Jak rozmieć protesty organizacji obrońców zwierząt, które narastają w Niemczech i jak się wobec nich zachować? – zastanawiają się rolnicy i rolnicze portale w Niemczech. Wątpliwości narastają po ostatnich zdarzeniach w Dolnej Saksonii.
W Goldenstedt w okolicach Vechty, w Dolnej Saksonii, w ubiegłym tygodniu nagle stanęło namiotowe miasteczko aktywistów, z organizacji ekologicznych i zrzeszających obrońców praw zwierząt, którzy w sojuszu pod wspólnym hasłem: „Razem przeciwko przemysłowi zwierzęcemu” zaczęli protestować przeciw fermom przemysłowym. W miarę jednak, jak obóz zaczął się rozrastać, zmieniać zaczęły się i radykalizować również żądania protestujących. Już po dwóch dniach okazało się, że aktywiści są przeciwni nie tylko fermom przemysłowym, ale żądają całkowitego zaniechania hodowli wszelkich zwierząt – odnotował w kolejnych publikowanych artykułach niemiecki rolniczy portal agrarheute.de.

Obóz protestacyjny sojuszu „Razem przeciwko przemysłowi zwierzęcemu” powstał niedaleko wielkiej fermy drobiarskiej PHW. Rejon ten, jak cała Dolna Saksonia, słynie właśnie z dużej liczby ferm wyspecjalizowanych w produkcji zwierzęcej – trzody i drobiu. Fermy w obliczu protestu i radykalizacji żądań aktywistów podjęły szczególne środki bezpieczeństwa. Na prędce zaczęły wznosić dodatkowe ogrodzenia i wprowadzać szczegółowy monitoring obiektów. Dotyczy to tak spółek z branży rolniczej, jak i wytwórni pasz, czy nawet zwykłych gospodarstw indywidualnych.

Reakcjom tym trudno się dziwić, bowiem aktywiści z jednej strony wezwali uczestników protestu do organizowania akcji „obywatelskiego nieposłuszeństwa”. Z drugiej zaś na zwołanej konferencji prasowej zaprosili wszystkich zainteresowanych – w tym rolników - do debaty.

Jak zauważa agrarheute.de, sojusz nie był wyraźnie skierowany przeciwko rolnikom. Jego mniej radykalni przedstawiciele mówią o poprawie standardów na fermach, zmniejszeniu obsady zwierząt i dobrostanie zwierząt. Za chwilę jednak protestujący zaczynają nawoływać do całkowitej rezygnacji z hodowli zwierząt. Z kim i o czym mieliby rozmawiać rolnicy, w obliczu takich żądań? – zastanawiają się saksońscy farmerzy.