W związku z tym już teraz konieczne jest wykonanie odpowiednich kroków umożliwiających kontynuowanie produkcji na rentownym poziomie. Jest kilka możliwości wyjścia z tej sytuacji. Pierwszą z nich jest dokupienie pasz objętościowych z zewnątrz do niezbędnego minimum. Jednak w tym przypadku należy się liczyć z dużą zmiennością paszy, szczególnie jeśli zakupywana jest z różnych źródeł.

Dodatkowym problemem związanym z zakupem pasz objętościowych są rosnące w dość szybkim tempie ceny. Na portalach ogłoszeniowych pojawia się wiele ofert z tegoroczną sianokiszonką z pierwszego pokosu. Ceny balotów z tą paszą są bardzo zróżnicowane, jednak w ogłoszeniach już teraz pojawiają się oferty sprzedaży w cenie, bagatela, 280 zł za balot. W ogłoszeniach pojawiają się już teraz także oferty sprzedaży kukurydzy na pniu, z przeznaczeniem na kiszonkę. Ceny za zielonkę z 1 ha dochodzą do 6 tys. zł.

Tak wysokie ceny wynikają z miernych plonów, jakie udało się do tej pory zebrać. W wielu regionach Polski udało się jedynie skosić pierwszy pokos, drugi odrost natomiast zasechł na pniu. W przypadku kukurydzy również spodziewany jest niższy plon suchej masy, co można wywnioskować po występujących fazach rozwojowych. Na wcześnie sianych plantacjach kukurydzy już w czerwcu rośliny rozpoczynały kwitnienie.

W zależności od wielkości deficytu pasz, z problemem można również poradzić sobie wykorzystując w żywieniu bydła pasze będące produktami ubocznymi przemysłu rolno-spożywczego, takie jak: młóto browarniane, czy wysłodki buraczane. Jednak przy stosowaniu większych ilości tych surowców konieczne jest dokładne zbilansowanie dawki pokarmowej, co warto zlecić dobremu doradcy żywieniowemu.

Innym jeszcze rozwiązaniem, wydającym się być ostatecznością, ale pozwalającym ograniczyć koszty zakupu pasz, jest redukcja posiadanego stada. Warto przed podjęciem określonej decyzji przekalkulować, czy uzyskana produkcja w wyniku zakupu pasz zrekompensuje poniesione wydatki. Lepiej jest bowiem żywić prawidłowo nieco mniejsze stado, niż duże żywić byle jak.