W ocenie Jacka Zarzeckiego, prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, hodowcy powinni reagować na zaczepki ze strony organizacji prozwierzęcych.

– Dyskusja i przekonywanie opinii publicznej to jedno z głównych zadań rolników. Przede wszystkim kształcenie konsumentów, gdyż dzisiaj młody konsument często nie ma zielonego pojęcia skąd się bierze żywność. Wydaje mu się, że ze sklepu. Nie widzi ciężkiej pracy rolników. Dlatego musimy mówić o tym głośno – mówił Zarzecki.

– Są pomysły, nawet nie organizacji prozwierzęcych, tylko ekoterrorystów, które mówią o zamknięciu hodowli zwierząt do 2030 r. czy 2050 r. Jednak ludzie ci nie mają pojęcia z czym by się to wiązało, dlatego musimy tłumaczyć, że 80 proc. gruntów przeznaczonych pod produkcję zwierzęcą nie może być wykorzystywane pod produkcję żywności pochodzenia roślinnego dla ludzi, więc zlikwidowanie hodowli groziłoby globalnym głodem oraz utratą bioróżnorodności, wynikającej ze zlikwidowania łąk i pastwisk. Stracilibyśmy również najprostszy nawóz, który mamy z produkcji zwierzęcej, czyli obornik, co wiązałoby się z większym nawożeniem – tłumaczył nasz rozmówca.

Jak zaznaczył Zarzecki, konsumentowi rolnictwo może wydawać się proste, jednak jest to wieloskładnikowy system, który musi dobrze funkcjonować na wielu płaszczyznach, dlatego warto mówić wprost o faktach i „pokazywać głupotę organizacji ekoterrorystycznych".

W ocenie naszego rozmówcy wiele mówi fakt przemilczenia wielkości środków finansowych z nowej WPR, które przeznaczone są na poprawę dobrostanu zwierząt.

– Czy którakolwiek organizacja powiedziała, że jest to krok w dobrym kierunku? Nie, żadna nie pochwaliła tego, że zwiększamy środki na dobrostan zwierząt, a to pokazuje, że im nie zależy na zwierzętach, tylko na tym, aby sytuacja była jak najbardziej konfliktowa, ponieważ wtedy mogą mówić, że walczą o ochronę zwierząt i oczekują od obywateli większych wpłat pieniędzy – stwierdził Zarzecki. – Jestem przekonany, że środki, którymi te organizacje dysponują, w większości nie idą na bezpośrednią ochronę zwierząt, tylko na wynagrodzenia, reklamy i szeroko pojęty lobbing tych organizacji, aby zmienić przepisy. Jeżeli wizja rolnictwa europejskiego czy światowego byłaby wizją organizacji pseudoproekologicznych, to byłby to rolnictwo laboratoryjne, rolnictwo wielkich korporacji, nie na polach i pastwiskach, tylko w wielkich przedsiębiorstwach, gdzie nie ma już miejsca dla rolników. To nie byłoby już rolnictwo – dodał.

Nasz rozmówca zaznaczył również, że w dyskusjach z ekoterrorystami często pojawia się temat rzekomej szkodliwości spożywania mięsa, choć oczywiście nie zostało to udowodnione naukowo.

– Pamiętajmy, że wszystko w nadmiarze szkodzi, nawet woda, a osoby, które nie jedzą mięsa są narażone na pewne choroby, m.in. na depresję czy zwiększoną łamliwość kości. Kompletną bzdurą jest to, że weganie żyją dłużej. Zostało udowodnione, że od diety wegańskiej nie przybywa lat życia. Wszystko zależy od trybu życia. Problemem nie jest mięso, tylko żywność wysokoprzetworzona i o tym powinniśmy mówić – wskazał Zarzecki.