- Można powiedzieć, że cykl koniunkturalny trwa 2 lata, teraz trwał półtora roku i obawiam się, że nadszedł ten czas kiedy cena mleka ponownie będzie zaliczała dołki. Jesteśmy dużym producentem mleka, zajmujemy 12 miejsce na świecie i 5 w UE pod względem produkcji mleka. Jeżeli Wielka Brytania wyjdzie z Unii to wejdziemy na 4 miejsce, są również przewidywania, że możemy wejść na 3 miejsce ze względu na problemy z warunkami środowiskowymi, jakie muszą spełniać rolnicy w Holandii – zauważa Dorota Śmigielska, analityk rynku mleka w PFHBiPM, wiceprzewodnicząca grupy „Mleko i produkty mleczne” w sekretariacie Copa-Cogeca.

Zdaniem Śmigielskiej, tak wysoka pozycja wiąże się z tym, że jesteśmy podatni na wahania cenowe i warunki jakie dyktuje gospodarka globalna. W związku z tym w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się spadku cen, jednak jak usłyszeliśmy, prognozy KE do 2030 r. dla rynku mleka są pozytywne.

Jaka recepta UE na kryzys?

- KE w nowej perspektywie chce odejść w ogóle od interwencji na rynku, a reagowanie na zwiększoną podaż i popyt chce pozostawić do decyzji hodowców i producentów. Europejska
Rada ds. Mleka (EMB) ma program odpowiedzialnego rynku, który jest tak naprawdę powrotem w pewnym sensie do kwotowania na rynku mleka. EMB chce wprowadzić program, w którym, gdy cena mleka spadnie o 15 proc., hodowcy dobrowolnie ograniczający produkcję dostawaliby dodatkowo 2 – 3 euro centy do aktualnej ceny mleka. Natomiast w sytuacji, gdy cena mleka obniży się aż o 25 proc., ograniczenia te byłyby obowiązkowe, a producenci, którzy się do tego nie dostosują będą płacili kary. Jest to program zbliżony do systemu kwotowania produkcji mleka, ale byłby wprowadzany tylko w sytuacjach kryzysowych. O zastosowanie takiego narzędzia zabiega bardzo EMB, jednak KE chce raczej pozostawić decyzje producentom i na chwile obecną nie przewiduje wprowadzenia tego programu – relacjonuje Dorota Śmigielska.


Co z zapasami mleka w proszku?

- KE w tym roku chce skupować mleko w proszku w formie przetargu, żeby nie powiększać zapasów, które do tej pory zgromadzono. Natomiast jeśli chodzi o obecne zapasy, my jako strona polska, podobnie jak inne kraje członkowskie proponowaliśmy przeznaczenie zapasów na paszę dla zwierząt, dla osób najuboższych, czy też sprzedaż do krajów trzecich, poza rynek europejski. KE każdą te propozycje odrzuca, argumentując, że nie ma takich legislacji prawnych, albo spróbuje pozbyć się tych zapasów w formie przetargowej – mówi Śmigielska.

Jak się okazuje trudność ze bytem OMP wynika również z faktu starzenia się produktu. Część ze zgromadzonych zapasów leży w magazynach już od roku 2015, kiedy to rozpoczęto skup interwencyjny. Problem w tym, że w takich krajach, jak Algieria, które są potencjalnym rynkiem zbytu, przepisy ograniczają możliwość zakupu produktów starszych niż 3 miesiące.

Co ze wsparciem krajowym?

- Wiele gospodarstw w wyniku dużych inwestycji oraz zachwiania cen produktów rolnych, stanęło u progu bankructwa. Przy naszym udziale opracowywana jest ustawa „oddłużeniowa”, aby skonsolidować wszystkie zobowiązania i dać szansę rolnikom, którzy nie zawsze ze swojej winy mają problemy finansowe, aby byli w stanie wyjść na prostą – mówi Mirosław Borowski, wiceprezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Jedna z koncepcji zakładałaby przejęcie zadłużonego gospodarstwa przez KOWR wraz z zobowiązaniami, a producent stałby się wówczas dzierżawcą gospodarstwa. Miałoby to teoretycznie umożliwić gospodarstwom w dłuższej perspektywie rozwiązania problemów finansowych.

Według wiceprezesa KRIR w branży mleczarskiej istnieje nierozwiązany ciągle problem przewagi kontraktowej ze strony sieci handlowych.
- Razem z p. Śmigielską uczestniczymy w grupie roboczej Copa Cogeca, zajmującej się rynkiem mleka i od początku monitorujemy stosunki między sieciami handlowymi i producentami – podkreśla Borowski.

Jego zdaniem rolnik, jako pierwsze ogniwo w łańcuchu produkcyjnym, ma marginalny wpływ na relacje cen, gdyż polskie zakłady przetwórcze, mając złą pozycję negocjacyjną, nie są w stanie zawalczyć o dobrą cenę swoich produktów.

- Co prawda Komisarz widzi ten problem i są pewne działania, aby wzmocnić pozycję producenta, ale bezpośrednio takich efektów nie widzimy. Kiedy panuje hossa, to wszyscy są zadowoleni, natomiast kiedy przychodzi dołek, wówczas przewaga sieci jest wyraźna i wykorzystują to kupując za bardzo niskie ceny – dodaje Borowski.