowych pod rośliny siane wiosną.