Wiele się mówi o opłacalności produkcji mleka i czynnikach ją kształtujących, jednak dokładne określenie wpływu poszczególnych czynników na rentowność produkcji wymaga znajomości kosztów składowych.  Jak podkreślił nasz rozmówca, dokładne wyliczanie kosztów produkcji to podstawa.

Martin Ziaja należy do grupy EDF (Europejskie Stowarzyszenie Producentów Mleka, ang. European Dairy Farmers), która jest organizacją zajmująca się badaniem ekonomiki produkcji mleka. Grupa najaktywniej działa zimą, gdy hodowcy mają nieco więcej czasu na wyliczenia. Podczas spotkań, które odbywają się online, hodowcy z całej Europy mogą porównywać koszty produkcji w swoich gospodarstwach i dyskutować w jaki sposób osiągane są tak dobre albo słabe wyniki, np. skąd w danym gospodarstwie aż taki koszt kiszonki z kukurydzy albo w innym tak niskie koszty trawy, jak tłumaczył Ziaja.

–  Przystąpić do stowarzyszenia mogą tylko gospodarstwa dokładnie znające swoje cyfry. To jest problem polskiego rolnictwa, zwłaszcza indywidualnego. Rolnicy niewiedzą ile mleka dokładnie sprzedają, jaka była jego średnia cena, jaki jest w danym dniu koszt paszy na litr mleka, koszt produkcji litra mleka czy jakie mają zużycie paliwa na motogodzinę. Jeśli się tego nie wie to trudno jest liczyć koszty i wprowadzać skuteczne zmiany – podkreślił Ziaja.

Wzrost kosztów pasz białkowych

Jednym z głównych czynników pogarszających w ostatnim czasie opłacalność produkcji mleka jest wzrost cen pasz treściwych.

– Ostatnio bardzo wzrosły nam koszty pasz białkowych. W zależności od gospodarstwa wzrost kosztów pasz treściwych obciążył każdy litr mleka od 8 do 12 groszy. W moim gospodarstwie było to 10 groszy, jednak na szczęście ostatnio wzrosła też wydajność i ostatecznie wzrost kosztów produkcji mleka wyniósł 8 groszy na każdy litr – poinformował hodowca. – Drugi poważny wzrost kosztów w moim gospodarstwie to koszty pracy, trzeci to wzrost kosztów kapitału własnego i ziemi – dodał.

Co można zyskać dzięki znajomości kosztów produkcji?

Podstawową korzyścią płynącą z wyliczania kosztów składowych produkcji mleka jest świadomość własnego położenia, jak podkreślił nasz rozmówca. Oczywiście poza czynnikami zależnymi od hodowców są też czynniki od nich niezależne, jednak można poprawić przynajmniej te pierwsze, jak podkreślił nasz rozmówca.

– Wyliczenia te sprawiają, że człowiek wie na czym stoi. Najłatwiej jest narzekać nie mając argumentów. Po wyliczeniach można stwierdzić ile kosztuje nas produkcja, gdzie plasujemy się w widełkach i jak wygląda opłacalność przy danych cenach. Podstawowym celem jest sprawdzenie gdzie są nasze mocne i słabe punkty. Wiedza na temat tych pierwszych to ciekawostka lub potwierdzenie skuteczności działań, jednak najważniejsze jest znalezienie słabych punktów – tłumaczył Ziaja. – Podczas spotkań wyszło, że w niektórych kwestiach odbiegam od grupy. Miałem np. niższą wydajność niż średnia grupy i zabolało mnie to, więc postanowiłem się poprawić i w tym roku się to udało. Pod namową syna zasialiśmy więcej kukurydzy, która dodatkowo wyszła wyjątkowo dobrze, ponieważ ostatni zbiór nie przeżył suszy. Teraz nie jej oszczędzamy, więc energii jest pod dostatkiem i wydajność wzrosła. Z kolei pod względem kosztów pracy wypadałem lepiej niż średnia grupy, jednak to wynika z lokalizacji gospodarstwa. Miałem też bardzo wysokie koszty amortyzacji stada, co świadczyło o tym, że muszę popracować nad długowiecznością i wiekiem pierwszego wycielenia. Do tej pory jałówki w moim stadzie późno się wycielały i to powodowało, że amortyzacja stada była większa, ponieważ jeżeli kryte były jałówki mające aż 18 miesięcy to oznaczało, że utrzymuję więcej stada na tę samą produkcję mleka. Zdecydowaliśmy się na zmianę systemu odchowu cieląt oraz lepszą genetykę. Teraz gotowe do krycia są już jałówki 15 miesięczne i amortyzacja stada spadła – dodał.

Zmiana systemu odchowu cieląt

Zmiany w systemie odchowu cieląt obejmowały m.in. budowę wiaty, pod którą stoją 32 igla, zmianę pasz stałych wykorzystywanych w żywieniu cieląt na gotowe musli i suchy TMR dla cieląt oraz inwestycję w taksówkę mleczną, dzięki której cielęta dostają dokładnie to co się zaplanuje, a pójło ma optymalną temperaturę nawet zimą, jak tłumaczył Ziaja.

– Przyrosty dobowe cieląt osiągają średnio 800 gram. Zdarzały się nam przyrosty po ponad 900 gram, jednak to przy przetrzymaniu cieląt na mleku powyżej 90 dni. Dodatkowo nie stosujemy podziału na preparat mlekozastępczy dla młodszych i starszych cieląt.  Zaraz po siarze dostają preparat dla młodszych cieląt i tak aż do końca, ponieważ to się w sumie najbardziej opłaca. Na dany moment może wydawać się inaczej, ze względu na wysoką cenę, jednak podjęliśmy próby obcięcia kosztów żywienia cieląt poprzez żywienie ich etapowo. Wyszło taniej, ale przyrosty spadły do 700-750 gram, więc zrezygnowałem z tego rozwiązania i przyrosty wróciły do średnio 820-850 gram. Żeby były jeszcze wyższe musiałbym dłużej trzymać cielęta na preparacie, ale tu znowu wchodzi kwestia ekonomiki. Każdy musi wyliczyć jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla jego stada – zaznaczył hodowca.

Obecnie w stadzie naszego rozmówcy cielą się jałówki odchowane w nowym systemie i wcześniej pokryte. Jak podkreśla, wydajność tych pierwiastek jest zdecydowanie lepsza. Są też ładniejsze, większe i zdrowsze.

Wyliczenia muszą być kompleksowe

– Ważne jest, żeby liczenie odbywało się kompleksowo. Wyrywkowe liczenie prowadzi bardzo często do błędnych decyzji. Dobrym przykładem jest wspomniane mleko dla cieląt. Na pierwszy rzut oka wydaje się drogie, jednak trzeba pomyśleć w dłuższej perspektywie i ocenić jakie będą przyrosty, jakie wyjdą z tego jałówki itd. Jeśli wyrywkowo policzę, że preparat wysokiej jakości jest zdecydowanie droższy niż preparat dla starszych cieląt to wychodzi, że lepiej jest stosować tańszy z nich, jednak co będzie za 3 miesiące, a co za 14 miesięcy? Te karmione droższym preparatem okazują się szybciej gotowe do krycia, a te karmione tańszym są w tym czasie jeszcze praktycznie cielętami i potrzebują jeszcze kilku miesięcy. Dlatego tak ważne jest liczenie kompleksowe – podsumował Ziaja.