Post Jacka Zarzeckiego, prezesa zarządu Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, na temat braku zaufania rolników do klasyfikacji EUROP oraz oszustw do jakich dochodzi podczas sprzedaży bydła wywołał ożywioną dyskusję wśród internautów.

– Niestety, zwłaszcza teraz, gdy cena żywca wołowego jest bardzo wysoka, zdarzają się sytuacje w których pośrednicy czy też zakłady ubojowe oszukują rolników. Dla nich to jest czysty zysk, a dla rolników większa strata – podkreśla Zarzecki, którego zapytaliśmy jak sprzedawać bydło, żeby nie stracić i jakie zmiany są konieczne, aby ograniczyć proceder oszustw podczas skupu bydła.

Umowa to podstawa

– Niewątpliwie, żeby nie dać się oszukać, trzeba przede wszystkim podpisać umowę na dostawę, gdzie określona jest cena, czy to za kilogram żywej wagi, czy to za kilogram wbc. Tę umowę z cennikiem trzeba mieć, ponieważ jest ona podstawą ewentualnych roszczeń. Obojętnie czy sprzedajemy do zakładu, czy do pośrednika, pamiętajmy, że jest obowiązek kontraktacji i zawierania umów pisemnych. I nie może być tak, że czekamy aż umowa przyjdzie pocztą dopiero po wysłaniu zwierząt. Z chwilą sprzedaży tych zwierząt, czyli podczas ich załadunku na samochód, umowa musi być podpisana i tyle – mówi Zarzecki.

Własna waga

Drugą z wymienionych kwestii jest ważenie zwierząt we własnym gospodarstwie.

– Jeżeli sprzedajemy je pośrednikowi to nie możemy pozwolić, żeby jechały 40-50 km na wagę. Najlepiej ważyć je u siebie w gospodarstwie. Nawet jeśli waga z poskromem kosztuje kilkanaście tysięcy złotych, to można się złożyć na taki sprzęt, jeśli w danej miejscowości jest kilku rolników. Waga nie jest niezbędna przez cały czas, więc takie rozwiązanie jest możliwe. Dzięki wadze z poskromem nie tylko jest bezpieczniej pracować przy przepędach i różnych zabiegach zootechnicznych, ale i można określić ile ważą sprzedawane zwierzęta. Jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż sytuacja, w której pośrednik waży je na swoim samochodzie albo w punkcie skupu odległym o kilkadziesiąt kilometrów. Zwierzę w trakcie transportu traci swoje kilogramy, co odbija się na rolniku – zaznacza nasz rozmówca.

Handel bydłem – niezbędne zmiany legislacyjne  

– Kolejną bardzo ważną rzeczą jest potrzeba zmian legislacyjnych. Takich, dzięki którym rolnik będzie miał informację z zakładu ubojowego o tym, jak jego zwierzę się wybiło. Dzisiaj mamy przepisy, które zobowiązują zakład ubojowy do dania rejestru klasyfikacji EUROP dostawcy. Tylko najczęściej dostawcą jest pośrednik, który jest właścicielem zwierzęcia nie dłużej niż 24 godziny. Z kolei rolnik nie ma żadnego potwierdzenia czy dane zwierzę wybiło się tak jak mu powiedział pośrednik, który może stwierdzić cokolwiek, łącznie z tym, że nie przekaże żadnych danych, ponieważ nie ma takiego obowiązku. Dlatego jest to jedna z najważniejszych kwestii w tym temacie – wskazuje Zarzecki.

Niezależna klasyfikacja lub niezależni klasyfikatorzy

Nasz rozmówca podkreślił również kwestię zatrudnienia klasyfikatorów pracujących w zakładach mięsnych przez właśnie te zakłady.

–  Pamiętajmy też o tym, że klasyfikatorzy pracujący w zakładach mięsnych są pracownikami tych zakładów. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najlepszy czas, żeby rozmawiać o niezależnej klasyfikacji EUROP czy klasyfikatorach, którzy byliby pracownikami państwowymi, jak lekarze weterynarii, czy zatrudnieni przez IJHARS, ale dzięki temu byliby niezależni. Najpierw powinniśmy skończyć temat Planu Strategicznego dla WPR. Mamy też problemy z obsadą pracowników Inspekcji Weterynaryjnej, także w zakładach ubojowych. Do tego tematu trzeba się dobrze przygotować, ponieważ to bardzo ważna decyzja – mówi Zarzecki. –  Dlaczego jednak tak podkreślam to, że powinni być niezależni? Mamy obecnie taką sytuację, że półtusze w klasie O w Polsce osiągają wyższą cenę niż w klasie R. To jest ewenement, przecież za wyższą klasę powinniśmy dostawać wyższą cenę – dodaje.

Zdaniem naszego rozmówcy optymalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie niezależnej klasyfikacji komputerowej.

– Byłby to niezależny system klasyfikacji półtusz, gdzie dokonywana byłaby ona maszynowo, dzięki czemu mielibyśmy dużo mniej wątpliwości, co do tego czy jest to działanie niezależne czy zależne – podkreśla Zarzecki. – Jeśli nie pójdziemy w kierunku niezależnej klasyfikacji maszynowej EUROP, powinniśmy iść w kierunku niezależnych klasyfikatorów, którzy nie będą pracownikami zakładów ubojowych i będą, tak jak w niektórych krajach Europy, zmieniali się np. po tygodniu lub dwóch w danym zakładzie ubojowym. Taka rotacja jest gwarancją niezależności – stwierdza Zarzecki.

Połączenie systemu klasyfikacji z systemem IRZ

W opinii naszego rozmówcy potrzebne są również częstsze kontrole w zakresie klasyfikacji EUROP oraz połączenie systemu klasyfikacji z systemem IRZ.

– Wydaje się również, że potrzebne są częstsze kontrole z IJHARS w zakresie klasyfikacji EUROP. Niestety jeżeli rolnik nie zgadza się dzisiaj z klasyfikacją EUROP, którą otrzymuje, to zanim procedura zostanie wszczęta jego półtuszy już dawno nie ma i nie można tego w żaden sposób zweryfikować. Konieczne jest połączenie systemu klasyfikacji z IRZ, żeby ostatnia osoba, która była właścicielem danego zwierzęcia dłużej niż 30 dni, otrzymywała informację o wybojowości danej sztuki praktycznie natychmiast po uboju. Jeżeli od ubicia od otrzymania rozliczenia tej półtuszy razem z fakturą mija tydzień czy dwa to nie szans na reakcję, ponieważ ta półtusza jest już dawno w elementach i żadna interwencja nic nie da – wskazuje Zarzecki.

Żeby ograniczyć oszustwa należy wzmocnić pozycję rolnika w całym łańcuchu dostaw, a wspomniane działania są chyba najprostszymi i najszybszymi rozwiązaniami, jak stwierdza nasz rozmówca.

Zarzecki dodaje, że bardzo się cieszy, ponieważ tą sprawą zainteresowało się ministerstwo rolnictwa.

– Otrzymałem telefon od wiceminister rolnictwa Anny Gembickiej i w przyszłym tygodniu będziemy rozmawiać na temat tego co moglibyśmy zrobić w tym zakresie – informuje.