Trendy w hodowli bydła mlecznego bywały różne. Oczywiście najlepiej byłoby otrzymywać od kolejnych pokoleń w stadzie więcej mleka za laktację przy jednoczesnym wydłużenia okresu użytkowania danej sztuki w stadzie. Jednak zazwyczaj należy dokonać wyboru, obrać cel hodowlany i dążyć do jego realizacji. O kwestiach, na których warto się skupić wybierając ten cel mówi Paweł Sztukowski, dyrektor ds. handlowych z Holenderskiej Genetyki Plus.

– Na przestrzeni lat cele hodowlane ulegały wielokrotnym zmianom. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych główny trend dotyczył wysokiej wydajności. Później mleczarnie zaczęły zwracać większą uwagę na zawartość wybranych komponentów mleka tj. białka i tłuszczu, co spowodowało pewne zmiany w hodowli, ponieważ hodowcy bardziej skupili się na tym aspekcie. Był też okres, gdy zachłysnęliśmy się pokrojem sztuk. Bardzo popularne stały się wystawy, dużo uwagi zwracano na krowy niekoniecznie produkcyjne, ale za to bardzo „ładne” pod względem nóg czy wymion – mówi Paweł Sztukowski, dyrektor ds. handlowych w Holenderskiej Genetyce Plus. – Jednak w czasie pościgu za wydajnością okazało się, że wielu hodowców ma duże problemy z długowiecznością i rozrodem w stadach. Okres międzywycieleniowy bardzo się wydłużył. Niekoniecznie poszliśmy w dobrym kierunku. Moim zdaniem holenderski program, który skupia się na długowieczności, płodności i zdrowotności zwierząt jest właściwszą ścieżką – dodaje.  

Cechy funkcjonalne, czyli cechy nieprodukcyjne wpływające na rentowność produkcji, szczególnie długowieczność, zdrowotność i płodność, są zdaniem naszego rozmówcy niezbędne do zbudowania dobrej efektywności ekonomicznej stada.

– Nacisk na długowieczność ograniczyłby wielkość brakowania w stadzie i nie potrzebowalibyśmy tak wielu sztuk na remont stada. Obecnie w Polsce jak przy 100 krowach ma się na ich miejsce 100 jałówek to jest się uznanym za dobrego gospodarza. W Holandii, z racji ograniczeń ze strony państwa w stosowaniu nawozów, hodowcy nie mogą pozwolić sobie na odchów tak dużej liczby jałówek, musieli więc stworzyć stada długowieczne, ograniczyć konieczność brakowania z przyczyn płodnościowych czy zdrowotnościowych. Moim zdaniem jest to dobry kierunek – stwierdza Sztukowski. – Szczególnie, że UE zaczyna nas ograniczać pod względem ilości wylewanej gnojowicy, zaczynają się dążenia do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Nikomu tego nie życzę, ale kto wie czy za 5-10 lat nadal będziemy mogli sobie pozwolić na dowolną liczbę jałówek pozostawionych do odchowu w danym gospodarstwie – mówi.

Sytuacja Holendrów jest o tyle dobra, że w razie konieczności w odwodzie pozostaje im wymiana handlowej z Belgami.

– Odchów jednej „nadprogramowej” jałówki w Holandii kosztuje 2-3-krotnie więcej niż jej odchów w Belgii, więc kilkumiesięczne jałówki są tam wysyłane, po czym wracają już jako jałówki cielne. I to się Holendrom bardziej opłaca. Mam nadzieję, że w Polsce nie będzie podobnie, ale jest taka szansa i przygotowanie się na to, poprzez pracę nad długowiecznością i ograniczeniem brakowania z przyczyn niezależnych od nas, uważam za słuszny krok. Nie możemy kierować się wyłącznie obecnym trendem. Musimy przewidywać i działać wyprzedzająco – podkreśla Paweł Sztukowski.

Jak podkreślił nasz rozmówca, rozważając kwestię korzyści związanych z doskonaleniem cech funkcjonalnych należy uwzględnić sprawę usług weterynaryjnych, których zdrowe stado potrzebuje znacznie mniej oraz fakt, że odchów danej sztuki zwraca nam się średnio w drugiej laktacji.

– Jeżeli sztuka wcześnie wykruszy się ze stada, czy ze względu na problemy z nogami, czy z rozrodem, to uwzględniając koszty leczenia i nieskutecznych prób krycia możemy wyjść ewentualnie na zero, a tu przecież chodzi o zyski – zaznacza Sztukowski. – Trzeba też pamiętać, że skupienie się na cechach funkcjonalnych nie musi oznaczać rezygnacji z wysokiej wydajności. Holendrzy od lat stawiają na długowieczność, płodność i zdrowotność, a wydajność i parametry mleka w ich stadach plasują się na bardzo dobrym poziomie – dodaje.