Emisja metanu, będąca elementem fizjologii przeżuwaczy, prowokuje wiele dyskusji na temat udziału krów w globalnym ociepleniu. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że krowy są winne wszelkim zmianom klimatycznym. Organizacje działające na rzecz klimatu podkreślają również szkodliwość metanu cieplarnianego i nakłaniają do zmniejszenia spożycia mleka i mięsa „dla dobra planety”. Kwestia ta jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, szacunki bardzo rozbieżne, a zdaniem dużej grupy naukowców obarczanie bydła za zmiany klimatyczne jest nieuzasadnione.

Metan nie tylko od krów

Metan zajmuje drugie miejsce pod względem udziału w globalnym ociepleniu (20 proc.). Pierwsze miejsce, i 60 proc., należy do dwutlenku węgla. Warto również pamiętać, że zgodnie ze słowami prof. dr hab. Adama Cieślaka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wygłoszonymi w czasie wykładu na targach Ferma w Łodzi w 2020 r., głównym źródłem tego gazu na świecie nie jest działalność człowieka tylko wydzielenie metanu z bagien. Z kolei w antropogenicznej emisji metanu największy udział przypisuje się paliwom kopalnym (29 proc.), zwierzęta plasują się na drugim miejscu (23 proc.), na trzecim i czwartym uprawy ryżu i rozkład odpadów (po 17 proc.), na ostatnim zaś spalanie biomasy (14 proc.).

Z kolei zgodnie z przykładem podanym przez dr hab. inż. Marcina Pszczołę, z Katedry Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, podczas ostatnich Narodowych Wyzwań w Rolnictwie, w USA rolnictwo odpowiada za ok. 9 proc. emisji metanu, zaś w Europie jest to ok. 10 proc., w tym ok. 3 proc. wynikają z fermentacji jelitowej, 5 proc. z emisji z gleb, zaś 2 proc. z zarządzania odchodami.

Metan 21 razy gorszy od dwutlenku węgla, ALE …

Najbardziej problematycznym jest niestety fakt, że efekt cieplarniany jednej cząsteczki metanu jest 21 razy większy niż cząsteczki dwutlenku węgla, co aktywiści klimatyczni wykorzystują jako argument koronny przeciwko bydłu. Należy też jednak brać pod uwagę czas pozostawania danego gazu w atmosferze. Jak wspomniał prof. dr hab. inż. Zygmunt M. Kowalski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie na wspomnianych targach, metan znacznie szybciej znika z górnej warstwy atmosfery - już po 10 latach, podczas gdy dwutlenek węgla pozostaje w niej 10-20 krotnie dłużej.

Dlatego właśnie, aby mieć realny obraz sytuacji konieczne jest spojrzenie na udział poszczególnych gazów w globalnym ociepleniu, wielkość ich efektu oraz ich czas pozostawania w atmosferze.

Nieekologiczna wizja wiejskiej sielanki

Krowy produkujące więcej mleka na 1 kg pobranej paszy, produkują proporcjonalnie mniej metanu na 1 kg mleka.

Warto też wspomnieć, że silnie promowana w ostatnim czasie wizja sielskiej zagrody z kilkoma krowami, świniami i pałętającym się pomiędzy nimi drobiem, która niestety wydaje się bliska sercom współczesnych konsumentów, nie przystaje do planu redukcji emisji gazów cieplarnianych na kilogram produktu. To właśnie wysokowydajne krowy, dobrze wykorzystujące składniki zawarte w paszach, zwierzęta z nowoczesnych gospodarstw, gdzie zapewnia się im warunki pozwalające na maksymalne wykorzystanie potencjału produkcyjnego, produkujące więcej mleka na 1 kg pobranej paszy, produkują proporcjonalnie mniej metanu na 1 kg mleka.

Dodatki paszowe ograniczające emisję metanu

Z drugiej strony należy zaznaczyć, że ograniczanie emisji metanu może być korzystne dla hodowców, gdyż produkcja metanu pochłania nawet do 12 proc. energii pobranej paszy, obniżając efektywność produkcji. Działania ograniczające emisję metanu są więc uzasadnione ekonomicznie.

Wiele badań z tego zakresu poświęcono żywieniu, ponieważ choć proces tworzenia metanu jest nieunikniony, to można go ograniczyć poprzez modyfikację żywienia – począwszy od rzeczy prostych jak żywienie paszami o wysokiej wartości pokarmowej, zmniejszenie stosunku pasz objętościowych do treściwych, po wykorzystanie produktów metabolizmu bakteryjnego, zastosowanie kwasów organicznych czy ekstraktów roślinnych.

Produkcja metanu a genetyka

W kwestii redukcji emisji metanu nie należy pomijać możliwości jakie daje genetyka, gdyż prawdopodobnie w przyszłości będzie można na podstawie wyceny genomowej selekcjonować zwierzęta pod kątem wielkości produkcji metanu. Wymagać to będzie zgenotypowania odpowiedniej liczby zwierząt i stworzenia populacji referencyjnej, jednak jest to coraz częściej poruszany temat. W Holandii uruchomiono już nawet program, który zakłada zgenotypowanie i zmierzenie poziomu emisji metanu od indywidualnych sztuk w 100 gospodarstwach.

Zamaskowane krowy

Pojawił się również inny kierunek badań, tj. maski pochłaniające metan produkowany przez krowy. Są to niewielkie urządzenia z wentylatorami, dzięki którym wydychane przez krowy powietrze trafia do małej komory, w której za pomocą procesów chemicznych metan przekształcany jest w dwutlenek węgla.

Ma to pozwolić również na wykrycie rui, wczesnych oznak chorób i stresu cieplnego oraz umożliwić optymalizację żywienia.

Producent (ZELP) twierdzi, że poza korzyścią w postaci wychwytywania metanu, technologia zapewnia hodowcom wgląd w zdrowie i wydajność bydła, gdyż urządzenie, oprócz monitorowania oddechu zwierząt i emisji metanu, rejestruje szereg danych behawioralnych i fizjologicznych. Zgodnie z informacjami podanymi przez producenta, dostarcza ono informacji na temat lokalizacji zwierzęcia, jego aktywności oraz zachowań żywieniowych. Ma to pozwolić na wykrycie rui, wczesnych oznak chorób i stresu cieplnego oraz umożliwić optymalizację żywienia.

Zgodnie z najnowszymi danymi, maski powinny już być w stanie odfiltrować około 30 proc. metanu emitowanego przez przeżuwacze. W przyszłości wartość ta ma wzrosnąć do ok. 60 proc.

Problemem może być jednak dość wysoka cena, gdyż użytkowanie jednej maski kosztuje 45 dolarów rocznie. Ponadto maski, inaczej niż w przypadku modyfikacji żywienia, nie przyniosą rolnikowi korzyści z ekonomicznego punktu widzenia, chyba że urządzenie faktycznie będzie umożliwiało skutecznie wykrywanie rui i wczesnych oznak chorób.

Redukcja emisji metanu musi się opłacać

Wielu konsumentów, pomimo zapewnień o trosce o środowisko, nie jest skłonnych do wydawania większych pieniędzy za produkt o mniejszym śladzie węglowym lub wyprodukowany z wyższą dbałością o środowisko.

W sprawie obarczania bydła za ocieplenie klimatu brakuje chłodnego podejścia, niekiedy obydwu stronom dyskusji. Jednak warto pamiętać, że hodowla bydła, jak każda produkcja, ma przynosić zysk, w związku z czym hodowcy prędzej czy później skupią się na ograniczeniu produkcji metanu, gdyż może być to uzasadnione z punktu widzenia ekonomiki produkcji. Niesprawiedliwym jest jednak żądanie kosztowych działań bez żadnej zachęty finansowej. Warto pamiętać, że wielu konsumentów, pomimo zapewnień o trosce o środowisko, nie jest skłonnych do wydawania większych pieniędzy za produkt o mniejszym śladzie węglowym lub wyprodukowany z wyższą dbałością o środowisko. W tej kwestii wydaje się niezbędnym poczekać najpierw na popyt, a dopiero później inwestować w rozwiązania pozwalające go zaspokoić.

Lokalnie dla dobra planety

Dbałość o planetę nie powinna sprowadzać się do hasełek w stylu „jedz mniej mięsa”

Nie można zwalać całej winy za globalne ocieplenie na hodowlę bydła czy spożywanie mięsa, choć niektórym bardzo by to odpowiadało. Dbałość o planetę nie powinna sprowadzać się do hasełek w stylu „jedz mniej mięsa”. Choć inną kwestią pozostaje fakt, że wielu ludzi spożywa go zdecydowanie więcej niż przewidują zalecenia dietetyków. W każdym razie jest wiele działań, które możemy wykonywać dla dobra planety każdego dnia, jednak okazuje się, że ograniczenia zakupów odzieżowych czy rezygnowanie z dalekich wojaży nie przypada do gustu wielu „troszczącym się o planetę”. Również powszechne kampanie na temat wpływu marnowania żywności na klimat wydają się na razie nie przynosić zbyt spektakularnych rezultatów.  

Może w takim razie na początku warto skupić się na niewielkich rzeczach, np. na ograniczaniu śladu węglowego poprzez wybór produktów lokalnych, których nikt nie musi transportować zza oceanu? Które dadzą zarobić lokalnym rolnikom, dzięki czemu będą mogli inwestować w nowocześniejszą, a więc i przyjaźniejszą środowisku, hodowlę? Może pozwoliłoby to hodowcom dłużej wygrywać starcia z nieustannie rosnącymi wymogami, które prędzej czy później doprowadzą do przeniesienia produkcji zwierzęcej poza granice Unii, w miejsca, gdzie wymogów jest mniej, a na sprawy klimatu patrzy się przez palce?