– Nie da się poprawić wszystkich cech jednocześnie, a cechy różnią się też stopniem odziedziczalności, produkcyjne (np. wydajność mleka) są dziedziczone w większym stopniu niż funkcjonalne (np. płodność). W związku z tym musimy spojrzeć dalej, zastanowić się, gdzie chcemy znajdować się w przyszłości i na tej podstawie dokonywać wyboru rozpłodnika – podkreślił na wstępie nasz rozmówca.

Zaznaczył również, że na przestrzeni lat główne cele w hodowli bydła mlecznego ulegały wielokrotnym zmianom. Stawiano na ilość, jakość, pokrój, a teraz do głosu dochodzą cechy funkcjonalne, szczególnie długowieczność, zdrowotność i płodność. Zdaniem Sztukowskiego jest to dobra droga.

– Jeżeli mamy już ustalony cel, należy wybrać ilość rozpłodników na sezon. Możemy zdecydować się na dobór indywidualnie pod każdą sztukę, jednak, mimo najlepszego dopasowania pod względem hodowlanym, po paru latach możemy mieć duży problem z wyborem buhaja, ponieważ z każdej strony będzie nam groziło pokrewieństwo zwierząt. Drugą metodą jest wybór jednego rozpłodnika na sezon, dwa lub trzy. Zaletą jest prostota tego rozwiązania, wystarczy sprawdzić rodowód jednego buhaja, ale trudno jest trafić w buhaja dopasowanego do potrzeb wszystkich sztuk w stadzie. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest wybór trzech różnych rozpłodników na sezon. W takim przypadku należy pamiętać, żeby jeden z nich przekazywał łatwość wycieleń. Będzie dobry na jałówki. Inny może poprawiać cechy funkcjonalne, trzeci produkcyjne – stwierdził nasz rozmówca.

Wyżnym jest, aby na naszą decyzję nie wpływała cena, rabaty czy benefity oferowane za zakup nasienia danego buhaja. Jak podkreślił Sztukowski, takie wybory sprawią, że w perspektywie kolejnych pokoleń stado będzie coraz mniej efektywne.

– Sądzę również, że działanie wyłącznie na podstawie wysokich indeksów, obojętnie czy PF, TPI, NVI, czy RZG, nie jest dobrą drogą. Wybierając rozpłodnika do swojego stada powinniśmy skupiać się na poszczególnych cechach, z którymi mamy problem we własnym gospodarstwie, zwrócić uwagę na to co generuje największe problemy i koszty. Zastanowić się czy są to słabe racice, budowa wymienia, czy może słaba somatyka. Nie zawsze najlepszy buhaj jest tym, którego akurat potrzebujemy – zaznaczył ekspert. – Dodatkowo każdy kraj ma swoje wyceny, swoje indeksy, na podstawie których wycenia i promuje dane buhaje. Najważniejsze są składowe tych indeksów, wagi przykładane do poszczególnych cech, np. w TPI największy nacisk kładziony jest na produkcję, w NVI na cechy funkcjonalne. Trzeba wybrać co jest dla nas istotniejsze - czy wysoka produkcja, ale ryzyko, że krowa w drugiej laktacji wykruszy się ze stada, czy zdrowie, długowieczność i płodność, mniej a dłużej – dodał.

Dobierając ojców przyszłych pokoleń w stadzie warto mieć na uwadze efektywność ekonomiczną stada. Zdaniem naszego rozmówcy ważnym jej aspektem jest efektywność wykorzystania pasz, czyli ilości mleka wyprodukowanego z kilograma suchej masy pobranych pasz. Problemy ostatnich lat z zapewnieniem dostatecznej ilości dobrej jakości paszy podkreślają jak ważna jest ta cecha, jak zaznaczył Sztukowski.     

– W przypadku problemów z zacieleniem danej sztuki dobrze jest przemyśleć zakup nasienia buhaja mięsnego, którejś z lekkich ras. Zacielanie „na siłę” tanim nasieniem może i pozwoli uzyskać dodatkową laktację, jednak, jeżeli kwestia leży w genetyce, utrwalanie tych genów w stadzie oraz dodatkowe wprowadzenie genów po słabym buhaju, nie jest dobrym rozwiązaniem w doskonaleniu stada – stwierdził nasz rozmówca.

Zaznaczył również, że w przypadku wątpliwości można skorzystać z pomocy doradcy hodowlanego.

– Doświadczenie i wiedza wsparte pomocą profesjonalnych programów doborowych, które analizują linie rodowodowe, inbred w danym gospodarstwie, ewentualne negatywne sprzężenia genów oraz konkretny wpływ na wybrane przez hodowcę cechy, pozwalają wybrać najlepszego rozpłodnika – podkreślił Sztukowski.