Podczas debaty, która odbyła się w czasie konferencji Narodowe Wyzwania w Rolnictwie, eksperci z branży omówili jak hodowla może wspomóc ekonomikę produkcji mleka, jakie narzędzia są niezbędne dla hodowców do zarządzania stadami bydła oraz jak powinna wyglądać współpraca hodowców i weterynarii.

Jednym w poważniejszych wyzwań stojących przed hodowlą bydła jest rosnąca presja na redukcję emisji gazów cieplarnianych. Zdaniem Dariusza Piątka, przewodniczącego rady programowej Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, w kwestii emisji metanu nie powinniśmy zapominać o możliwościach związanych z genetyką.

Redukcja emisji gazów cieplarnianych – kwestia genetyki

– Powinniśmy genotypować więcej zwierząt. Powinniśmy być pod oceną użytkowości. To są informacje, które są niezbędne w dzisiejszych czasach – mówił dr Piątek. – W przyszłości duże możliwości będzie dawała nam wycena genomowa, żeby selekcjonować zwierzęta, które wydzielają mniej metanu. Poza tym możemy korzystać m.in. z nowoczesnych metod produkcji, np. zadawania pasz – dodał.

Jak podkreślił dr hab. inż. Marcin Pszczoła z Katedry Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, zanim będziemy mogli wpływać na poziom emisji poprzez czynniki genetyczne konieczne jest zgenotypowanie odpowiedniej liczby zwierząt i stworzenie populacji referencyjnej, która będzie przydatna w selekcji w tym kierunku. Drugim niezbędnym czynnikiem jest wsparcie finansowe.

– W Holandii jest program, który zakłada zgenotypowanie i zmierzenie poziomu emisji metanu od indywidualnych sztuk w 100 gospodarstwach. To jest program wspierany przez tamtejsze ministerstwo rolnictwa, ale nie tylko. Wspiera go również duża firma hodowlana, odpowiednik PFHBiPM, oraz przetwórcy, ponieważ oni też są zainteresowani tym, żeby krowy były postrzegane jako bardziej przyjazne dla środowiska – zaznaczył dr Pszczoła. – Te działania są możliwe, co pokazały nasze badania, ale wymagana jest praca, która bez wsparcia może być trudna, ponieważ to jest kosztowne. Potencjał jest, ale czy go wykorzystamy? (…) Myślę, że już sporo się dzieje, ale potrzeba więcej i mam nadzieję, że to będzie możliwe, szczególnie przy tych kwotach, które były podawane w kontekście programów wsparcia. Niestety nie widziałem takich programów, które byłyby szczególnie nacelowane na bydło w tym kontekście, w tym ujęciu genetycznym. Trzeba liczyć na to, że to się gdzieś pojawi przy kolejnych modyfikacjach – dodał.

Mleko od „szczęśliwych” krów

Rosnące wymagania stawiane wobec produkcji mleka wiązać się będą z wyższymi kosztami produkcji, czy jednak konsumenci są gotowi zapłacić więcej za produkt premium?

Jak stwierdził dr Tomasz Krychowski z PFHBiPM, z jednej strony konsumenci chcieliby mleko od „szczęśliwych krów” z małą wydajnością, z drugiej jednak podczas zakupów kierują się głównie ceną, więc należy uważać, aby nie wprowadzić polskiej hodowli bydła mlecznego w ślepy zaułek.

Genotypowanie to podstawa

Pole do popisu w zakresie nowych cech w selekcji nie ogranicza się do poziomu produkcji metanu. W jakim punkcie znajduje się obecnie polska hodowla w zestawieniu z europejską czy światową czołówką genetyki? Co możemy zrobić żeby nie zostać w tyle i nie być zależnymi obcej genetyki?

– Jesteśmy troszeczkę w tyle, przyczyny są różne, natomiast ostro walczymy. Co jeszcze możemy zrobić w tym temacie? Na pewno genomować więcej zwierząt. Chcę też przypomnieć, że PFHBiPM już niedługo będzie wprowadzała nową cechę do oceny, czyli zdrowotność racic. Będziemy dalej naciskać na tworzenie nowych cech jak na przykład kliniczne zapalenia wymion czy ogólnie zdrowotność wymion, co jest bardzo istotne pod kątem ograniczenia antybiotyków chociażby. Także powtarzam, należy genotypować, tworzyć tę bazę referencyjną – stwierdził dr Piątek dodając, że poprawa efektywności produkcji nie będzie już opierała się na wzroście wydajności, a doskonaleniu cech funkcjonalnych.

– W nowym indeksie selekcyjnym na pewno zwiększymy wagę tych cech funkcjonalnych, żeby to mogło przyspieszyć. Pomaga nam w tym selekcja genomowa, dlatego im więcej będzie zgenotypowanych krów, tym łatwiej będzie selekcjonować – wskazał dr Krychowski.

Selekcja genomowa w Polsce dostępna jest od 2014 roku, jednak zdaniem dr. Piątka narzędzie to zdobyło zaufanie hodowców.

– Nie wyobrażam sobie prowadzenia hodowli bez selekcji genomowej. Dzięki niej mamy wyniki bardzo młodych zwierząt. Wiemy co to zwierzę będzie są reprezentowało, jaką będzie miało wydajność, cechy pokroju i inne cechy. Znając wartość hodowlaną tych zwierząt można sobie wyznaczyć cel hodowlany. Możemy 80 proc. stada selekcjonować na cechy funkcjonalne, które będą przynosiły nam zysk, a 10 proc. stada selekcjonować na cechy pokojowe, dzięki czemu będziemy mogli się pokazać na wystawach hodowlanych. (…) Pokazywanie swoich pięknych zwierząt wpływa na ceny jałówek cielnych. Możemy również selekcjonować zwierzęta pod kątem sprzedaży buhajków hodowlanych i współpracy ze stacjami unasieniania – zaznaczył dr Piątek.

Odmiennego zdania był dr Jarosław Jędraszczyk, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. hodowlano-produkcyjnych z Małopolskiego Centrum Biotechniki Sp. z o. o., członek zarządu EuroGenomics.

– Jesteśmy drugą populacją w Europie i w związku z tym powinniśmy być eksporterem myśli hodowlanej, a niestety jest inaczej. (…) To nie niekorzystny trend i powinien zostać zmieniony, ponieważ ten sposób finansujemy zewnętrzne programy hodowlane. Jeszcze 10 lat temu spotkając kolegów z zachodnich firm, jeszcze 10 lat temu, przechwalaliśmy się kto ile ma buhajów, ile ich testuje, mówiliśmy o córkach, które wygrywają międzynarodowe wystawy. To wszystko ciągle jest ważne, ale dzisiaj konkurencja pomiędzy krajami przeniosła się na inną płaszczyznę – stwierdził Jędraszczyk dodając, że obecnie liczy się ilość zwierząt zgenotypowanych w ciągu roku. – Nie do końca mogę się zgodzić się z kolegami, że polscy hodowcy podjęli to wyzwanie i genotypują swoje stada powszechnie. Jeśli chodzi o liczbę zgenotypowanych zwierząt w roku jesteśmy w wśród krajów EuroGenomics najsłabszym krajem, a to znaczy że nie budujemy, jak inne kraje, dużych baz informatycznych, nie wiem obrabiamy tych informacji i nie przekazujemy ich zwrotnie do hodowców, ponieważ oni dziś nie do końca z tego korzystają – podkreślił.

Rozwój nowoczesnych technologii rozrodu

Zdaniem dr. Krychowskiego w Polsce powinna powstać stacja seksowania nasienia, ponieważ seksowane nasienie daje hodowcom możliwość powiększenia ilości jałówek i dzięki temu zwiększyć selekcję przez ścieżkę żeńską. Ponadto pozwoliłoby to mieć wystarczającą ilość materiału hodowlanego na ewentualny eksport.

Rosnąca presja na dobrostan i ograniczenie antybiotyków

Kolejnym wyzwaniem w hodowli bydła jest rosnąca presja na dobrostan i zdrowotność zwierząt. Powoduje to m.in. zmianę zakresu współpracy hodowców z lekarzami weterynarii. Jak podkreślił dr Bogdan Konopka, Świętokrzyski Wojewódzki Lekarz Weterynarii, dzisiaj lekarz weterynarii i lecznica weterynaryjne to przedsiębiorstwo, które zajmuje się nie tylko leczeniem i profilaktyką chorób, ale i daleko posuniętym doradztwem w określaniu parametrów mikroklimatu, zoohigieny pomieszczeń, jakości i wartości energetycznej pasz.

Z kolei dr n. wet. Sebastian Smulski z Katedry Chorób Wewnętrznych i Diagnostyki Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu podkreślił, że w obecnych czasach, chociażby ze względu na ograniczenie stosowania antybiotyków, konieczna będzie zdecydowanie większa współpraca lekarzy weterynarii i hodowców, zaś część hodowców nie oczekuje od lekarza weterynarii dzielenia się wiedzą tylko konkretnych działań. W jego opinii zmiana w tym zakresie może zając jeszcze trochę czasu, jednak jest ona konieczna.

Kwestię ograniczenia stosowania antybiotyków poruszył również dr Konopka, zdaniem którego wejście w życie przepisów nie zmieni sytuacji na gorsze, lecz lepsze. Jak zaznaczył, elektroniczna książka leczenia zwierząt, która będzie zawierała informacje na temat wykorzystania antybiotyków w konkretnym stadzie, pozwoli np. na określenie czy w danym stadzie dochodzi do korygowania warunków zoohigienicznych antybiotykami. Ponadto ma ona poprawić

– Mam nadzieję, że to pomoże nam wszystkim w funkcjonowaniu i w postrzeganiu nas przez świat, bo pokazywanie ilości ton zastosowanych antybiotyków, w których zawarte są antybiotyki sprzedane poza granice kraju, nie jest dobrym rozwiązaniem – dodał.